Świat

Student, nauczyciel i dziennikarz. Zginęli od kul i razów. Kim byli "męczennicy" Majdanu?

Świat

[object Object]
Trójka zidentyfikowanych ofiarTVN 24
wideo 2/24

51-letni sejsmolog, 25-letni dziennikarz i aktywista oraz 22-letni student - to oni zginęli podczas protestów w Kijowie. Dwaj od kul, jeden został zakatowany i porzucony w lesie. Kim byli mężczyźni, którzy są nazywani "pierwszymi męczennikami" Euromajdanu?

Wszyscy trzej zginęli 21 i 22 stycznia, we wtorek i środę, podczas najgwałtowniejszych starć w Kijowie. Doszło do nich po kilku dniach lżejszych utarczek na ulicy Hruszewskiego prowadzącej z Majdanu do dzielnicy rządowej. Po atakach ze strony radykalnych demonstrantów milicja przypuściła dwa szturmy na tłum, masowo używając broni gładkolufowej. Protestujący odpowiadali koktajlami Mołotowa i kamieniami.

[object Object]
Amnestia na warunkach Janukowycza. Majdan ją odrzucatvn24
wideo 2/28

Rodzina uciekła przed wojną, Serhij zginął na demonstracji

Szybko pojawiły się doniesienia o ofiarach. Pierwszy miał zginąć 22-letni (według innych źródeł 20-letni) Serhij Nigojan, z pochodzenia Ormianin. Jego ciało znaleziono obok charakterystycznego wejścia na stadion Dynama Kijów, przed którym toczyły się najcięższe walki. Jak wynika z relacji demonstrantów, mężczyzna został cztery razy postrzelony w głowę i szyję.

Działający na Majdanie lekarze nie byli w stanie stwierdzić, jakie pociski zabiły Nigojana. Władze twierdzą, że milicja stosuje tylko pociski gumowe. Demonstranci mówią natomiast o milicyjnych "snajperach" strzelających ostrą amunicją.

Nigojan był z pochodzenia Ormianinem. Jego rodzina przyjechała na wschodnią Ukrainę w 1992 roku uciekając przed wojną w Górskim Karabachu. Zamieszkali pod Dniepropietrowskiem, bastionie zwolenników obecnych władz Ukrainy. Serhij był studentem fizyki. Przyjechał do Kijowa 8 stycznia. Jak wówczas mówił, chciał walczyć o "lepszą przyszłość".

Uwieczniono go na kilku amatorskich filmach nakręconych na Majdanie. Na jednym uśmiechnięty mężczyzna recytuje wiersz Tarasa Szewczenki, ukraińskiego wieszcza narodowego. Na innym z wstążką w barwach Ukrainy i UE mówi "Za Ukrainę!". Nad nim powiewa flaga ormiańska.

Jedna kula obok serca

Drugą ofiarą milicyjnych kul został 25-letni Michaił Żizniewski, Białorusin. Mężczyzna pochodzi z białoruskiego Homla. Był tam poszukiwany listem gończym, rzekomo za działalność opozycyjną. Na Ukrainie zamieszkał w mieście Biała Cerkiew w pobliżu Kijowa. Pracował jako dziennikarz lokalnej gazety "Sobornaja Kijewszczyna". 22 stycznia jego ciało znaleziono - tak samo jak ciało Sierhija - niedaleko wejścia na stadion Dynama Kijów. Miał otrzymać jeden postrzał w klatkę piersiową. Kula trafiła tuż obok serca. Także w jego wypadku lekarzom działającym na Majdanie nie udało się wydostać pocisku i określić jego typu. Sądząc po wyglądzie rany i śmiertelnych skutkach pojedynczego trafienia, wskazuje się na ostrą amunicję.

Mężczyzna jest uważany za aktywnego członka nacjonalistycznej organizacji UNA-UNSO. Działał w Samoobronie Majdanu. Część białoruskich mediów donosi, że do UNA-UNSO wcale nie należał. "To nieporozumienie" - pisze np. "Biełoruskij Partizan" i tłumaczy, że Żizniewski lubił paintball. Przypomina, że w Białej Cerkwi zawody w tej dziedzinie organizuje UNA-UNSO. Stąd na niektórych zdjęciach Michaiła widać z bronią do paintballa. Nie wyjaśnia jednak tego, że na niektórych zdjęciach jest w umundurowaniu UNA-UNSO.

Zakatowany w lesie. Bo był z Lwowa?

Trzecią i ostatnią zidentyfikowaną ofiarą ostatnich starć jest Jurij Werbickij. 51-latek nie należał do żadnych organizacji. Nauczyciel, sejsmolog i alpinista przyjechał do Kijowa ze Lwowa 20 stycznia. Jego ciało odnaleziono dwa dni później, w środę, w pobliżu wsi w okolicach Kijowa. Dzień wcześniej, we wtorkowy wieczór, porwano go ze szpitala, gdzie opatrywano mu ranę oka. Przywiózł go tam znany działacz społeczny Ihor Łucenko, który również został uprowadzony.

Według jego relacji Łucenki do szpitala wpadło około dziesięciu młodych, dobrze zbudowanych ludzi, którzy porwali ich obu. Opozycjonista mówił gazecie internetowej „Ukrainska Prawda”, że wraz z Werbyckim został wywieziony do lasu, gdzie był "przesłuchiwany" i katowany przez porywaczy.

- Słyszałem, że ten Jurij jest bardzo silnie naciskany. Dlaczego on, a nie ja? Bo on, jak się okazało, jest ze Lwowa. Dla tych ludzi jest to (mieszkańcy Lwowa - red.) szczególna kasta wrogów. Dlatego się za niego wzięli ci, można powiedzieć, najbardziej aktywni ludzie (porywacze). Mną w porównaniu z nim praktycznie nikt się nie zajmował – powiedział Łucenko.

Łucenko, o którego porwaniu donosiły praktycznie wszystkie najważniejsze media, został pobity, jednak wypuszczono go – jak opowiadał – w szczerym polu, po czym zdołał dotrzeć do jakiejś wsi, gdzie udzielono mu pierwszej pomocy. Ciało Werbyckiego odnaleźli mieszkańcy wsi Hnidyn wraz z ciałem innego, niezidentyfikowanego dotychczas człowieka. Ich głowy były obwiązane taśmą klejącą.

Autor: mk, gk/kka/kwoj / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Facebook

Tagi:
Raporty: