Według Sybihy do Polski wleciał pocisk Ch-101. Także Donald Tusk przekazał na konferencji prasowej, że "na razie wszystko wskazuje, że mamy do czynienia z pociskiem balistycznym Ch-101, rosyjskim". - Ale też nie wyprzedzamy efektów szczegółowego badania - zaznaczył. Odpowiednie służby badają szczątki tego obiektu i będą informować, co to było - przekazał w TVN24 rzecznik Dowództwa Operacyjnego Sił Zbrojnych ppłk Jacek Goryszewski.
Sybiha o ataku na Ukrainę i pocisku w polskiej przestrzeni
Sybiha ocenił we wpisie opublikowanym w serwisie X, że "to kolejny wyraźny dowód na to, że wzmocnienie ukraińskiej obrony powietrznej jest obecnie sprawą pilną i stanowi gwarancję ochrony całej wspólnoty euroatlantyckiej".
"Rosyjski atak rakietowy na Polskę przypomina również, że nie ma nic pilniejszego dla naszych krajów niż walka z naszym wspólnym, odwiecznym wrogiem, który stanowi bezpośrednie zagrożenie dla obu naszych narodów. Wszelkie inne spory muszą zostać odłożone na bok w trakcie tej brutalnej wojny. Naszym najwyższym priorytetem musi być wspólne bezpieczeństwo" - napisał szef MSZ Ukrainy.
Przekazał, że "w sumie na Ukrainę skierowano 74 pociski - wiele z nich balistycznych - i setki dronów".
Sikorski o pocisku Ch-101
Do sprawy odniósł się wicepremier, szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. "Uprzedzając putinowską dezinformację, proszę przeczytać: 'Pociski (Ch-101) używane są wyłącznie przez lotnictwo strategiczne Rosji'" - napisał na X. Odesłał do informacji w Wikipedii.
Ekspert: najprawdopodobniej Rosjanom uciekł jeden z pocisków Ch-101
Michał Fiszer, były pilot wojskowy napisał w serwisie X, że Rosjanie zaatakowali Ukrainę za pomocą między innymi "61 rakiet skrzydlatych, manewrujących".
"Były dwóch typów, część to Ch-101 odpalane z bombowców strategicznych Tu-95MS i Tu-160 znad Morza Kaspijskiego. Drugi typ to pociski manewrujące 3M14 Kalibr odpalane z okrętów z rejonu Noworosyjska" - zaznaczył. Jak wyjaśnił Fiszer, obie to rakiety poddźwiękowe osiągające prędkość około 900 km/h. Wysokość lotu to 50-200 metrów. Dodał, że "utrzymują wysokość nad przeszkodami terenowymi za pomocą radiowysokościomierza".
"Sterowane są bezwładnościowym układem nawigacyjnym (platforma żyroskopowa i wyliczniki przebytej drogi) o dokładności ok. 50 m. Rosyjski odpowiednik DSMAC Digital Scene Matching Area Correlator) stosowany w Ch-101 nosi nazwę Otblesk-U (lub jego nowsze modyfikacje). System ten wykorzystuje kamerę optyczną w nosie pocisku, która skanuje teren poniżej i porównuje go z cyfrowymi obrazami satelitarnymi zapisanymi w pamięci komputera pokładowego, aby skorygować błędy nawigacji bezwładnościowej. W Kalibrze system nosi nazwę 14Ł36 lub 14Ł37. Dzięki temu korygowane są okresowo błędy bezwładnościowego układu nawigacyjnego, które narastają wraz z odległością" - opisał były pilot wojskowy.
Jak napisał, "dodatkowo pocisk korzysta z korekcji systemu przez GPS/Glonass (rosyjski odpowiednik GPS) pozwalając na dokładność trafienia ok. 5-7 m, ale ten system jako jedyny może zostać zakłócony". "Jeśli jednak błędy przekraczają określoną wartość, w stosunku do systemu autonomicznego (bezwładnościowy korygowany optyczną korelacją) to wskazania GPS/Glonass są 'odpinane' i pocisk przechodzi na nawigację autonomiczną, całkowicie niewrażliwą na zakłócenia" - dodał.
"Pocisk doleciał do miejscowości Tarnowa-Kolonia na południe od Lublina, wlatując jakieś 93-95 km w głąb terytorium Polski od granicy z Ukrainą. Odległość tę pokonał w ok. 6 minut, jak informuje MON, czyli prędkość 930 km/h. To nie był więc dron. To był pocisk manewrujący jednego z owych dwóch typów" - ocenił Fiszer.
Według niego najprawdopodobniej "Rosjanom uciekł jeden z pocisków Ch-101 lub 3M14 Kalibr".
Lej "wskazuje na wielką siłę głowicy"
Jak napisał Fiszer, wybił lej o średnicy 10 metrów, "co wskazuje na wielką siłę głowicy". Jak zaznaczył, "to mniej więcej tak jak bomba lotnicza 500 kg mająca ok. 210 kg materiału wybuchowego".
"Masa głowicy bojowej w obu typach pocisków wynosi 450 kg, z czego czysty ładunek wybuchowy (najczęściej nowoczesny kompozyt plastyczny o wyższej sile niszczącej niż klasyczny heksogen) stanowi ciut ponad 200 kg" - dodał ekspert i ocenił, że to by do tego leja pasowało.
Według eksperta "to nie mógł być efekt zakłócania GPS/Glonass", bo wówczas pocisk zboczyłby o maksymalnie 50 do 100 metrów, ale nie o 150 kilometrów. W jego ocenie najprawdopodobniej była to "awaria układu nawigacyjnego", choć, dodał, nie można wykluczyć "zamierzonego ataku ostrzegawczego ze strony Rosji dla podgrzania atmosfery". Zaznaczył jednak, że jego zdaniem jest to mało prawdopodobne.
Polska przestrzeń naruszona
Polskie Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto w nocy niezidentyfikowany obiekt. Dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. Obiekt zanikł ze wskazań systemów radiolokacyjnych. W celu weryfikacji i ostatecznego potwierdzenia wskazań technicznych systemów radarowych w rejon ostatniego wskazania obiektu skierowano śmigłowiec Mi-24.
DORSZ podało, że załoga śmigłowca zlokalizowała prawdopodobne miejsce upadku obiektu w terenie niezabudowanym w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim. Na miejscu pracują służby, które dostały informację o wybuchu.