Co najmniej 40 osób zginęło, a 115 zostało rannych w wyniku pożaru w alpejskim kurorcie Crans-Montana na południu Szwajcarii. Do tragedii doszło w sylwestrową noc w jednym z barów. Przyczyny pożaru nie są oficjalnie znane.
Świadkowie relacjonują dramatyczne chwile, jakie rozegrały się tamtej nocy.
"Widziałem płonących ludzi"
Jeden ze świadków tragedii powiedział stacji BBC, że znajdował się w pobliżu baru, gdy rozległa się potężna eksplozja. Opisywał gęsty dym unoszący się nad lokalem.
- Myślałem, że mój młodszy brat jest w środku, próbowałem wybić okno, żeby pomóc ludziom wyjść, a potem wszedłem do środka - relacjonował 18-latek, który nie chciał ujawniać swojego nazwiska.
- Widziałem płonących ludzi, od stóp do głów, nie mieli już ubrań - opisywał. - To było wstrząsające - wyznał. Jego brat nie odniósł obrażeń.
"W ciągu kilku sekund cały sufit stanął w płomieniach"
Dwie Francuzki, Emma i Albane, powiedziały francuskiej stacji BFMTV, że w momencie wybuchu pożaru znajdowały się w barze.
Według ich relacji pożar wybuchł po tym, jak kelnerka włożyła "świeczki urodzinowe" do butelek od szampana. - W ciągu kilku sekund cały sufit stanął w płomieniach. Wszystko było zrobione z drewna - relacjonowały, dodając, że ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał.
Jak mówiły, ewakuacja była "bardzo trudna", ponieważ droga ucieczki z pomieszczenia, w którym się znajdowały, była wąska, a schody prowadzące na zewnątrz - jeszcze węższe. - Około 200 osób próbowało wydostać się w ciągu 30 sekund przez bardzo wąskie schody - opisywały, dodając: - Miałyśmy ogromne szczęście.
Inny nastolatek, który znajdował się w barze w trakcie pożaru, opisywał "ścianę żaru". Jak mówił, początkowo nie mógł wydostać się na zewnątrz. W końcu udało mu się wybić szybę nogą od stołu.
"Ludzie biegali we wszystkich kierunkach, krzycząc i płacząc"
Wśród osób, które z bliska obserwowały tragedię, był Oleh Paska, przebywający w kurorcie z żoną i dzieckiem.
W rozmowie z BBC opowiedział, że nowy rok witali w swoim pokoju hotelowym, oddalonym o około 50 metrów od baru. W pewnym momencie usłyszeli serię eksplozji, które początkowo uznali za odgłosy petard. Chwilę później dobiegł ich płacz dochodzący z zewnątrz, jednak i to nie wzbudziło od razu podejrzeń - sądzili, że doszło do bójki. Dopiero pojawienie się służb ratunkowych uświadomiło im, że doszło do tragedii.
Rozwój dramatycznych wydarzeń obserwowała także Daniella z Mediolanu, która posiada dom wakacyjny przy ulicy równoległej do tej, przy której znajduje się bar. Wracając z mężem do domu po kolacji, poczuła swąd dymu, a w pobliżu lokalu zauważyła całkowicie spaloną kurtkę leżącą na ziemi.
- Ludzie biegali we wszystkich kierunkach, krzycząc i płacząc. Widziałam kilka osób wynoszonych na noszach - relacjonowała BBC. Jak dodała, podszedł do niej młody mężczyzna, który powiedział, że "widział piekło i rzeczy, których nigdy nie zapomni". - A potem po prostu zamarłam - wspominała kobieta. Po powrocie do mieszkania razem z mężem przez całą noc słyszeli krzyki. - To było straszne - wyznała.
Student, który nie chciał ujawniać swojej tożsamości, powiedział BBC, że przybył przed bar z przyjacielem w momencie, gdy "ludzie zaczęli wybiegać na zewnątrz, osmoleni i poparzeni". Jak mówił, chcąc pomóc poszkodowanym, pobiegł do pobliskiej restauracji, gdzie menedżer wpuścił część rannych do środka i podał im wodę, zanim na miejsce dotarły karetki.
- Wszędzie boli - usłyszał od jednego z poszkodowanych. Inni, jak relacjonował student, "po prostu krzyczeli", a "niektórzy nic nie mówili, tylko leżeli na podłodze".
"To był horror"
- Nie było mnie tam, ale przyjechali moi znajomi - mówił agencji Reuters Ilan Achour, pracownik lokalnej restauracji. - Gdy dojechałem na miejsce tragedii, wszyscy krzyczeli, wrzeszczeli. Ranni byli wynoszeni z baru. To był horror. Nigdy w życiu czegoś takiego nie widziałem - wyznał.
- A potem straciłem najlepszą przyjaciółkę, która zmarła w moich ramionach. Próbowaliśmy ją reanimować - dodał Achour.
Reuters poinformował w piątek, że w tym dniu śledczy podjęli się "bolesnego zadania" identyfikacji spalonych ciał pożaru. Proces ten może potrwać wiele dni.
Autorka/Autor: momo, tas/kg, akr
Źródło: BBC, Reuters
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA