Nie żyje Polak, który w stanie wegetatywnym przebywał w szpitalu w Plymouth

TVN24 | Świat

Autor:
akw/kg,
adso
Źródło:
Plymouth Herald, Belfast Telegraph, PAP
Ksiądz Kobyliński: część działań podejmowanych w sprawie Polaka w Plymouth to była wielka ułańska szarża bez ropoznania terenuTVN24
wideo 2/3
TVN24Ksiądz Kobyliński: część działań podejmowanych w sprawie Polaka w Plymouth, to była wielka ułańska szarża bez ropoznania terenu

Zmarł Polak, który przebywał w szpitalu w brytyjskim Plymouth – przekazała Polskiej Agencji Prasowej jego rodzina. Mieszkający na stałe w Anglii mężczyzna w listopadzie ubiegłego roku doznał rozległego ataku serca, po którym zapadł w śpiączkę. Ze względu na jego stan zdrowia sąd wydał zgodę na odłączenie go od aparatury podtrzymującej funkcje życiowe. W czasie sądowych batalii kilka razy przyłączano aparaturę z powrotem. Rodzina mężczyzny była podzielona w tej sprawie. O sprowadzenie go do Polski walczył resort spraw zagranicznych.

Śmierć Polaka mieszkającego w Anglii potwierdziła Polskiej Agencji Prasowej jego rodzina. W poniedziałek wieczorem szpital, gdzie przebywał mężczyzna, informował bliskich, że jego stan znacząco się pogorszył.

O sytuacji prawnej i etycznej związanej z tą sprawą dyskutowali w programie "Tak jest" w TVN24 publicysta Tomasz Terlikowski oraz ksiądz Andrzej Kobyliński, filozof i etyk, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Mówili między innymi o tym, jakie jest stanowisko Kościoła katolickiego w sytuacji, kiedy osoba znajduje się w trwałym stanie wegetatywnym, a także o tym, co mówi w tej kwestii prawo brytyjskie.

Ksiądz Kobyliński: część działań podejmowanych w sprawie Polaka w Plymouth, to była wielka ułańska szarża bez ropoznania terenuTVN24
Tomasz Terlikowski: na pytanie, kiedy kończy się życie, mamy dość prezycyjną odpowiedź, którą akceptuje Kościół katolickiTVN24

Batalia o życie Polaka

Mężczyzna, którego danych nie ujawniono, w listopadzie 2020 roku doznał zatrzymania pracy serca na co najmniej 45 minut, po czym zapadł w śpiączkę. Trafił wtedy do szpitala klinicznego Derriford Hospital w Plymouth w południowo-zachodniej części kraju, gdzie lekarze stwierdzili, że doszło u niego do trwałego uszkodzenia mózgu. Według relacji lokalnej gazety "Belfast Telegraph", specjaliści, którzy leczyli mężczyznę, ocenili, że jego stan nie ulegnie już poprawie.

Placówka w związku z tym wystąpiła do sądu o zgodę na odłączenie od aparatury podtrzymującej życie. 15 grudnia sąd opiekuńczy, zajmujący się sprawami dotyczącymi osób ubezwłasnowolnionych lub niemogących samodzielnie podejmować decyzji, orzekł, że w obecnej sytuacji podtrzymywanie życia mężczyzny "nie jest w jego najlepszym interesie".

Podczas rozprawy sędzia wysłuchał żony mężczyzny, która przekonywała, że jej mąż nie chciałby być obciążeniem i powinno się pozwolić mu umrzeć. Przeciwne były matka i siostra, a także mieszkające w Anglii druga siostra mężczyzny i jego siostrzenica, według których mężczyzna z powodu wyznania, jako katolik, chciałby chronić swoje życie.

Wyrok sądu pozwolił szpitalowi na legalne zaprzestanie leczenia podtrzymującego życie Polaka, w tym sztucznego odżywiania i nawadniania. Szpital w tym wypadku zobowiązany był zapewnić mężczyźnie odpowiednią opiekę paliatywną.

Paul McArdle, zastępca dyrektora organizacji, która zarządza szpitalem Derriford, cytowany przez portal gazety "Plymouth Herald" przekazywał wtedy, że ma "pełne współczucie zarówno dla pacjenta i członków jego rodziny", jak i dla pracowników medycznych, którzy "ciężko pracowali, aby zapewnić mu możliwie najlepszą opiekę".

Walka w sądach

Po dwóch dniach od odłączenia Polaka od aparatury przywrócono sztuczne podtrzymywanie jego życia, ponieważ rodzina złożyła apelację od wyroku sądu. Tej jednak nie przyjęto i po raz kolejny Polak został odłączony od aparatury, tym razem na pięć dni.

Po tym czasie część rodziny, walcząca o podtrzymanie życia mężczyzny, przedstawiła nagranie, na którym mężczyzna mruga oczami w trakcie obecności rodziny w szpitalu, co miałoby według nich świadczyć o poprawie jego stanu zdrowia. Rodzina zaproponowała także przetransportowanie mężczyzny do Polski, gdzie mógłby zostać dalej utrzymywany przy życiu. Na to jednak nie zgodziła się żona Polaka.

Na dwudniowym posiedzeniu 30 i 31 grudnia sąd opiekuńczy odrzucił te dowody, wyjaśniając, że nagrane smartfonem wideo nie ma takiej samej wagi jak badania lekarskie. Matka i siostra mężczyzny złożyły wniosek do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC). Ten 7 stycznia nie przyjął skargi, w związku z czym następnego dnia ponownie odłączono pozostającego w śpiączce Polaka od pożywienia i wody.

11 stycznia rodzina poinformowała, że Polakowi znów podawana jest woda, bo sąd ma ponownie rozpatrzyć apelację. Kolejny raz została ona odrzucona i ponownie trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. 13 stycznia ETPC odrzucił skargę ze względu na to, że nie dostrzegł naruszenia praw człowieka, a to pozwala szpitalowi ponownie odłączyć podawanie mu pożywienia i wody.

Reakcja polskiej strony

W piątek, 15 stycznia polskie MSZ opublikowało pierwszy komunikat w związku ze sprawą.

Oświadczenie MSZ w sprawie obywatela Polski przebywającego w szpitalu w Plymouthtwitter.com/MSZ_RP

W niedzielę, 17 stycznia, szef resortu spraw zagranicznych Zbigniew Rau zapewniał w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że ministerstwo zrobiło wszystko, aby pomóc Polakowi. Przekazał, że wysłał notę dyplomatyczną do swojego brytyjskiego odpowiednika, MSZ trzykrotnie występowało z wnioskiem wspierającym skargę polskiej części rodziny chorego do ETPC, a marszałek Sejmu Elżbieta Witek "w bardzo osobistym liście" zwróciła się do spikera Izby Gmin.

W poniedziałek, 18 stycznia natomiast o sprawie Polaka z ambasador Wielkiej Brytanii Anną Clunes rozmawiał Krzysztof Szczerski, sekretarz stanu w kancelarii prezydenta. "Nie ukrywam, że rozmowa była trudna, rozmawiałem także z Ambasadorem RP w Londynie, jestem cały czas w kontakcie z polskimi konsulami, którzy są na miejscu w Plymouth" – napisał Szczerski w poniedziałek wieczorem na Twitterze.

O podjęcie działań w sprawie mężczyzny zaapelował także przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Stanisław Gądecki. Zwrócił się on do przewodniczącego Konferencji Episkopatu Anglii i Walii, kardynała Vincenta Nicholsa. W liście ocenił, że Polak "de facto został skazany na śmierć przez zagłodzenie". Gądecki zwrócił uwagę, iż "władze naszego kraju zapewniły, że pokryją koszty leczenia i transportu".

22 stycznia wiceszef resortu sprawiedliwości Marcin Warchoł informował o przesłaniu do konsulatu w Londynie paszportu dyplomatycznego dla mężczyzny. - Wszczęta jest w tej chwili procedura objęcia go immunitetem dyplomatycznym – dodał wiceminister. Wniosek poparł szef MSZ Zbigniew Rau. Nadanie Polakowi, leżącemu w szpitalu w Plymouth, statusu przedstawiciela dyplomatycznego umożliwiłoby przetransportowanie go do Polski, na co - ze względu na stan zdrowia - nie zgodził się brytyjski sąd.

Warchoł zastrzegał, że w tej sytuacji zachodzi także kwestia uznania przez sąd polski jurysdykcji. - Rozważamy działania przed sądami polskimi, które miałyby na celu uznania swojej jurysdykcji, po to, żeby formalnie móc przystąpić do kolejnego już etapu – transportu – wyjaśnił. - Wiceminister Miłkowski (Maciej, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia – red.) zapewnił mnie, że w ciągu kilku godzin są gotowi przeprowadzić transport, którym Polak miałby wrócić do kraju – zapewnił wiceminister Warchoł.

Sąd wyraził zgodę na transport mężczyzny do Polski

Rzeczniczka prasowa warszawskiej prokuratury okręgowej Aleksandra Skrzyniarz przekazała 22 stycznia, że prokuratura ta tego dnia "złożyła do Sądu Okręgowego w Warszawie wniosek o całkowite ubezwłasnowolnienie obywatela polskiego przebywającego na terenie Wielkiej Brytanii".

"Mężczyzna pozostaje w stanie śpiączki farmakologicznej. Celem działań prokuratury jest zapewnienie mężczyźnie realnej możliwości ochrony należnych mu praw człowieka i obywatela, w szczególności prawa do ochrony życia i zdrowia" – poinformowała w komunikacie.

Dodała, że "Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek prokuratora orzekł o zabezpieczeniu postępowania poprzez wyrażenie zgody na przetransportowanie mężczyzny na terytorium Polski".

Oświadczenie szpitala

22 stycznia szpital wydał oświadczenie w sprawie przebywającego tam Polaka. "Naszą główną rolą w University Hospitals Plymouth NHS Trust jest zapewnienie pełnej współczucia opieki naszym pacjentom, dbając przez cały czas o ich bezpieczeństwo i najlepszy interes" – napisano.

Przypomniano wtedy, że początkowo Polak znajdował się w śpiączce, ale obecnie jego stan się poprawił do stanu wegetatywnego, z niewielką szansą na przejście w stan minimalnej świadomości na niskim poziomie. Podkreślono, że został on zbadany przez wielu lekarzy, w tym przez eksperta spoza szpitala.

Wspomniano rówież o sądowym sporze, jaki w sprawie opieki nad mężczyzną toczyła jego żona z innymi członkami rodziny. Napisano, że "opieka i leczenie zapewniane przez szpital są w pełni zgodne z orzeczeniami sądów".

"Nadal zapewniamy pełną współczucia opiekę, tak jak wszystkim pacjentom u kresu życia. Wyrażamy współczucie dla pacjenta i członków jego rodziny. Jest to bardzo trudna i tragiczna sytuacja dla wszystkich zainteresowanych. Naszą rolą jest zapewnienie opieki w najlepszym interesie pacjenta, a w razie sporu skierowanie sprawy do sądu, a następnie ścisłe przestrzeganie postanowień sądu" – napisał szpital w oświadczeniu.

"Transport jest przygotowany"

23 stycznia wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł poinformował, że "wystąpił do ministra sprawiedliwości Wielkiej Brytanii z wnioskiem o przekazanie naszego rodaka do Polski, z wnioskiem o rozpoczęcie procedury wdrożenia w życie prawomocnego i wykonalnego orzeczenia naszego sądu wydanego wczoraj". - Ponadto wystąpiłem do ministra zdrowia Wielkiej Brytanii z wnioskiem o ponowne przyłączenie naszego rodaka do aparatury podtrzymującej życie. Szpital, w którym się on znajduje, jest bowiem szpitalem podlegającym rządowi brytyjskiemu – dodał Warchoł. Wiceminister podkreślił, że pełni także rolę pełnomocnika rządu ds. ochrony praw człowieka.

- Transport jest przygotowany i w ciągu kilku godzin może zostać zrealizowany. Jedyne, czego potrzebujemy, to zgody Wielkiej Brytanii. Ufam, że taka zgoda zostanie szybko wydana. Moje pisma z dnia dzisiejszego mają temu służyć – oświadczył Warchoł. Jak mówił, "jest to gra o życie naszego rodaka". - Ufam, że wygra cywilizacja życia nad cywilizacją śmierci. Nie możemy nikogo z naszych rodaków zostawiać samemu sobie. W naszej kulturze, wierze, w naszej tradycji leży ochrona życia od poczęcia do naturalnej śmierci – stwierdził.

Wskazał też, że polscy lekarze i eksperci są gotowi zaopiekować się mężczyzną. - Klinika "Budzik" jest gotowa go przyjąć, o czym dziś zapewnił również pan wiceminister zdrowia Waldemar Kraska – przekazał.

"Nieeskalowanie emocji związanych z opisywaną sprawą"

Tego dnia MSZ wydał ponowny komunikat w sprawie Polaka. "Minister Spraw Zagranicznych czyni, w rzeczonej sprawie, intensywne starania, aby polskiemu obywatelowi został nadany status dyplomatyczny" – napisano.

Przypomniano, że londyńska Ambasada RP wystąpiła 22 stycznia do władz brytyjskich "z wnioskiem o akredytację i przyznanie statusu dyplomatycznego. Decyzję w tym zakresie podejmą władze Wielkiej Brytanii". "Należy stwierdzić, że decyzja Ministra Spraw Zagranicznych zmienia uwarunkowania prawne w przedmiotowej sytuacji i ułatwi podjęcie kolejnych prób służących sprowadzeniu pacjenta na leczenie w Polsce. Wyrażamy zrozumienie, a także solidarność z rodziną polskiego obywatela, która przeżywa teraz bardzo trudne chwile" – oświadczono.

MSZ zwróciło się także w piśmie z apelem o "nieeskalowanie emocji związanych z opisywaną sprawą". "MSZ wyraźnie podkreśla, że rodzina obywatela Polski przebywającego w szpitalu w Plymouth w dalszym ciągu może liczyć na pełne wsparcie ze strony polskiego resortu spraw zagranicznych, który będzie również aktywnie wspierał działania innych polskich instytucji" – zapewniono.

Autor:akw/kg, adso

Źródło: Plymouth Herald, Belfast Telegraph, PAP