Świat

Opozycja: w protestach zginęło ponad sto osób. Władze: 61 udokumentowanych przypadków

Świat

Aktualizacja:

W czasie protestów w Sudanie zginęło 61 osób - poinformowało ministerstwo zdrowia tego kraju. Według grupy lekarzy związanych z opozycją ofiar jest jednak ponad sto. Sam resort niewiele wcześniej mówił o 46 zabitych. Fala przemocy, jaka ogarnęła Sudan i brutalna reakcja sił porządkowych, wywołały zaniepokojenie i oburzenie opinii międzynarodowej.

Stany Zjednoczone stanowczo potępiły "niedawne ataki na uczestników demonstracji" i wezwały wojskowych, by przestali używać siły i rozpoczęli rozmowy z udziałem opozycji na temat rządu cywilnego i przyszłych wyborów. Jak podaje AFP, w związku z wydarzeniami w Sudanie ONZ podjęła decyzję o ewakuowaniu swego personelu z tego kraju.

Ciała wyłowione z Nilu

W środę w ciągu całego dnia w Chartumie, a także w innych miastach Sudanu słychać było strzały. Do stłumienia protestów skierowano siły błyskawicznego wsparcia, będące formacjami paramilitarnymi.

W ocenie Centralnego Komitetu Sudańskich Lekarzy, powiązanego z głównym organizatorem protestów - Sudańską Federacją Związków Zawodowych Pracowników i Wolnych Zawodów - w starciach zginęło co najmniej 108 osób, a 500 odniosło rany. Organizatorzy protestów poinformowali też, że z Nilu w Chartumie wyłowiono 40 ciał. Osoby te uwzględniono w bilansie Centralnego Komitetu Sudańskich Lekarzy.

Krwawa pacyfikacja

To najkrwawsze zajścia w Sudanie od obalenia w kwietniu prezydenta Omara el-Baszira. Przez kilka tygodni przed siedzibą ministerstwa obrony w Chartumie trwał protest okupacyjny w związku z toczącymi się negocjacjami przywódców cywilnych z rządzącą Tymczasową Radą Wojskową w sprawie składu nowego organu mającego objąć rządy w kraju. Rada zaprzeczała, że wojska użyły broni przeciwko protestującym i twierdziła, że atak miał na celu jedynie wyeliminowanie z tłumu przestępców. We wtorek stojący na jej czele generał Abdel al-Fattah Burhan oświadczył, że opozycja jest współodpowiedzialna za krwawe zajścia w stolicy. Po ataku protest okupacyjny został zawieszony, a tłum rozpędzono. Tymczasowa Rada Wojskowa poinformowała, że nie będzie honorować wcześniejszych umów z opozycją. W środę Tymczasowa Rada Wojskowa zaprosiła jednak protestujących do powrotu do negocjacji. Jej szef zapewnił, że osoby odpowiedzialne za poniedziałkowe zajścia będą zostaną ukarane. Propozycja wznowienia rozmów została odrzucona przez organizatorów protestów. - Będziemy kontynuować protesty, opór, strajk i całkowite obywatelskie nieposłuszeństwo - zapewnił rzecznik Federacji Związków Zawodowych Pracowników i Wolnych Zawodów Mohamed Joussef al-Mustafa. Negocjacje dotyczące sposobu przekazania władzy cywilom i spełnienia warunków stawianych przez wojskowych, którzy chcieli zachować wpływ na sytuację w kraju, zostały zainicjowane 28 kwietnia. Niepokoje społeczne w Sudanie wybuchły w grudniu ubiegłego roku. Początkowo spowodowane były rosnącymi cenami, a także brakiem żywności i paliw, szybko jednak zaczęto domagać się dymisji rządzącego krajem przez prawie 30 lat Baszira. Pod presją ustąpił on 11 kwietnia.

Protesty i przemoc w Sudanie Adam Ziemienowicz | PAP

Autor: kg / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: