Zełenski "musi zadać dzisiaj jedno pytanie Trumpowi"

Donald Trump
Bartłomiej Kot: wydaje mi się, że prezydent Zełenski przede wszystkim skupi się na trzech kwestiach
Źródło: TVN24
Wydaje mi się, że Wołodymyr Zełenski skupi się przede wszystkim na gwarancji bezpieczeństwa, terytorialnej i związanej z przyszłością ekonomiczną Ukrainy - mówił w TVN24 Bartłomiej Kot, dyrektor warszawskiego biura Aspen Institute Central Europe. Dodał, że prezydent Ukrainy "musi zadać jedno pytanie" prezydentowi Donaldowi Trumpowi.

W ZWIĄZKU Z ROZMOWĄ WOŁODYMYRA ZEŁENSKIEGO Z DONALDEM TRUMPEM W NIEDZIELĘ WIECZOREM WYDANIE SPECJALNE W TVN24 I TVN24+

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski spotka się w niedzielę wieczorem czasu polskiego z amerykańskim przywódcą Donaldem Trumpem w jego rezydencji na Florydzie. Mają rozmawiać na temat możliwego porozumienia pokojowego w Ukrainie. Kilka dni temu Zełenski przedstawił nową wersję planu w sprawie zakończenia wojny, liczy 20 punktów.

Bartłomiej Kot, dyrektor warszawskiego biura Aspen Institute Central Europe mówił w niedzielę rano na antenie TVN24, że co do zasady tego typu spotkania organizowane są po to, żeby coś ogłosić, albo przynajmniej nie wyjść z niego z kwitkiem.

- Wydaje mi się, że prezydent Zełenski przede wszystkim skupi się na trzech kwestiach. Na dyskusji na temat gwarancji bezpieczeństwa, czyli na ile one zostały wyklarowane ze strony amerykańskiej i prezydent Trump jest skłonny do ich udzielenia. Drugą rzeczą będzie kwestia terytorialna, bo ona nadal pozostaje sporna - powiedział.

- Zełenski akurat ma kilka pomysłów dotyczących tego, w jaki sposób rozstrzygnąć temat tej części Donbasu, która jeszcze nie jest okupowana przez Rosjan. Chociażby jako zdemilitaryzowana strefa wolna ekonomicznie, to czego w sumie Trump w pewnym momencie bardzo mocno chciał - kontynuował.

Jak podkreślił ekspert, "pozostaje jeszcze kwestia związana z przyszłością ekonomiczną samej Ukrainy". - Jest wiele takich trochę zachęt ze strony ukraińskiej w stronę Amerykanów. Więc zobaczymy, czy z tego rzeczywiście wyniknie coś klarownego - mówił.

Co z gwarancjami bezpieczeństwa?

Ekspert mówił, że "negocjacje poszły w tę stronę, że w jakimś aspekcie Ukraińcy zaakceptowali to, że nie uda im się odzyskać pełni kontroli terytorialnej nad granicami z 1991 roku". - Ale tym, co mają dostać w zamian, są gwarancje bezpieczeństwa, które mają być równorzędne z artykułem piątym (NATO - red.) - dodał. Zaznaczył, że "dlatego tak istotne jest, czy dzisiaj Donald Trump publicznie zadekretuje to, że on rzeczywiście się na nie zgadza i jaka będzie później ścieżka ich przyjmowania".

- Dla Ukraińców najlepiej by było, gdyby to nie były tylko i wyłącznie gwarancje ograniczone czasowo, mowa jest dzisiaj tylko o 15 latach, nie byłyby dekretowane tylko przez prezydenta Trumpa, ale byłyby zaakceptowane przez Kongres - ocenił.

Pytany, na czym gwarancje bezpieczeństwa miałyby polegać, powiedział, że "mają być równorzędne z artykułem piątym". - Przy czym ta równorzędność też jest różnie rozumiana - dodał.

- Tak naprawdę esencja jest taka, że w sytuacji, kiedy Rosjanie kiedykolwiek wznowiliby działania zbrojne, to państwa Zachodu, sygnatariusze tych gwarancji bezpieczeństwa, nie tylko i wyłącznie Amerykanie, ale także prawdopodobnie Europejczycy, być może także na przykład Turcja, czy powiedzmy NATO, miałyby wówczas odpowiedzieć tak jak w przypadku artykułu piątego, w sposób militarny, bądź też równorzędny, bo to też nie jest powiedziane w stu procentach, czy to ma być zawsze kontyngent o charakterze militarnym - mówił.

Dodał, że "pojawiały się także pomysły, że Amerykanie mieliby dozbroić armię ukraińską, chociażby w pociski Tomahawk".

"Zełenski musi zadać jedno pytanie Trumpowi"

Na uwagę, że ukraiński prezydent pewnie chciałby wylecieć z Florydy z sankcjami nałożonymi przez Trumpa na Rosję, Kot ocenił, że "prezydent Zełenski musi zadać dzisiaj jedno pytanie prezydentowi Trumpowi: w jaki sposób zamierza on przymusić Rosjan do akceptacji planu pokojowego, który w zasadzie jest zaakceptowany w dużej mierze już dzisiaj przez Amerykanów".

- Jeżeli Amerykanie na koniec przyłożą ten swój stempel, prezydent Trump powie, że to jest jego propozycja pokojowa zarówno dla strony ukraińskiej, jak i rosyjskiej, to musi mieć możliwość wywarcia wpływu na Władimira Putina, żeby to tylko i wyłącznie nie ograniczyło się znowu do takiego przepychania czasowego sankcji - zaznaczył.

- Musi być nie tylko i wyłącznie marchewka, ale musi być także kij. Niestety w ostatnim czasie prezydent Trump bardzo mocno wstrzymywał się przed użyciem tego kija na gospodarkę, przede wszystkim rosyjską. Ale jeżeli rzeczywiście mówi o pokoju, to musi wywrzeć presję także na Rosjanach - podsumował gość TVN24.

Czytaj także: