Siły specjalne USA silne jak nigdy. Nowy raport ujawnia wiele informacji

Ćwiczenia komandosów SEALs z atomowym okrętem podwodnym
US NavySiły specjalne USA nigdy nie były tak silne

Amerykański odpowiednik Najwyższej Izby Kontroli opublikował raport zawierający wiele dotychczas nieznanych informacji na temat sił specjalnych USA. Wynika z niego, że w ciągu ostatnich 15 lat gwałtownie się one rozrosły i na swoje działanie dostają dwa razy więcej pieniędzy niż całe polskie wojsko. Co więcej, pomimo wycofania się USA z Afganistanu i Iraku, ich rola się nie zmniejsza. Są skrytym, ale potężnym argumentem Pentagonu.

Government Accountability Office (GAO) w swoim raporcie nie ujawnia żadnych tajemnic wojskowych, bowiem został on przed publikacją dokładnie przejrzany przez cenzorów. Jednak zawarte w nim informacje należą do tych skrywanych przez Pentagon, którymi nikt się nie chwali ani nie publikuje bez wyraźnej potrzeby. Raport stanowi więc kopalnię ciekawych informacji na temat służb specjalnych USA. GAO zostało zobowiązane do przygotowania takiego dokumentu w ustawie budżetowej na 2014 rok. Urzędnicy z amerykańskiego odpowiednika NIK mieli dokładnie się przyjrzeć siłom specjalnym i ich finansowaniu, znaleźć ewentualne nieprawidłowości i zalecić sposoby na poprawę sytuacji. Był ku temu czas najwyższy, bo ostatni raz taką analizę zrobiono w 2001 roku, a od tego czasu sytuacja sił zbrojnych USA diametralnie się zmieniła w wyniku "wojny z terrorem".

Szeroki strumień pieniędzy

Głównym wnioskiem inspektorów po prawie roku pracy było to, że właściwie nikt nie wie, ile dokładnie pieniędzy przeznacza się na siły specjalne. Jedyną pewną jest to, że budżet Dowództwa Operacji Specjalnych USA (SOCOM – kieruje działaniami wszystkich jednostek specjalnych USA) w 2014 roku wynosił 9,8 miliarda dolarów, czyli niemal 37 miliardów złotych. Od 2001 roku zwiększył się trzykrotnie. Obecny budżet SOCOM wynosi więc niemal tyle samo co cały budżet MON na rok 2015, który ustalono na około 38 miliardów złotych. Problem w tym, że siły specjalne dostają też dużo pieniędzy z budżetów sił lądowych, floty, lotnictwa i piechoty morskiej, które wspierają na różne sposoby swoje jednostki komandosów. Na przykład w 2014 roku US Army przeznaczyła 138 milionów dolarów na zakupienie 12 dronów Gray Eagle, które następnie trafiły do jednostki specjalnej wojsk lądowych podporządkowanej SOCOM. W latach 2007-2013 w ten sam sposób kupiono 72 śmigłowce MH-60 Blackhawk za 1,2 miliarda dolarów, które też trafiły do sił specjalnych. Jeden z wojskowych miał powiedzieć inspektorom, że potrzeby SOCOM przeważnie nie są znane z wyprzedzeniem, tak aby można było je zaplanować w budżecie. Jednak siły specjalne mają priorytet w finansowaniu, więc dostają to, co chcą, a reszta wojska musi jakoś sobie poradzić z uszczuplonym budżetem. SOCOM było w stanie oszacować te dodatkowe wpływy jedynie orientacyjnie na osiem miliardów dolarów. Oznacza to, że cały roczny budżet amerykańskich sił specjalnych wynosi około 18 miliardów dolarów. Jest to więcej niż na całe swoje siły zbrojne przeznacza większość państw świata. Tylko kilkanaście największych przekracza ten pułap.

Tak reklamują się siły specjalne USAF
Tak reklamują się siły specjalne USAFUSAF

Średniej wielkości armia komandosów

Całe te wielkie fundusze służą utrzymaniu sił liczących 62,8 tysiąca ludzi. To o połowę więcej niż w momencie rozpoczęcia "wojny z terrorem" w 2001 roku. Niecałe sześć tysięcy z tej liczby stanowią cywile na różny sposób wspierający działanie sił specjalnych. Żołnierzy, których można wysłać za granicę na misję, są 53 tysiące. Nie wiadomo jednak dokładnie, ilu z nich jest świetnie wyszkolonymi i uzbrojonymi komandosami z jednostek specjalnych. Prawdopodobnie około 60 procent żołnierzy SOCOM to ludzie, którzy na różny sposób zajmują się wsparciem. Liczbę żołnierzy sił specjalnych, którzy naprawdę zajmują się tym co robi stereotypowy komandos z filmów Hollywood, można więc oszacować na około 20 tysięcy. Choć SOCOM ma do dyspozycji więcej ludzi niż całe polskie wojska lądowe, to i tak stanowią oni zaledwie 2,9 procenta wszystkich żołnierzy wojsk USA. W 2001 roku było to tylko 1,9 procenta. W przyszłości udział "specjalsów" w składzie sił zbrojnych USA będzie się nadal zwiększał, bo o ile Pentagon planuje poważne cięcia w liczebności normalnych wojsk, to mają one ominąć SOCOM.

Ćwiczenia sił specjalnych US Army
Ćwiczenia sił specjalnych US ArmyUS Army

Od rangersów, przez SEALs po raidersów

Kolejną ciekawostką zawartą w raporcie są informacje na temat dokładnego składu amerykańskich sił specjalnych. Dominują wśród nich żołnierze wojsk lądowych, czyli US Army. Jest ich 33,8 tysiąca. Zdecydowana większość z nich, bo 22,9 tysiąca, należy do 1. Dowództwa Operacji Specjalnych, nowego organu utworzonego pod koniec w 2014 roku, prawdopodobnie w reakcji na działania Rosji na Ukrainie. Ma się specjalizować w działaniach hybrydowych, połączeniu otwartej walki z sabotażem i dywersją. Dodatkowo US Army oddaje SOCOM swój elitarny 75. Pułk Rangers liczący 3,6 tysiąca ludzi i 160. Pułk Specjalnych Operacji Lotniczych "Nightstalkers" z 200 samolotami oraz śmigłowcami, który wsławił się między innymi przewiezieniem komandosów do ataku na kryjówkę Osamy bin Ladena. Drugą największą grupę "specjalsów" stanowią żołnierze USAF, czyli lotnictwa wojskowego. Jest ich 18 tysięcy. To głównie załogi i obsługa całej floty różnych samolotów i dronów, które wspierają operacje specjalne. Od maszyn służących do skrytego transportu w każdy zakamarek globu, przez najeżone bronią latające "kanonierki" AC-130, różne drony bojowe przeprowadzające naloty np. w Pakistanie, po wyspecjalizowane maszyny służące do walki elektronicznej i psychologicznej. Trzecią grupą są przedstawiciele US Navy, czyli floty. Jest ich dziesięć tysięcy. Większość stanowią członkowie prawdopodobnie najlepiej obecnie znanej amerykańskiej jednostki specjalnej, czyli SEALs. Dzieli się ona na siedem różnych "grup", z których każda jest wyspecjalizowana w innych zadaniach, od działań w Arktyce, przez klimat pustynny po akcje podwodne. Do najtrudniejszych zadań, takich jak np. zabicie bin Ladena, jest wysyłana niegdysiejsza Grupa 6, obecnie nazywana Development Group, w skrócie DEVGRU. W raporcie po raz pierwszy ujawniono jej liczebność, która wynosi 1,3 tys. żołnierzy. Najmniej liczni są "specjalsi" z Piechoty Morskiej, która dopiero w 2006 roku utworzyła swoje Dowództwo Operacji Specjalnych. Są ich trzy tysiące. Najważniejszą jednostką jest Pułk "Raiders", który utworzono po doświadczeniach z inwazji na Afganistan i Irak, gdzie marines boleśnie odczuli brak własnych oddziałów specjalnych.

Zajęcie dla komandosów się nie kończy

Według informacji uzyskanych przez audytorów, obecny rozmiar i kształt sił specjalnych ma zostać utrzymany w dającej się przewidzieć przyszłości. Pomimo wygaśnięcia wojen w Afganistanie i Iraku SOCOM ma nadal tyle zajęcia, że 62,8 tysiąca ludzi jest niezbędnych. Według danych uzyskanych przez GAO, w każdym tygodniu na misji poza USA jest średnio 7,2 tys. żołnierzy. W 2001 roku było to zaledwie 2,9 tys. Z raportu wynika, że pomimo utrzymywania intensywnego tempa działania, żołnierze sił specjalnych mogą teraz liczyć na nieco odpoczynku pomiędzy misjami. W pierwszych latach "wojny z terrorem", gdy SOCOM miało do dyspozycji mniej ludzi, musieli oni spędzać nawet większą część roku poza domem. Prowadziło to do wyczerpania, spadku morale i szybkiego wykruszania się ludzi. Teraz Amerykanie starają się zapewnić, aby "specjalsi" spędzali w domu dwa razy więcej czasu niż na misji. Celem jest stosunek trzy do jednego, choć SOCOM określa go jako "długoterminowy", czyli w najbliższych latach nie widać szans na spadek intensywności działań. Zmienia się też obszar działania amerykańskich sił specjalnych. Do niedawna niemal wszystkie misje prowadzono w strefie odpowiedzialności Dowództwa Centralnego, czyli na Bliskim Wschodzie i Azji Centralnej. Obecnie coraz więcej komandosów wysyła się do akcji w Europie i Afryce. Tam odbywa się odpowiednio sześc i dziesięć procent misji.

Poważnym źródłem "zajęcia" komandosów stało się Państwo Islamskie i inne niesprecyzowane w raporcie zagrożenia. Oznacza to, że choć komandosi USA zmieniają nieco specjalizację i nie zajmują się już bezpośrednim wspieraniem własnych wojsk walczących z rebeliantami, ale bardziej skrytymi operacjami z dala od własnych baz. Według rozmówców GAO w Pentagonie, nie ma wątpliwości, że siły specjalne będą miały w dającej się przewidzieć przyszłości pełne ręce roboty. Wraz z lotnictwem stały się głównym narzędziem Waszyngtonu do prowadzenia interwencji na całym świecie.

Autor: Maciej Kucharczyk\mtom / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: US Navy

Pozostałe wiadomości