Świat

Strzały były jednak trzy? Oswald działał sam? Nowe wątki w zabójstwie JFK

Świat

Dallas Morning News, domena publiczna | Walt CiscoPrezydent w limuzynie kilka minut przed zamachem

Pół wieku po zabójstwie prezydenta Johna F. Kennedy'ego dyskusje na temat tego, jak właściwie zginął, nadal są żywe. Dyskusję roznieca nowa książka, której autor twierdzi, iż wbrew dotychczasowej oficjalnej wersji, w Dallas w 1963 roku padły trzy strzały, a nie cztery, co czyni bardzo prawdopodobnym wytłumaczenie, iż zamachowiec Lee Harvey Oswald działał sam.

Seria artykułów na ten temat w amerykańskiej prasie jest elementem kampanii promocyjnej nowej książki prof. Larry'ego Sabato z Uniwersytetu Wirginii, który wraz z swoim zespołem bada zamach na prezydenta już od wielu lat.

Teraz słychać co innego

Najważniejszym ustaleniem opisanym w nowej publikacji są wyniki powtórnej analizy dźwięków zarejestrowanych przez mikrofon policyjnego motocykla. Według wcześniejszych ustaleń Komisji Kongresu z 1979, na nagraniu słychać trzy strzały oddane w ciągu ośmiu sekund. Była to podstawa do stwierdzenia, iż Oswald nie mógł działać sam, bowiem fizycznie nie było możliwe tak szybko strzelać z broni znalezionej przy nim. Wywnioskowano z tego, iż ktoś inny oddał do prezydenta jeszcze jeden strzał i uznano, że zamachowiec był wspierany przez "spisek".

Prof. Sabato twierdzi, iż wyniki jego analizy "miażdżą" wnioski komisji z 1979 roku jako całkowicie błędne. Według niego na nagraniu dźwiękowym, przebadanym przy pomocy współczesnych technologii, w ogóle nie słychać strzałów. Jest tylko dźwięk motocykla policyjnego, dźwięki z radia i dźwięki powstałe w wyniku wibracji mikrofonu od pracy silnika. Tym samym jedyny materiał dowodowy wskazujący na to, iż faktycznie padły cztery strzały, ma być obalony.

Na dodatek na podstawie analizy policyjnej komunikacji radiowej zarejestrowanej przez mikrofon ustalił, iż rzeczony policyjny motocykl nie jechał w pobliżu prezydenckiej limuzyny, ale ponad trzy kilometry dalej.

Teorie spiskowe wiecznie żywe

Prof. Sabato stwierdza przy tym, że osobiście jest przekonany o tym, iż Kennedy padł ofiarą samotnego zamachowca i Oswaldowi nikt nie pomagał w dniu zamachu. Sondaże wskazują jednak, iż 75 procent Amerykanów jest odmiennego zdania. Sam naukowiec zastrzega, iż nie ma wątpliwości, że jego wnioski zakończą spekulacje i utną teorie konspiracyjne. - Jestem pewien, że jeszcze za sto lat będą tworzone nowe teorie na temat zamachu - stwierdził.

Zdaniem prof. Sabato, prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się prawdy o wydarzeniach z Dallas. Wyniki prac obu oficjalnych komisji badających zamach na JFK, czyli Komisji Warrena obradującej w latach 1963-64 i Komisji Izby Reprezentantów ds. Zabójstw zajmujących się ta sprawą w latach 1976-79, są jego zdaniem nie do obronienia w obliczu licznych błędów popełnionych przez polityków. Mieli oni pomijać bardzo istotne dowody, nie przesłuchać szeregu kluczowych świadków i naginać rzeczywistość do własnych założeń.

- Kiedy bardzo dokładnie się temu przyjrzeć, to, ile rzeczy się ze sobą nie zgadza, jest fascynujące. Chociażby to, że chwilę po tym jak prezydent został postrzelony, policjant wbiegł na Grassy Knoll (trawiasty pagórek obok drogi którą jechała kawalkada prezydenta. Według części teorii to stamtąd padły "dodatkowe" strzały - red.) i natknął się tam na ludzi, którzy pokazali dokumenty Secret Service (służba ochrony prezydenta - red.) Trzymali w rękach broń, ale pozwolono im się oddalić - powiedział profesor. - Co najbardziej zaskakujące, później ustalono, iż tam nie miało prawa być żadnych funkcjonariuszy Secret Service, wszyscy byli w kawalkadzie. Kim byli ci ludzie? - pytał.

Zaznaczył przy tym, iż zwolennicy teorii spiskowych nie mają żadnego wiarygodnego dowodu na potwierdzenie swoich tez, trudno więc uznać ich wersje za wiarygodne.

Autor: mk//gak / Źródło: CBS News

Źródło zdjęcia głównego: Dallas Morning News, domena publiczna | Walt Cisco

Raporty: