Historia nie stoi po naszej stronie. 28 meczów ze Szwecją - dziewięć zwycięstw, cztery remisy, 15 porażek. Bramki: 41-59 na niekorzyść Biało-Czerwonych. Wygrane ze Szwecją na jej terenie mieliśmy tylko dwie, a ostatnia w roku - uwaga - 1930. Tak, blisko 100 lat temu.
Wiadomość dobra - 29 marca 2022, Chorzów, Szwecja pokonana 2:0, także w barażu, o udział w mistrzostwach świata w Katarze. Teraz wygrać też trzeba, innej drogi nie ma.
Poprzednie wyjazdowe porażki - było, minęło? Czas przeszły?
- Szwecja to był i jest bardzo, ale to bardzo trudny zespół do pokonania. Organizacja gry, taka piłkarska solidność, może bez potrzebnej od czasu do czasu finezji, bezpośrednie pojedynki i fizyczne przygotowanie, to są ich ogromne atuty - mówi Włodzimierz Lubański, wciąż najmłodszy debiutant w narodowych barwach - 4 września 1963 roku miał 16 lat. W reprezentacji rozegrał 75 meczów, w Monachium w 1972 roku zdobył olimpijskie złoto.
"Na własnej skórze doświadczyłem ich siły"
Na siłę Szwedów zwracał też uwagę w TVN24+ Jacek Krzynówek, mający za sobą 96 występów w narodowych barwach. Polska z nim w składzie mierzyła się ze Szwecją trzy razy, trzy razy przegrywając, najwyżej - 0:3 - w Sztokholmie.
- Pamiętam jedno, oni niszczyli nas fizycznie. Tak, niszczyli. Większość z nas grała wtedy gdzieś w Niemczech lub na południu Europy, gdzie piłka wyglądała troszkę inaczej. A Skandynawowie, wiadomo, albo liga angielska, albo holenderska, bardzo fizyczna gra. Fizycznie nas nie to, że przewyższali. Oni nas tłamsili - opowiadał przed rozegranym 26 marca w Warszawie półfinałem baraży z Albanią, wygranym przez Biało-Czerwonych 2:1.
- Zgadza się, to chłopcy niezwykle dobrze przygotowani pod względem fizycznym - potwierdza Lubański. - Ja zwracam jednak uwagę na organizację gry, oni są bardzo konkretni w tym elemencie. Naprawdę trudno ich pokonać, mogę to powiedzieć z własnego doświadczenia, bo z nimi rywalizowałem i na własnej skórze doświadczyłem tej ich siły - opowiada.
Grał ze Szwedami w dwóch spotkaniach. W 1964 roku, kiedy miał zaledwie 17 lat - w Sztokholmie było 3:3, po golach dla Polski Ernesta Pola i dwóch Jana Liberdy. - To były początki mojej kariery, również jeżeli chodzi o reprezentację - wspomina.
Mecz numer 2 - rok 1966, Wrocław, znowu remis, 1:1, po golu Stanisława Oślizło. - Proszę zwrócić uwagę, że byliśmy wtedy zespołem, który dorastał już do pewnego poziomu europejskiego, a mimo to z tymi Szwedami nie było łatwo - opowiada Lubański.
- Przypominam sobie ten mecz, rzeczywiście wspaniała atmosfera we Wrocławiu. I ci Szwedzi... To była wartościowa lekcja, bo grając z takim przeciwnikiem uczyliśmy się czegoś, co potem każdemu z nas bardzo się przydawało. Trudna do pokonania była zresztą nie tylko ich narodowa drużyna, te klubowe też stwarzały problemy - przyznaje.
"Przyszłość zależy tylko od nas"
Jak nie przegrać ze Szwedami teraz? Więcej - jak ich pokonać, skoro innej drogi do mistrzostw świata nie ma?