Tak mogła przemieszczać się chmura radioaktywna z rosyjskiego poligonu

Świat

CTBTOCTBTO opublikowała mapę pokazującą, jak radioaktywna chmura spod Nionoksy może się rozprzestrzeniać

Cztery stacje monitorujące poziom promieniowania jądrowego w atmosferze przestały działać po tym, jak 8 sierpnia koło wioski Nionoksa wybuchł zasilany energią jądrową silnik rakietowy - poinformował dziennik "Wall Street Journal" za Komitetem Przygotowawczym ds. Całkowitego Zakazu Prób Jądrowych (CTBTO), który opublikował mapę pokazującą możliwą trasę wędrówki chmury radioaktywnej. Po południu we wtorek CTBO potwierdziło, że dwie stacje wznowiły pracę.

CZYTAJ TAKŻE: Testy rakiet przeprowadzano w tym miejscu już wcześniej. "Nic o tym nie wiedzieliście">

Amerykański dziennik "Wall Street Journal" poinformował w poniedziałek, że dwa rosyjskie ośrodki monitorujące poziom promieniowania jądrowego dwa dni po wybuchu pocisku na poligonie marynarki wojennej w Sarowie, w pobliżu Nionoksy przestały przekazywać dane.

Tego samego dnia dziennik podał, że wyłączyły się dwie kolejne rosyjskie stacje monitorowania poziomu radioaktywności: Bilibino w Czukockim Okręgu Autonomicznym i Zalesowo w Kraju Ałtajskim.

Wszystkie cztery ośrodki mają za zadanie wykrywanie radioaktywnych cząsteczek i stanowią element łańcucha stacji pomiarowych, rozciągającego się od Dubnej, położonej na północ od Moskwy, do Zalesowa na Syberii i Bilibina na Czukotce.

Przedstawiciele rosyjskich władz powiedzieli CTBTO, że funkcjonowanie ośrodków, które przerwały nadawanie, było utrudnione przez "kwestie komunikacyjne i sieciowe". Nie podali, kiedy spodziewają się wznowienia pracy przez te stacje.

CTBTO to organizacja międzynarodowa z siedzibą w Wiedniu, która dzięki infrastrukturze technologicznej wykrywa i lokalizuje testy nuklearne na całym świecie. Wykorzystuje do tego łącznie ponad 300 stacji pomiaru promieniowania, stacji sejsmicznych i hydroakustyczne.

Po wybuchu cztery ośrodki w Rosji nie podawały danych o promieniowaniutvn24.pl

"Wędrująca" chmura

Rosyjskie dzienniki, w tym "Kommiersant", piszące o wyłączonych stacjach monitorowania poziomu radioaktywności, powoływały się na doniesienia amerykańskiej prasy. Gazeta "RBK" zwróciła się w tej sprawie do państwowej służby meteorologiczno-hydrologicznej Roshydromet, a także do organizacji pozarządowej Tajfun, zajmującej się monitorowaniem napromieniowania.

"Promieniowanie z północy Rosji prawdopodobnie dotarło na Ukrainę" - zaalarmował portal opiniotwórczego ukraińskiego tygodnika "Zerkało Tyżnia".

Komitet Przygotowawczy ds. Całkowitego Zakazu Prób Jądrowych po tych informacjach opublikował mapę pokazującą, jak radioaktywna chmura spod Nionoksy może się rozprzestrzeniać. Animacja pokazuje przypuszczalną wędrówkę chmury od 8 do 19 sierpnia.

Chmura - według mapy - mogła się rozprzestrzenić na południe Rosji, aby 11 sierpnia sięgnąć Kazachstanu, następnie Uzbekistanu, Turkmenistanu, a w kolejnych dniach Azerbejdżanu, Iranu, Afganistanu, Tadżykistanu, Kirgistanu, Pakistanu oraz zachodniej części Chin, Mongolii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Omanu, Arabii Saudyjskiej, Iraku, Jordanii oraz północno-zachodniej części Indii. Ze strony południowo-zachodniej chmura miałaby sięgnąć Ukrainy, Mołdawii, Rumunii, Gruzji, Turcji, Bułgarii, Syrii, Egiptu i Grecji.

Prawdopodobne testy pocisku manewrującego

Jak mówił w ubiegłym tygodniu zastrzegający anonimowość przedstawiciel władz USA, Waszyngton uważa, że wybuch, do którego doszło 8 sierpnia w obwodzie archangielskim, był związany z prowadzonymi przez państwo rosyjskie pracami nad hipersonicznym pociskiem manewrującym. Stany Zjednoczone są pewne, że eksplozja zawierała komponent radioaktywny.

Krótko po eksplozji władze odległego o około 40 kilometrów miasta Siewierodwińsk poinformowały o "krótkotrwałym" wzroście promieniowania. Resort obrony Rosji zapewnił, że poziom promieniowania był w normie.

Pięć osób nie żyje

Rosyjski Federalny Ośrodek Nuklearny w Sarowie podał, że eksplodował mały reaktor jądrowy, stanowiący część silnika rakietowego na paliwo ciekłe. Zginęło pięciu pracowników tej instytucji.

Szef Rosyjskiej Państwowej Korporacji Energii Jądrowej (Rosatom) Aleksiej Lichaczow informował, że do incydentu doszło podczas testów nowego "wyrobu specjalnego". Nie wyjaśnił, o jaką broń chodzi, ale zapewnił, że prace nad nią będą kontynuowane. Powszechnie uważa się, że na poligonie wybuchł korzystający z nuklearnego źródła energii silnik pocisku manewrującego o prędkości hiperdźwiękowej Buriewiestnik (Skyfall).

Reakcja Moskwy

W odpowiedzi na doniesienia Komitetu Przygotowawczego ds. Całkowitego Zakazu Prób Jądrowych władze Rosji oznajmiły, że "nie mają obowiązku przekazywać danych".

- Przekazywanie przez Rosję danych ze stacji monitorujących promieniowanie jest dobrowolne - oznajmił wiceszef dyplomacji Siergiej Riabkow, cytowany przez agencję Interfax. Dodał, że "zdarzenie z 8 sierpnia nie jest sprawą tej organizacji".

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, na pytania dziennikarzy w sprawie "milczenia" rosyjskich stacji monitorujących poziom promieniowania, odpowiedział. - Nie leży to w naszych kompetencjach. Komentując opublikowanie mapy przedstawiającej ewentualne rozprzestrzenianie się radioaktywnej chmury spod Nionoksy może się rozprzestrzeniać, rzecznik Kremla uznał, że "sformułowanie to samo w sobie jest dość absurdalne".

We wtorek szef Komitetu Przygotowawczego ds. Całkowitego Zakazu Prób Jądrowych Lassina Zebro napisał na Twitterze, że stacje monitorowania poziomu radioaktywności Bilibino w Czukockim Okręgu Autonomicznym i Pieleduj w Jakucji wznowiły pracę. Pochwalił też operatorów rosyjskich stacji za "doskonałą współpracę". Jak zauważyła rosyjska gazeta "RBK", dotąd nie było informacji o tym, że stacja Pieleduj ma problemy z przekazywaniem danych dotyczących poziomu napromieniowania.

Autor: akw, tas / Źródło: tvn24.pl, PAP, Kommiersant, RBK, Interfax, Echo Moskwy, zn.ua

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock, CTBTO