- Ujęty przez wojska USA wenezuelski dyktator Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores zostali w nocy z piątku na sobotę schwytani, a następnie przetransportowani do aresztu na Brooklynie w Nowym Jorku. Maduro i Flores stanęli w poniedziałek przed sądem.
- Na dyktatorze, jego żonie oraz trzech innych osobach z ich otoczenia, które pozostają na wolności, ciążą cztery zarzuty, w tym uczestnictwa w zmowie narkoterroryzmu.
- Na poniedziałek zaplanowano też nadzwyczajne posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ po amerykańskim ataku.
Mija kolejny dzień od pojmania przez Amerykanów wenezuelskiego dyktatora Nicolasa Maduro. W całej Wenezueli, jak pisze hiszpańska agencja EFE, panuje nastrój wyczekiwania na dalszy rozwój wydarzeń.
Tętniące do niedawna Caracas od dwóch dni wygląda zgoła inaczej. Obecnie na ulicach stolicy Wenezueli są pustki, nie licząc zbrojnych patroli milicji obywatelskiej z maskami na twarzach i ludzi spieszących po zakupy. Otwarte są jedynie duże supermarkety i apteki, przed którymi ustawiają się długie kolejki mieszkańców stolicy kraju.
Podsumowujemy, co wydarzyło się dotychczas wokół schwytania Maduro i co wydarzy się w najbliższym czasie.
1. Nocna operacja amerykańskich sił specjalnych
W sobotę o godzinie 7 rano w Polsce (godzinie 2 czasu w Caracas) światowe agencje prasowe poinformowały o słyszanych w stolicy Wenezueli głośnych eksplozjach i dźwiękach przelatujących nisko samolotów. Jak okazało się kilka godzin później, był to amerykański atak, który doprowadził do pojmania dyktatora i jego żony. Media społecznościowe zalały nagrania, na których można zobaczyć eksplozje w różnych częściach Caracas.
Władze Wenezueli tuż po ujawnieniu informacji w mediach oskarżyły USA o atak na obiekty cywilne i wojskowe. W kraju zdecydowano o wprowadzeniu stanu wyjątkowego. Według NYT w wyniku zdarzenia zginęło co najmniej 40 osób, w tym żołnierze i cywile.
2. Trump potwierdza atak
Przed południem czasu polskiego prezydent USA Donald Trump potwierdził przeprowadzenie "na szeroką skalę" operacji na terenie Wenezueli i pojmanie Maduro oraz jego żony. Informację o tym, że za atakiem stoją Stany Zjednoczone ujawniła wcześniej dziennikarka CBS Jennifer Jacobs. Z wpisu Trumpa wynikało jedynie, że dyktator z Wenezueli oraz jego żona zostali schwytani i wywiezieni z kraju.
Więcej szczegółów amerykański prezydent podał w trakcie popołudniowej konferencji prasowej w swojej rezdencji Mar-a-Lago na Florydzie. Tuż przed nią opublikował pierwsze zdjęcie pojmanego Maduro. Dyktator i jego żona zostali przetransportowani na stacjonujący w regionie okręt desantowy, na którego pokładzie dotarli do USA, a następnie zostali przetransportowani do nowojorskiego aresztu Metropolitan Detention Center.
Trump powiedział na konferencji, że "USA przeprowadziły niezwykłą operację wojskową". Ocenił też, że atak na Caracas był operacją, jakiej "nie widziano od czasu II wojny światowej". Na jej czas amerykańskie służby specjalne wyłączyły w stolicy Wenezueli prąd.
Trump mówił o Maduro jako o "nielegalnym dyktatorze", który był "szefem siatki, nadzorował kartel, który zalewał" Stany Zjednoczone "trucizną". Zapowiedział, że wenezuelski przywódca "już nigdy nie będzie zagrożeniem dla obywateli USA".
Amerykański prezydent wyraził gotowość Stanów Zjednoczonych do kolejnego ataku na Wenezuelę, jeśli ten będzie potrzebny. Jak zapewniał, w operacji nie zginął żaden amerykański żołnierz ani nie została utracona żadna sztuka amerykańskiego sprzętu wojskowego.
Mówił też o dalszej przyszłości Wenezueli. - Będziemy rządzić krajem do czasu, aż uda nam się przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną transformację. Nie chcemy angażować się w to, by ktoś inny objął władzę i mielibyśmy taką samą sytuację, jaką mieliśmy przez ostatnie, długie lata - powiedział.
3. Zarzuty dla Maduro i jego żony
W sobotę nowojorska prokuratura federalna opublikowała nowe zarzuty dla Maduro i Flores, stanowiące dopełnienie zarzutów postawionych po raz pierwszy jeszcze w 2020 roku.
Na Maduro i jego żonie - oraz trzem innym osobom z ich otoczenia, którzy pozostali na wolności - ciążą cztery zarzuty, w tym najcięższy uczestnictwa w zmowie narkoterroryzmu. Pozostałe to przemyt kokainy do USA oraz dwa zarzuty posiadania karabinów maszynowych lub innej zabronionej broni.
>> Sprawdź, kim jest Cilira Flores i jaką rolę odgrywa w karierze politycznej męża
Były przywódca oskarżony jest o wieloletnie prowadzenie przemytu kokainy do USA, w tym również w ramach współpracy z organizacjami uznanymi przez USA za organizacje terrorystyczne: kolumbijskimi bojówkami FARC i ELN, meksykańskimi kartelami Sinaloa i Zetas oraz wenezuelskim gangiem Tren de Aragua. Zarzuty te obciążone są karą od 30 lat więzienia do dożywocia.
Według śledczych, Maduro był zaangażowany w proceder od 1999 roku, kiedy jeszcze był deputowanym do wenezuelskiego parlamentu i kontynuował działalność przestępczą w późniejszych rolach jako szef MSZ i prezydent kraju. Oskarżony jest o przewodzenie "Cartel de los Soles" ("Kartelowi Słońc").
W dokumencie wymienione są konkretne przypadki zarzucanych Maduro czynów, jak na przykład świadome wydawanie paszportów dyplomatycznych szmuglerom narkotyków czy przejęcie przez jego żonę łapówki wartej setki tysięcy dolarów, by zaaranżować spotkanie przemytników z dyrektorem urzędu antynarkotykowego. Obydwoje mieli również przemycać narkotyki zarekwirowane przez wenezuelskie służby, z pomocą prorządowych gangów nazywanych "colectivos".
W poniedziałek Maduro i jego żona zostali przetransportowani śmigłowcem do sądu federalnego na Manhattanie, by formalnie usłyszeć zarzuty.
Zarzuty przeciwko parze wniosła prokuratura Południowego Dystryktu Nowego Jorku. Proces może odbyć się też na Florydzie i w Waszyngtonie, gdzie również wniesiono powiązane sprawy. Decyzję w tej sprawie podejmie sąd. Sprawa została przydzielona powołanemu jeszcze za czasów Billa Clintona (w 1998 roku) 92-letniemu sędziemu Alvinowi Hellersteinowi.
4. Co dalej z władzą w Wenezueli?
Po słowach Trumpa wokół dalszego utrzymania władzy w Wenezueli narosło sporo wątpliwości. Nie sprecyzował, kto obejmie urząd Maduro, ale zasugerował, że dotychczasowa wiceprezydent Delcy Rodriguez miała wyrazić chęć współpracy z USA. Po pojmaniu dyktatora to ona przejęła jego obowiązki.
Jednocześnie Trump zagroził, że Stany Zjednoczone mogą przeprowadzić kolejny atak na Wenezuelę, jeśli pozostali członkowie administracji Maduro nie będą współpracować. Pytany przez dziennikarzy na pokładzie samolotu Air Force One, czego oczekuje od władz w Caracas, odparł, że totalnego dostępu do ropy naftowej innych zasobów, co pozwoli Stanom Zjednoczonym odbudować ten kraj.
Według "New York Timesa" amerykańscy urzędnicy namaścili ją na następcę Maduro już kilka tygodni wcześniej. W rozmowie z dziennikiem wyrazili przekonanie, że Rodriguez "będzie chronić i wspierać przyszłe amerykańskie inwestycje energetyczne" w Wenezueli, która słynie ze złóż ropy naftowej.
W tym kontekście ważne jest to, co Rodriguez mówi o amerykańskiej operacji. Po pojmaniu określiła pojmanego Maduro jako "jedynego prezydenta". Zażądała też natychmiastowego uwolnienia przywódcy. W przemówieniu dla państwowej telewizji Rodriguez podkreśliła, że Wenezuela została "brutalnie zaatakowana".
Kolejne wypowiedzi wiceprezydent były już wyraźnie łagodniejsze. "Wenezuela potwierdza swoje zaangażowanie na rzecz pokoju i pokojowego współistnienia. Nasz kraj pragnie żyć bez zewnętrznych zagrożeń, w atmosferze szacunku i współpracy międzynarodowej. Wierzymy, że globalny pokój buduje się przede wszystkim poprzez zapewnienie pokoju w każdym kraju" - oświadczyła w poniedziałek.
Zaprosiła też USA do współpracy "ukierunkowanej na wspólny rozwój w ramach prawa międzynarodowego". Zwróciła się bezpośrednio do Trumpa: "Nasze kraje zasługują na pokój i dialog, nie wojnę. Takie było zawsze przesłanie prezydenta Nicolasa Maduro i takie jest obecne przesłanie Wenezueli. To jest Wenezuela, w którą wierzę i której poświęciłam życie. Marzę o Wenezueli, w której wszyscy dobrzy Wenezuelczycy mogą się zjednoczyć. Wenezuela ma prawo do pokoju, rozwoju, suwerenności i przyszłości".
Zapewniła, że Wenezuela priorytetowo traktuje dążenie do zrównoważonych i opartych na szacunku stosunków ze Stanami Zjednoczonymi oraz do relacji z innymi krajami regionu opartych na zasadach suwerennej równości i nieingerencji. "Wenezuela ma prawo do pokoju, rozwoju, suwerenności i przyszłości" - dodała.
Kto oprócz wiceprezydent mógłby objąć władzę w Wenezueli? Opozycja zwraca uwagę, że wybory prezydenckie w 2024 roku zostały sfałszowane, a ich rzeczywistym zwycięzcą nie był Maduro a Edmundo Gonzalez. O tym, że to on powinien teraz rządzić krajem, mówiła opozycjonistka i laureatka Pokojowej Nagrody Nobla - Maria Corina Machado. Gonzalez w ogłoszonym w sobotę w manifeście skierowanym do wyborców w swym kraju ogłosił, że jest gotów do podjęcia się zadania odbudowy demokratycznych instytucji w ojczyźnie.
W mediach spekulowano również, że to Machado mogłaby zastąpić Maduro. Jednak według NYT Trump nigdy nie przepadał za liderką opozycji. Ta za to nazwała go ostatnio "obrońcą wolności" i zadedykowała mu swoją Pokojową Nagrodę Nobla.
5. Reakcja światowych przywódców
Po tym, jak Trump potwierdził operację w Wenezueli - kolejni światowi przywódcy zaczęli reagować na decyzję amerykańskiej administracji. Europejscy liderzy apelowali głównie o "umiar i pościągliwość", a także "powrót na ścieżkę dialogu".
Państwa Unii Europejskiej opublikowały w niedzielę wspólne oświadczenie, opublikowane przez szefową unijnej dyplomacji Kaję Kallas. Poparło je 26 państw członkowskich, bez Węgier. "Prawa międzynarodowego należy przestrzegać w każdych okolicznościach. Członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ ponoszą szczególną odpowiedzialność za przestrzeganie tych zasad, będących filarem międzynarodowej architektury bezpieczeństwa" - czytamy w oświadczeniu.
Podkreślono też, że choć UE "popiera zwalczanie międzynarodowej przestępczości zorganizowanej i handlu narkotykami, stanowiące poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa na całym świecie", to "wyzwaniom tym należy stawiać czoła poprzez trwałą współpracę, z pełnym poszanowaniem prawa międzynarodowego oraz zasad integralności terytorialnej i suwerenności".
Wśród przywódców państw Ameryki Południowej poparcie dla działań Trumpa wyrazili jego bliski sojusznik - prezydent Argentyny Javier Milei, który opublikował na platformie X krótki wpis: "Wolność posuwa się naprzód!" oraz prezydent Ekwadoru Daniel Noboa. Ten z kolei ocenił, że "nadchodzi czas na wszystkich przestępców karteli narkotykowych".
Pozostali liderzy Ameryki Południowej, w tym przede wszystkim bliscy sojusznicy reżimu Maduro, stanowczo potępili atak. Kolumbia zdecydowała o rozmieszczeniu 30 tysięcy żołnierzy w pobliżu granicy z Wenezuelą. Armia zwiększyła liczebność posterunków w miejscach dużej aktywności paramilitarnych grup powiązanych z przemytem narkotyków, takich jak ELN i Tren de Aragua. Meksyk w swoim oświadczeniu podkreślił, że operacja amerykańskich sił specjalnych "wyraźnie naruszyła Kartę Narodów Zjednoczonych".
W ocenie władz Rosji operacja USA w Wenezueli była "bezprawna" i stanowiła "konsekwentną realizację amerykańskich interesów". w regionie. Moskwa już wcześniej zażądała uwolnienia Maduro.
- Trzeba przyznać, że mimo oczywistej bezprawności zachowania (Donalda) Trumpa nie można zaprzeczyć konsekwencji jego działań - powiedział agencji TASS wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji i były prezydent tego kraju Dmitrij Miedwiediew, którego zacytował Reuters. Dodał, że "USA uważają Amerykę Łacińską za swoje podwórko", a Trump "najwyraźniej chce kontrolować dostawy wenezuelskiej ropy naftowej".
Do natychmiastowego uwolnienia Maduro i jego żony wezwało w niedzielę MSZ Chin. W ocenie Pekinu siłowe zatrzymanie i wywiezienie wenezuelskiego przywódcy to "rażące naruszenie prawa międzynarodowego oraz Karty Narodów Zjednoczonych”.
"Wzywamy stronę amerykańską do zapewnienia bezpieczeństwa prezydentowi Maduro i jego małżonce, ich natychmiastowego uwolnienia oraz zaprzestania działań mających na celu obalenie władz Wenezueli" – napisało MSZ w Pekinie.
Kolumbia i Wenezuela zawnioskowały o nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Wniosek poparły Chiny i Rosja. Zaplanowano je na poniedziałek 5 stycznia o godzinie 16 czasu polskiego.
6. Konflikt eskalował od miesięcy
Sobotnie zatrzymanie Maduro to konsekwencja trwającego od miesięcy napięcia na linii Waszyngton-Caracas. Władze USA oskarżają Maduro o to, że stoi za przemytem narkotyków do Stanów Zjednoczonych. Jeszcze w ubiegłym roku Siły Zbrojne USA rozmieściły swoje jednostki w regionie Karaibów, a także przeprowadziły szereg uderzeń na łodzie przemytnicze. W grudniu ogłoszono też blokadę eksportu wenezuelskiej ropy naftowej.
W ostatnich tygodniach Trump nie wykluczał operacji lądowej w Wenezueli. Z kolei sam Maduro zaledwie dwa dni przed pojmaniem oświadczył, że "jest gotów" przedyskutować z Waszyngtonem kwestię walki z przemytem narkotyków.
Reżim Maduro
Nicolas Maduro przejął prezydenturę po zmarłym w 2013 roku Hugo Chavezie. Na początku 2019 roku został zaprzysiężony na drugą kadencję po wyborach, które powszechnie oceniono na świecie jako sfałszowane. Kraje zachodnie nie uznały go za prawowitego prezydenta Wenezueli.
Rządził Wenezuelą ponad dekadę. W tym czasie fałszował wybory, brutalnie tłumił protesty i prześladował opozycję. Pod jego rządami nastąpił dramatyczny upadek gospodarczy kraju, opierającego się w dużej mierze na wydobyciu i eksporcie ropy. Doszło do hiperinflacji i i chronicznych niedoborów towarów pierwszej potrzeby.
Po wyborach prezydenckich w 2024 roku opozycja przedstawiła protokoły świadczące o zwycięzce Edmunda Gonzaleza, popieranego przez liderkę wenezuelskiej opozycji i późniejszą laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla Marię Corinę Machado. Mimo to władze w Caracas ogłosiły wygraną Maduro, a w kraju ponownie wybuchły protesty i zamieszki.
W grudniu 2025 roku eksperci niezależnej misji Rady Praw Człowieka ONZ alarmowali w swoim raporcie, że pod rządami dyktatora wenezuelska gwardia dopuszczała się poważnych naruszeń praw człowieka i zbrodni przeciwko ludzkości wobec przeciwników reżimu.
Pod rządami reżimu Maduro kraj posiadający bogate złoża ropy znajduje się w głębokim kryzysie gospodarczym i humanitarnym. Tylko w ostatnich latach z Wenezueli wyjechało około osiem milionów osób - mniej więcej jedna piąta ludności. Obalenie reżimu Maduro przez Amerykanów zaskoczyło część Wenezuelczyków, ale wielu z nich w rozmowach z zagranicznymi mediach nie ukrywa radości.
Autorka/Autor: mm, os/akw
Źródło: tvn24.pl, PAP
Źródło zdjęcia głównego: JEFFREY ARGUEDAS/PAP, The White House/X, MARIO CAICEDO/EPA/PAP