Nagłe pojawienie się chińskich samochodów osobowych wywołało największy od lat wstrząs na europejskim rynku motoryzacyjnym. Nowoczesne i bardzo atrakcyjne cenowo "chińczyki" błyskawicznie zaczęły podbijać również polski rynek, na którym w ubiegłym roku sprzedały się w niemal 50 tysiącach egzemplarzy. Sterowane przez władze w Pekinie zalanie Europy chińskimi samochodami okazało się jednocześnie kuszące dla kierowców, jak i śmiertelnie niebezpieczne dla naszego przemysłu motoryzacyjnego.
Państwa Starego Kontynentu przegapiły zagrożenie ze strony chińskich samochodów, tymczasem na horyzoncie pojawia się już kolejny globalny gigant. Swoją ekspansję w Europie rozpoczyna właśnie czwarty największy producent samochodów na świecie - Indie.
- To rewolucja na światowym rynku, nie tylko europejskim - ocenia Maciej Mazur, prezes Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności, prezydent e-Mobility Europe.
I podkreśla, że patrząc na potencjał przemysłu Indii, eksport samochodów z tego kraju szybko może stać się gigantyczny. - Spójrzmy, jak się zmienia struktura sprzedaży samochodów na świecie. Te rynki, które na początku XXI wieku były praktycznie nieistotne - Chiny i Indie - teraz odpowiadają za ponad połowę sprzedaży na świecie, więc ich znaczenie gwałtownie rośnie - precyzuje.
Jak Indie po cichu stały się globalną potęgą motoryzacyjną? Kiedy na europejskich, w tym polskich, drogach pojawią się w większej liczbie indyjskie samochody? I czy będą równie konkurencyjne pod względem ceny, jak chińskie? Oto, co warto wiedzieć, nim samochody z Indii masowo pojawią się nad Wisłą.