Goście baru w Crans-Montanie mówią o swoich doświadczeniach. "Trudno było przejść"

Eksplozja w kurorcie narciarskim w Szwajcarii
Miejsce tragedii w kurorcie Crans-Montana w Szwajcarii
Źródło: Reuters
Warunki w barze Le Constellation w Crans-Montanie były niepokojące dla odwiedzających już przed tragedią, do jakiej doszło tam w sylwestrową noc. Grupa włoskich gości opowiedziała o swoich obawach, które skłoniły ich do opuszczenia lokalu przed Nowym Rokiem. - Nie spodobał nam się niski sufit, jakby zwisał tuż nad naszymi głowami - wspominają.

W pożarze baru w szwajcarskim kurorcie alpejskim w sylwestrową noc zginęło 40 osób, a 119 zostało rannych.

Do Crans-Montany, położonej w odległości około trzech godzin jazdy samochodem od Mediolanu, przybywa tradycyjnie bardzo dużo Włochów. Niektórzy mają domy w tym luksusowym kurorcie, często wybieranym przez narciarzy. Język włoski jest jednym z najczęściej słyszanych wśród turystów.

Także nowy rok przywitało tam wielu mieszkańców Włoch, między innymi z rejonu Mediolanu, Turynu oraz Rzymu.

"Pamiętam wąskie przejście i schody"

Wśród gości baru była grupa młodych Rzymian, którzy opowiedzieli o swoich wrażeniach z wcześniejszej wizyty w barze Le Constellation, gdzie wybuchł katastrofalny pożar.

- Byliśmy tam przed sylwestrem, by się rozejrzeć i zdecydować, gdzie chcemy powitać nowy rok. Uznaliśmy, że jest zdecydowanie za zimno na zabawę pod gołym niebem. Poszliśmy więc do tego baru. Nie spodobał nam się niski sufit, jakby zwisał tuż nad naszymi głowami. Poza tym, choć wtedy nie myślałem zupełnie o jakiejś drastycznej sytuacji, pamiętam wąskie przejście i schody - opowiedział młody mieszkaniec Rzymu.

Jego koledzy dodali, że teraz po tragedii, do jakiej tam doszło, przypominają sobie, iż w pewnym momencie zrobiło się dość tłoczno i trudno było przejść.

- Teraz rozumiem, co się tam działo wtedy, kiedy pojawiły się płomienie i dym - zaznaczył rozmówca.

Najnowszy bilans pożaru to według władz kantonu Valais 40 ofiar śmiertelnych różnej narodowości i 119 rannych. Taki sam bilans podały w piątek po południu włoskie media, korygując wcześniejsze doniesienia o 47 ofiarach śmiertelnych. Wśród rannych jest jeden Polak, który jest obecnie leczony w Szwajcarii.

Czytaj także: