Sieroty po Janukowyczu. Pogrzebią je Putin i lustracja

Świat


Partie związane z obalonym reżimem Janukowycza muszą walczyć, żeby w ogóle wejść do parlamentu. Grają nimi jeszcze oligarchowie, ale to już zgrana karta. Bo trwają rozliczenia z poprzednią ekipą i dlatego, że w wyborach nie biorą udziału Krym i część Donbasu – tradycyjne bastiony opcji prorosyjskiej, odebrane Kijowowi przez Kreml.

- Nadchodzące wybory zmiotą Partię Regionów ze sceny politycznej – powiedział 3 października we Lwowie Petro Poroszenko. On akurat wiedział, kiedy zmienić front (był wszak swego czasu ministrem w ekipie Janukowycza). Większość nie zdążyła.

Jak mało popularna (delikatnie mówiąc) jest to dziś opcja polityczna, pokazuje przypadek Nestora Szufrycza (PRU), obnoszącego się wciąż ze swymi prorosyjskimi poglądami. Słynął z ataków pięściami na innych deputowanych, a teraz sam dostał dwa razy od wyborców. W Odessie tłum wrzucił go do śmietnika, w Mikołajowie zbombardowali go jajami.

Platforma oligarchów

Dziś Partia Regionów jest tak skompromitowana i słabiutka (w sondażach ok. 2 proc.), że nawet nie ryzykowała kompromitacji w wyborach. Tak oto partia, która w dotychczasowym parlamencie miała największą frakcję, w nowym nie będzie w ogóle obecna.

Za czasów Janukowycza w PRU wpływami dzieliły się trzy klany: Familia (Janukowyczowie i przyjaciele), Achmetowa i gazowy (Firtasz-Lowoczkin). Lutowa rewolucja zmiotła ten pierwszy. Rebelia w Donbasie poważnie osłabiła ten drugi. Kandydaci Achmetowa są właściwie już tylko na listach Bloku Opozycyjnego i Silnej Ukrainy. Najmniej chyba stracił klan gazowy – co widać po obecności jego ludzi na różnych listach: od Bloku Poroszenki, przez Partię Radykalną po partie odwołujące się do elektoratu po PRU.

Trzy opozycyjne wobec obecnej władzy ugrupowania, przed lutową rewolucją związane z obozem rządzącym – Blok Opozycji, Silna Ukraina i Komunistyczna Partia Ukrainy – mogą liczyć na poparcie tylko na obszarach rosyjskojęzycznych. Na przekroczenie progu szansę mają raczej tylko te dwie pierwsze partie. Ale nawet jeśli całej trójce się to uda, to i tak łącznie antyzachodnia, prorosyjska opozycja będzie miała góra 15-16 proc. miejsc w parlamencie.

Rozkład PRU

Partia Regionów, która dominowała w parlamencie w latach 2010-2013, została porzucona przez Janukowycza w lutym br. Potem nie wystawiła swego kandydata w majowych wyborach prezydenckich. Co więcej, nie wystawiła też swojej listy w wyborach parlamentarnych. Ważniejsze od upadku partii jest załamanie i pójście w rozsypkę jej potężnego żelaznego elektoratu. To efekt Majdanu, aneksji Krymu przez Rosję oraz okupacji przez prorosyjskie siły jednej trzeciej Donbasu.

Jak poinformowała Centralna Komisja Wyborcza, głosowania nie da się zorganizować w 14 z 32 rejonów obwodów donieckiego (8 z 21) i ługańskiego (6 z 11). Rzecz jasna, wyborów nie będzie też na okupowanym Krymie. A przecież półwysep tradycyjnie dawał ok. 12-15 proc. głosów w skali całego kraju. Dla mieszkańców tych okręgów (a także Krymu), przebywających poza stałym miejscem zamieszkania przewidziano ułatwienia w dopisywaniu się do list wyborczych.

Balansując na progu

Niewykluczone, że próg wyborczy uda się przekroczyć Silnej Ukrainie byłego wicepremiera Serhija Tyhypki oraz Blokowi Opozycyjnemu byłego wicepremiera Jurija Bojki. Sondaż z 22 października (Fundacja Demokratyczne Inicjatywy i Kijowski Międzynarodowy Instytut Socjologii) daje Silnej Ukrainie 3,7 proc., Blokowi Opozycyjnemu 3,6 proc., Komunistycznej Partii Ukrainy 2,8 proc.

Ale rezultat opozycji będzie zapewne lepszy niż wskazują sondaże. Po pierwsze, część respondentów może ukrywać swoje sympatie do polityków kojarzonych z obalonym Janukowyczem. Po drugie, części „regionałów” udało się oderwać od szyldu PRU na tyle, że nie są już uważani za ludzi tamtej ekipy. Po trzecie, rośnie niezadowolenie z nowej władzy.

Nowa opozycja uważnie obserwuje społeczne nastroje i dlatego ostatnio zaczęła obiecywać w parlamencie, że zatroszczy się o nowe miejsca pracy, że zmieni niepopularną reformę emerytalną (choć to ona sama za nią głosowała za rządów Janukowycza) i że generalnie postawi na politykę socjalną. Jako ludzie powiązani ze wschodem kraju, mający znajomości i w Donbasie i w Moskwie, przekonują, że to oni mogą nawiązać prawdziwy dialog z rebeliantami, a nie obecna władza, postrzegana tam jako „kijowska junta”. - To nie tylko kawałek mapy, nie tylko terytorium, które nie jest kontrolowane przez ukraińskie władze. To dwa duże ośrodki obwodowe: Donieck z milionem mieszkańców i Ługańsk, w którym mieszka 500 tys. ludzi. To ponad 3 mln ludzi, którzy żyją na tym terytorium. To 13 hut, 7 zakładów chemicznych, 6 zakładów produkcji maszyn, to jest terytorium z kolosalnym ekonomicznym potencjałem, którego nie możemy pozwolić oddać – mówił Jurij Bojko, były wicepremier, lider Bloku Opozycyjnego. Jego partia i komuniści straszą w telewizyjnych spotach zamieszkami, bezrobociem, wojną i wysokimi kosztami życia.

Blok Opozycyjny

Jego lista krajowa ma numer 4. Partia powstała zaledwie we wrześniu w efekcie zjednoczenia kilku niewielkich partyjek. Nawiązuje programem, kadrami i elektoratem, do którego się odwołuje, do Partii Regionów. Ma centrolewicowy i prorosyjski program. Opowiada się za pokojowym rozwiązaniem konfliktu w Donbasie. To wyraźnie wspólny wyborczy projekt klanów gazowego Lowoczkina-Firtasza oraz Achmetowa.

Liderem jest związany od lat z Firtaszem Jurij Bojko. Był wicepremierem ds. energetycznych (2012-2014) w rządzie Mykoły Azarowa. W wyborach prezydenckich dostał zaledwie 0,19 proc., czyli 35 tys. 928 głosów. Inny były wicepremier Ołeksandr Wilkuł (związany z klanem Achmetowa) ma numer 2. Za nim jest były gubernator charkowski Mychajło Dobkin. „Czwórka” to biznesmen Wadym Rabinowicz (miał zaskakująco dobry wynik w wyborach prezydenckich). Nr 5 to deputowany Aleksiej Biełyj (PRU), kiedyś szef jednej z największych firm imperium Achmetowa. Jest też na liście Szufrycz (nr 7), oligarcha Wadim Nowinskij (nr 11), ale też były szef administracji prezydenta Janukowycza (2010-2014), Lowoczkin (nr 12) – prawdziwy szef tej partii. Na dalszych miejscach przeważają działacze Partii Regionów. Barwy też mają takie jak PRU, czyli białe i błękitne. Hasło wyborcze „Pokój, Stabilność, Odrodzenie”.

Silna Ukraina

Powstała w 1999 r. jako Partia Pracy Ukrainy. Pod obecną nazwą i przywództwem Serhija Tyhypki od 2009 r. Gdy w 2012 r. jej lider wszedł do rządu „regionałów”, rozwiązał partię – w całości weszła ona do PRU. Ale po lutowej rewolucji i upadku Partii Regionów, Tyhypko odtworzył Silną Ukrainę (sierpień 2014). Ma liberalny w sferze ekonomicznej program, jest prorosyjska. Opowiada się za pokojowym rozwiązaniem konfliktu w Donbasie. To kolejne ugrupowanie żerujące na padlinie Partii Regionów. Przejmuje stopniowo struktury i działaczy PRU. Ma też poparcie części oligarchów.

Liderem listy nr 25 jest lider partii Tyhypko (w wyborach prezydenckich w 2010 miał silne trzecie miejsce, stworzył Silną Ukrainę, ale potem poszedł do obozu Janukowycza). Ciekawą postacią jest nr 2, czyli Wałeryj Choroszkowskij. Swego czasu, jako szef służby celnej, w konflikcie prezydenta Juszczenki z premier Tymoszenko opowiedział się po stronie tego pierwszego. W nagrodę został wiceszefem, a potem szefem SBU. Jednocześnie był współwłaścicielem największej prywatnej telewizji. Od lat związany z Firtaszem i Lowoczkinem (klan gazowy).

W niektórych sondażach Silna Ukraina minimalnie przekracza próg 5 proc.

Komunistyczna Partia Ukrainy

Powstała w 1993 r. po zniesieniu okresowego zakazu działalności partii komunistycznych. Podkreśla ciągłość z komunistyczną partią sowieckiej Ukrainy – w ten sposób wywodząc się aż z 1918 r. Jej liderem od początku jest Petro Symonenko, prawdziwy weteran ukraińskiej polityki. KPU tradycyjnie była koalicjantem Partii Regionów. Najsilniejsza tradycyjnie na Krymie – co nie jest dobrą wiadomością w obecnej sytuacji. Szkodzi jej też fala antykomunizmu i obalania pomników Lenina, która przetacza się przez kraj. KPU ma komunistyczny prorosyjski program. De facto popiera rebelię w Donbasie.

Liderem listy jest przewodniczący Symonenko. Lider ukraińskich komunistów od 1991 r., w początkach niepodległości ukraińskiej walczył nawet w II turze o prezydenturę. Nikt z pierwszej piątki na liście krajowej nr 14 nie ma mniej niż 60 lat, a Jewhen Marmazow (nr 8) ma lat 76. Poparcie dla KPU wciąż spada. Ciosem była aneksja Krymu, gdzie mieszka duża część członków jak i wyborców partii. Od lipca 2014 toczy się też sądowe postępowanie o wykreślenie KPU z rejestru partii politycznych.

Dużym problemem dla KPU, jak też Silnej Ukrainy czy Bloku Opozycyjnego jest nowe prawo lustracyjne. Obejmie ono wielu kandydatów z tych partii. Lustracji podlegać mają bowiem m.in. osoby pełniące funkcje kierownicze w latach 2010-2014 oraz ci, którzy publicznie nawoływali do separatyzmu.

Autor: //gak / Źródło: tvn24.pl

Tagi:
Raporty: