Świat

Samobójcze ataki na meczety w Jemenie. Setki rannych i zabitych

Świat


Co najmniej 142 osoby zginęły, a 351 zostało rannych w piątek w trzech samobójczych zamachach bombowych na dwa meczety w stolicy Jemenu, Sanie - podało jemeńskie ministerstwo zdrowia, na które powołuje się AFP. Do ataków przyznało się Państwo Islamskie, Biały Dom nie potwierdza jednak, że to rzeczywiście bojownicy tej organizacji stoją za piątkowymi zamachami.

Dochodzą sprzeczne doniesienia na temat liczby ofiar śmiertelnych i rannych. Reuters, powołując się na źródła w służbach medycznych, informuje o 126 osobach, które zginęły. Według szyickiej telewizji jest natomiast 137 zabitych i 345 rannych.

Lokalne media apelują do mieszkańców Sany o przekazywanie szpitalom krwi dla poszkodowanych w ataku.

Państwo Islamskie przyznało się do ataku

Do zamachów przyznało się w oświadczeniu zamieszczonym w internecie Państwo Islamskie. Komunikat podpisała filia Państwa Islamskiego w Jemenie. Islamiści zagrozili serią kolejnych ataków na Huti.

Rzecznik Białego Domu Josh Earnest poinformował jednak, że Waszyngton nie może potwierdzić, iż to rzeczywiście bojownicy tej organizacji stoją za atakami.

Jak dodał, amerykańskie władze sprawdzają, czy IS ma struktury dowódcze, które byłyby w stanie koordynować taki atak. Earnest zastrzegł, że IS często bierze na siebie odpowiedzialność za przeprowadzenie zamachów z czysto propagandowych pobudek. Wciąż jednak - jak zastrzegł - atak pokazuje, że każdy w regionie, włącznie z muzułmanami, stoi w obliczu zagrożenia ze strony IS. Złożone z sunnickich fundamentalistów IS uważa szyitów za heretyków, którzy za odstępstwo od wiary zasługują na śmierć.

Agencja Reutera pisze, że celem ataków były dwie świątynie w centrum miasta. Do zamachów doszło podczas południowych modłów. Czterej napastnicy wysadzili się w powietrze.

W centrum Sany znajdują się meczety, w których modlą się głównie szyici. Szyitami są członkowie ugrupowania Huti, kontrolującego stolicę i duże obszary na północy Jemenu.

Wojna domowa

To kolejna krwawa odsłona wojny w Jemenie. Niezidentyfikowany samolot zaatakował w czwartek pałac prezydencki w Adenie na południu kraju po tym, gdy siły lojalne wobec prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego zdobyły obóz, w którym zabarykadował się zbuntowany dowódca wojskowy.

Jak poinformował przedstawiciel władz, samolot zrzucił bombę lub wystrzelił pocisk rakietowy na pałac, który jest siedzibą Hadiego. Według lokalnych mieszkańców działa przeciwlotnicze otworzyły ogień do samolotu.

Wcześniej w czwartek żołnierze i członkowie popierających Hadiego milicji wywalczyli sobie dostęp do międzynarodowego portu lotniczego w Adenie i wzięli szturmem sąsiadującą z nim bazę wojskową. Jej opuszczenia od kilku dni odmawiał generał Abdel-Hafez al-Sakkaf, który nie chciał się też podporządkować wydanemu przez Hadiego rozkazowi, by przekazał kontrolę nad siłami bezpieczeństwa w Adenie innemu dowódcy.

Wydarzenia te wydają się być kolejnym przejawem walki o władzę między Hadim a kontrolującym stolicę państwa Sanę szyickim ugrupowaniem Huti, które jest sprzymierzone z poprzednim prezydentem Alim Abd Allahem Salahem. Obecna dezorganizacja aparatu państwowego w liczącym 25 milionów mieszkańców Jemenie jest spuścizną po jego wieloletnich dyktatorskich rządach, czemu w 2011 roku kres położyła społeczna rewolta.

Autor: kg//gak / Źródło: PAP, Reuters

Raporty: