Zbrodniarz chciał wrócić tam, gdzie wzywał do zbrodni

TVN24


Serbska policja nie wpuściła w niedzielę skrajnie prawicowego polityka skazanego za zbrodnie przeciwko ludzkości Vojislava Szeszelja i jego stronników do wsi Hrtkovci, w której 26 lat temu nawoływał do wyrzucenia żyjących tam wtedy Chorwatów - wymieniając ich z imion i nazwisk.

Wieś Hrtkovci - przez wieki wymieszania etnicznie i kulturowo, z dużą społecznością Węgrów i Chorwatów - leży 40 kilometrów na północny zachód od Belgradu, w Wojwodinie.

Dziś żyje w niej kilka tysięcy osób. W okresie wojny w byłej Jugosławii, Szeszelj - twórca i propagator skrajnie nacjonalistycznej i szowinistycznej idei tzw. Wielkiej Serbii - 6 maja 1992 roku wzywał tam do wysiedlania lokalnych Chorwatów, wyczytując ich publicznie. W kolejnych tygodniach setki zastraszonych ludzi rzeczywiście uciekły, wiedząc już m.in. o zbrodniach dokonanych przez Serbów na Chorwatach np. w Vukovarze.

W niedzielę Szeszelj - lider Serbskiej Partii Radyklanej (SRS) - i jego stronnicy, równo 26 lat po tamtej przemowie, chcieli znów się pojawić w Hrtkovci i zorganizować wiec. Kilkudziesięciu funkcjonariuszy zablokowało im jednak dostęp do miejscowości. Nacjonaliści z SRS zgromadzili się przy kordonie policji, jednak rozeszli się po pewnym czasie. Doszło do utarczek słownych z kilkoma członkami Liberalnej Partii Demokratycznej, którzy przybyli, aby potępić Szeszelja. Policja poinformowała, że poszukuje mężczyzny, który uderzył jednego z liberałów.

"Zbrodnicze przedsięwzięcie"

Szeszelj był sądzony w Hadze za zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione na terenie Bośni i Hercegowiny oraz Chorwacji podczas wojny w dawnej Jugosławii w latach 90. Prokuratorzy już nieistniejącego trybunału ds. zbrodni w dawnej Jugosławii domagali się w pierwszej instancji kary 28 lat więzienia, zarzucając Szeszeljowi zorganizowanie "zbrodniczego przedsięwzięcia" wspólnie z ówczesnym prezydentem Slobodanem Miloszeviciem i przywódcą Serbów bośniackich Radovanem Karadżiciem. Jednak według trybunału, oskarżenie nie wykazało dostatecznych dowodów na istnienie "wspólnego zbrodniczego przedsięwzięcia" ani na to, że celem porozumienia było dokonanie zbrodni, a nie obrona Serbów i zachowanie Jugosławii. Szeszelj został uniewinniony. W kwietniu tego roku międzynarodowy trybunał rozpatrujący apelację częściowo uchylił wyrok uniewinniający wydany w pierwszej instancji i skazał Szeszelja na 10 lat więzienia za popełnione przez niego zbrodnie przeciwko ludzkości w oparciu o dowody, jakich dostarczyła właśnie jego przemowa ze wsi leżącej w Wojwodinie. Ponieważ oskarżony spędził w areszcie 12 lat, wyrok nie ma praktycznych skutków i Szeszelj pozostaje na wolności. Polityk, który w 2003 roku dobrowolnie oddał się w ręce trybunału, z uwagi na chorobę nowotworową od listopada 2014 roku przebywa w Serbii.

Bliskim sojusznikiem i admiratorem był w początkach jego kariery politycznej obecny serbski prezydent Aleksandar Vuczić. Skrajnie prawicowy polityk twierdzi jednak od lat, że teraz jest liberałem i chce wprowadzić Serbię do Unii Europejskiej.

Autor: pqv/adso / Źródło: PAP, tvn24.pl