Książę Karol "błogosławieństwem i przekleństwem" rumuńskiej wsi. Turyści nie dają żyć miejscowym

TVN24 | Świat

Autor:
asty/dap
Źródło:
BBC

W małej rumuńskiej wsi Viscri, położonej w południowej części Siedmiogrodu, mieszka tylko 450 osób, ale w ostatnich miesiącach miejscowość oblegana jest przez turystów. Do popularności regionu przyczynił się książę Karol, który od lat posiada tu tradycyjny dom wiejski. – Popatrzcie na tumany kurzu unoszące się z drogi. Nie możemy nawet otworzyć okien – skarżą się mieszkańcy.

Viscri to najprawdopodobniej najpopularniejsza wieś w Transylwanii – nie tylko dlatego, że znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, ale ze względu na fakt, że od 2006 roku jeden z wiejskich domów posiada brytyjski książę Karol. Następca brytyjskiego tronu zakochał się w historycznej miejscowości ponad dwie dekady temu i od lat wspiera projekty, których celem jest utrzymanie unikalnego charakteru tego miejsca.

W pogodny sobotni dzień od samego rana długi sznur pojazdów zmierza do Viscri. Hałas i kurz wydobywający się spod kół nieutwardzonej drogi daje się we znaki miejscowym. - Popatrzcie na tumany kurzu unoszące się z drogi. Nie możemy nawet otworzyć okien – skarży się reporterom BBC Irina Lascu.

– Samochody jeżdżą od rana do wieczora – dodaje 75-letni Martin Lascu, który żyje w Viscri od urodzenia.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE

Dom księcia Karola chętnie odwiedzają turyści przybywający do VistriIoan Bodean/Wikimedia CC BY 2.0.

Wpływ księcia stał się dla Viscri "błogosławieństwem i przekleństwem"

Siedzący naprzeciw swojego tradycyjnego domu wiejskiego Irina i Martin są wyraźnie rozdrażnieni widokiem nadjeżdżających turystów. – Wszyscy przyjeżdżają tu ze względu na księcia Karola – narzeka Martin.

Przed charakterystycznym niebieskim domem, należącym do księcia, formuje się wielki parking. Każdy chce zrobić sobie zdjęcie z budowlą w tle – to tradycyjny saksoński wiejski dom z szeroką drewnianą bramą i glinianą dachówką. Część budowli datowana jest na XVIII wiek.

W ciągu ostatnich lat popularność Viscri rosła, a wraz z nią liczba napływających turystów. W zeszłym roku około 45 tysięcy osób wykupiło bilety wstępu do XII-wiecznego luterańskiego kościoła. W 2015 roku sprzedano ich 15 tysięcy, a w 2005 ledwie 5 tysięcy.

Ursula Radu-Fernolend, która jest członkiem zarządu Fundacji Mihai Eminescu (MET) – organizacji, która w ciągu ostatnich 20 lat odegrała kluczową rolę w utrzymaniu tradycyjnej formy miejscowości – uważa, że wpływ księcia stał się dla Viscri "błogosławieństwem i przekleństwem".

Przez lata książę Karol był patronem MET. W 2014 roku zaprzestał wspierania fundacji i rok później powołał własną organizację, której celem jest utrzymanie historycznego charakteru miejscowości, wsparcie lokalnych rolników małorolnych i pomoc w rozwijaniu dochodowych interesów. Organizacja oferuje również treningi i szkolenia, ale kiedy reporterzy BBC odwiedzili fundację, by porozmawiać na temat rosnącej fali turystów – odmówiono im komentarza.

"Ceny domów zależą od odległości do Viscri"

Ursula Radu-Fernolend uważa, że Viscri stała się dla turystów miejscowością "do odhaczenia". Wieś stała się destynacją dla kosmopolitycznych obywateli z zagranicy i bogatych Rumunów, a także miejscem, gdzie swoich szans szukają przedsiębiorcy z Bukaresztu, chcący otworzyć tu swoje hotele i restauracje. W wyniku tego poszybowały ceny mieszkań. Dom, który w 2010 roku kosztował 20 tysięcy euro obecnie sprzedawany jest za cenę 80 tysięcy euro.

- Ceny eksplodowały. To prawdziwa bańka na rynku nieruchomości. Ceny domów w okolicach zależą od odległości do Viscri – mówi Radu-Fernolend. Miejscowi, którzy wychowali się we wsi, mają trudności z zakupem domów. Kobieta uważa, że możliwość nabywania kwater przez osoby z zagranicy powinna zostać uregulowana.

Kolejnym problemem dla lokalnej społeczności jest fakt, że przybywający turyści utrudniają życie zwierzętom hodowanym w okolicy. – Mamy 70 kur i kaczek, ale jest zbyt wiele samochodów na drodze, co sprawia, że nie mogą przejść na drugą stronę jezdni w poszukiwaniu pożywienia – zwraca uwagę Cristian Somu. Mówi, że atmosfera wokół wsi przypomina bardziej wesołe miasteczko, niż tradycyjną wieś.

"Z każdym rokiem jest tu coraz ciężej"

- Jest znacznie więcej osób niż dwa lata temu – przyznaje Cosmin Cherees, 37-letni inżynier z Targu Mures, który krążył z rodziną na rowerze. Fenomen miejscowości rodzi pytania, czy w Transylwanii da się osiągnąć zrównoważoną turystykę. Inni zastanawiają się, jak daleko można posunąć się w poszukiwaniu zysków z turystyki.

Cristian Radu, mąż Ursuli Radu-Fernolend, zwraca uwagę, że co weekend do miejscowości przyjeżdżają setki aut. – To szaleństwo – podkreśla. Mężczyzna stara się o urząd lokalnego burmistrza – obiecuje powstrzymanie turystów od wjeżdżania do Viscri. - Wieś da się ocalić, ale niestety nie zrobią tego sami ludzie ani fundacja. Musi to zostać rozwiązanie przez miejscową władzę – uważa Cristian Radu.

- Turystyka wynagradza tylko posiadaczy pensjonatów i restauracji. Ale nam to w niczym nie pomaga. Wszystko w okolicy stało się drogie. Z każdym rokiem jest tu coraz ciężej. Musimy znaleźć rozwiązanie – przekonuje Cristian Radu. – Jeśli autentyczność zniknie, staniemy się tylko obiektem muzealnym, a tego nie chcemy – podkreśla.

Autor:asty/dap

Źródło: BBC

Źródło zdjęcia głównego: Ioan Bodean/Wikimedia CC BY 2.0.