Sprawa syna księżnej podkopie monarchię? "To nie będzie już kryzys wizerunkowy, a kryzys systemu"
Proces syna norweskiej księżnej Mariusa Borg Hoeiby'ego trwa od 4 lutego. Za wszystkie zarzuty oskarżonemu grozi łącznie 16 lat pozbawienia wolności.
Hoieby stoi przed zarzutami o gwałty, przemoc i rejestrowanie stosunków seksualnych bez zgody partnerek. Oskarżono go również o udział w obrocie narkotykami, liczne przypadki naruszenia sądowych zakazów zbliżania się do swoich ofiar oraz przypadki zniszczenia mienia. Ostatni zarzut pojawił się na dzień przed pierwszą rozprawą, gdy miał grozić nożem jednej ze swoich partnerek.
Decyzją sądu pozostanie w areszcie śledczym do początku marca.
Syn przyszłej królowej Norwegii nie przyznał się do winy w żadnym ze stawianych mu zarzutów. Kwestionował też zeznania swojej byłej partnerki - celebrytki Nory Haukland, która miała paść ofiarą przemocy z jego strony. Haukland zeznawała w piątek, 20 lutego, gdzie jako dowód pokazała między innymi nagranie, na którym widać, jak Hoeiby chwyta ją za szyję. Następnie słychać rozmowę z ochroniarzem, który mówi, że widział całe zajście, i zwraca się do późniejszego oskarżonego wprost: widziałem, jak złapałeś ją za szyję.
Obrona argumentuje, że zachowanie oskarżonego było skutkiem uzależnienia od narkotyków oraz presji społecznej. - Byłoby dziwne, gdyby ktoś, kto przez tak długi czas jest przedmiotem takiego tsunami negatywnych relacji medialnej, nie miał poczucia utraty kontroli nad swoim życiem i losem - powiedziała jego adwokatka Ellen Holager Andenaes.
Spada poparcie dla norweskiej monarchii. W tle również sprawa Epsteina
Na początku lutego niemal połowa Norwegów przyznała, że matka oskarżonego - Mette-Marit nie powinna zostać ich królową - pokazało badanie przeprowadzone na zlecenie telewizji TV2 . Komentatorzy wskazywali, że przez aferę z jej udziałem i proces Hoeiby'ego wielu poddanych straciło szacunek zarówno do niej, jak i do monarchii.
W ciągu miesiąca poparcie dla norweskiej monarchii spadło o 10 punktów procentowych i wynosi 60 procent - wynika z sondażu przedstawionego w sobotę przez publiczną telewizję NRK.
- Jeśli w trakcie procesu Mariusa okaże się, że monarchia nie tylko miała problem z jednym człowiekiem, ale że istniał mechanizm ochrony i tuszowania zachowań członków rodziny królewskiej, to nie będzie już kryzys wizerunkowy - to będzie kryzys systemu. Wtedy pytanie nie będzie brzmiało: co zrobił Marius, lecz: jak działa państwo – przekazał Craig Aaen-Stockdale, stojący na czele ruchu Norwegia republiką.
Możliwe utrudnianie postępowania to tylko jeden z problemów, z jakimi mierzy się przyszła królowa Norwegii. Od tygodni prasa publikuje kolejne informacje o jej kontaktach z przestępcą seksualnym i finansistą Jeffreyem Epsteinem. Mette-Marit miała poznać go już po upublicznieniu zarzutów o przemoc wobec nieletnich. Pałac Królewski potwierdził, że spędziła też kilka dni w rezydencji Epsteina na Florydzie. Cierpiąca na nieuleczalną chorobę układu oddechowego księżna przyznała, że jej stan nie pozwala obecnie na pełne odniesienie się do sprawy, wyraziła jednak współczucie ofiarom swojego amerykańskiego znajomego.
Wyrozumiałości nie okazała część organizacji, którym patronowała Mette-Marit. Norweski Czerwony Krzyż oraz Pomoc Ludowa tymczasowo zawiesiły współpracę z księżną. Organizacja Sex og Samfunn, która promuje edukację i zdrowie seksualne, odebrała jej tytuł honorowej patronki. Do czasu wyjaśnienia zarzutów stawianych księżnej swoją współpracę z nią wstrzymała Norweska Rada Zdrowia Psychicznego.
Syn księżnej bez immunitetu. Król zabrał głos
Marius Hoeiby nie należy do norweskiej rodziny panującej. Jego ojcem jest jeden z poprzednich partnerów księżnej Mette-Marit, Morten Borg, który w latach 90. był wielokrotnie karany za przestępstwa narkotykowe i przemoc.
Zgodnie z konstytucją norweski monarcha ma prawo objąć immunitetem procesowym osoby z rodziny królewskiej. Jeszcze przed rozpoczęciem procesu następca tronu Haakon zapowiedział, że ani on, ani jego żona nie stawią się w sądzie. Sąd nie będzie mógł przesłuchać księżnej Mette-Marit, choć z materiałów śledztwa ma wynikać, że mogła zostać uprzedzona o planowanym zatrzymaniu syna, a potem próbować zacierać w jego mieszkaniu ślady używania narkotyków.
Król Harald V długo nie komentował sprawy pasierba swojego syna. Odniósł się jednak do niej pod koniec 2025 roku, podkreślając, że rodzina "współczuje wszystkim, których ta sprawa dotyczy", a postępowanie przeciwko Mariusowi powinno toczyć się zgodnie z prawem i w sądzie.
Opracował Mikołaj Stępień /akw