Kiedy ponad 10 lat temu małżeństwo Francuzów Jacques i Jessica Moretti przejęło bar w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana, zleciło w nim renowację. Schody zwężono, a na suficie zainstalowano dźwiękochłonną piankę.
To właśnie ona w ostatnią sylwestrową noc zapaliła się od sztucznych ogni przyczepionych do butelek szampana, wywołując tragiczny w skutkach pożar. Zginęło 40 osób z różnych krajów, a ponad 100 zostało rannych. W większości byli to młodzi ludzie.
Wyjście awaryjne z baru było zablokowane
Reporter włoskiej telewizji publicznej RAI ustalił, że pianka na suficie była łatwopalna. Ognioodporna kosztuje 10 razy więcej.
Podczas specjalnego niedzielnego programu w RAI, poświęconego tragedii w Crans-Montanie, ujawniono ponadto, że wyjście awaryjne z baru było zablokowane po to, by młodzież nie wychodziła bez płacenia. - Gdyby zachowano tam minimum środków bezpieczeństwa, ci młodzi ludzie by żyli - oświadczył ambasador Włoch w Szwajcarii Gian Lorenzo Cornado.
Reporterzy włoskiej telewizji mówili o powiązaniach przedstawicieli lokalnych władz Crans-Montany z właścicielem baru. Jak zaznaczano w czasie dyskusji w studiu, osoby, których obowiązkiem było prowadzenie kontroli w lokalu, grały w golfa z właścicielem. Burmistrz alpejskiego kurortu przyznał wcześniej, że inspekcji przeciwpożarowej nie przeprowadzono tam od 2020 roku.
Właściciel baru aresztowany po pożarze
Gościem programu była także znana włoska adwokatka Annamaria Bernardini De Pace. Wyraziła ona opinię, że należy zażądać od Konfederacji Szwajcarskiej 50 miliardów euro odszkodowania za śmierć 40 osób i obrażenia u 116. Wśród rannych są dwie Polki.
Właściciel baru został w piątek aresztowany. Jego żonę umieszczono w areszcie domowym, ponieważ ma 10-miesięczne dziecko. Media informują także o tym, że Moretti został przed laty skazany za sutenerstwo, a wobec obojga toczyły się dwa śledztwa. Jedno z nich dotyczyło sprawy zakupu luksusowej limuzyny z pieniędzy przekazanych im w ramach pomocy z funduszu przeznaczonego dla firm, które poniosły straty w wyniku pandemii COVID-19.
Autorka/Autor: bż/lulu
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/JEAN-CHRISTOPHE BOTT