Świat

Samolot zestrzelony przez pomyłkę? Ekspert lotniczy tego nie wyklucza

Świat

[object Object]
Goście "Faktów po Faktach" komentowali katastrofę malezyjskiego samolotutvn24
wideo 2/22

Takie pomyłki się zdarzają, nie mieli pewności, gdzie strzelają, jednak czartery korzystają z transpondera, dzięki czemu wiadomo, jaki to samolot. Rosjanie przyjęli inną koncepcję, rozpoznają jedynie rosyjskie samoloty, a każdy inny jest dla nich obcy. Nie wiadomo, czy cywilny, czy wojskowy - powiedział w "Faktach po Faktach" major rezerwy Michał Fiszer. Z kolei kpt. Dariusz Sobczyński dodał, że pilot nie mógł podejrzewać, że coś takiego się wydarzy, a piloci nie dostali żadnego sygnału o zbliżającym się niebezpieczeństwie.

- Tak naprawdę czujemy się bezpiecznie. Linie lotnicze wyznaczają trasę i zmieniają ją jeśli zajdą jakieś zmiany. To oficjalnie nie jest szlak wojenny. Teoretycznie mamy gwarancje, że trasa jest bezpieczna. Gdyby wydarzyło się coś wyjątkowego typu wybuch wulkanu to dostajemy dodatkowe informacje, które są niezbędne w kontroli lotu. Pilot nie mógł podejrzewać, że coś takiego się wydarzy. Piloci lotu do Kuala Lumpur nie dostali żadnego sygnału o zbliżającym się niebezpieczeństwie. - powiedział Sobczyński.

Dariusz Sobczyński podkreślił, że nawet gdyby pilot wiedział, że na tym terenie istnieje jakieś zagrożenie to nie mógłby podjąć samemu decyzji o zmianie lotu. - Sam pilot nie może zmienić trasy. Wyjątkiem jest pogoda, jeśli jest burza to informuje się kontrolera, że samolot odbija o 20, 30 stopni w innym kierunku.

- Nie ma możliwości ostrzegania o niebezpieczeństwie militarnym. Nie widzimy często nawet samolotów wojskowych, które podczas działań wojskowych są niewidzialne dla naszych radarów. Z punktu widzenia pilotów to mogło być totalne zaskoczenie i nie mieli pojęcia, co się dzieje. Mogli być pozbawieni sterowania, a samolot bezwiednie spadał. Póki komisja nie dostanie skrzynki, nie dowiemy się, co się wydarzyło. Z czarnych skrzynek dowiemy się, które systemy zostały uszkodzone, że nie pozwoliły na dalsze kontynuowanie lotu lub bezpieczne wylądowanie na lotnisku. Kontroler lotu powinien przekazać listę alternatywnych lotnisk, a w tej sytuacji samolot musiał zostać tak uderzony, że nie był w stanie lądować - powiedział Sobczyński.

"Pilot nie mógł podejrzewać, że coś takiego się wydarzy"
"Pilot nie mógł podejrzewać, że coś takiego się wydarzy"tvn24

Zestrzelony przez pomyłkę?

Major rezerwy Michał Fiszer przyznał, że osoby strzelające wcale nie musiały mieć świadomości, że strzelają do samolotu cywilnego. - Zdarzają się pomyłki w lotnictwie. Zapewne ci, którzy strzelali nie mieli pewności, że strzelali do samolotu cywilnego. Samoloty cywilne posługują się transponderami ICAO (Organizacja Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego - red.). To jest system, który jest powszechny na Zachodzie. W tym systemie pracuje całe lotnictwo cywilne, a także samoloty NATO. Transponder to urządzenie, które nadaje określony kod, który odczytywany jest przed odbiorniki naziemne np. w wieżach kontrolnych, które dzięki temu mogą zidentyfikować samolot. Fiszer nie wykluczył, że zestrzelenie samolotu mogło nastąpić przez przypadek jeśli korzystano z rosyjskiego sprzętu wojskowego. - Rosjanie przyjęli inną koncepcję na swoich wojskowych urządzeniach mają inny system identyfikacji, rozpoznają tylko samoloty należące do sił wojskowych Rosji, a wszystkie inne są obce dla nich. Nawet cywilne samoloty rosyjskie. W samolotach krajów zachodnich jest inaczej. Rosjanie w system ICAO się nie włączyli. - Ktoś kto wystrzelił tę rakietę mógł założyć, że to samolot ukraiński skoro w tym terenie prowadzone są działania wojenne i nie rozpoznano rosyjskiego samolotu wojskowego.

Separatyści nie mogli mieć systemu Buk?

Fiszer wykluczył, żeby separatyści mogli być w posiadaniu systemu Buk. - Od razu sobie powiedzmy, że jeśli samolot został zestrzelony systemem Buk, to jeden taki zestaw składa się z kilku samochodów, warty pół miliarda dolarów lub więcej, obsługuje go ponad 100 osób personelu, który musi być doskonale wyszkolony. To absolutnie niemożliwe by mogli to być separatyści, że mogli posiadać taki sprzęt i wyszkolenie by obsługiwać taki sprzęt. To musiał być to sprzęt armii.

Zdaniem Fiszera śledztwo ws. samolotu cywilnego powinno być prowadzone przez Ukrainę. Stwierdził jednak, że szanse na to, że śledztwo zostanie przeprowadzone rzetelnie, jest nikłe. - ICAO nie jest w stanie wymusić dopuszczenia do miejsca wypadku - powiedział Fiszer.

Autor: kło/kka / Źródło: tvn24

Raporty: