Rosjanie szpiegują jak za zimnej wojny. Nawet Niemcy narzekają

Świat

Aktualizacja:
tvn24Jak radzi sobie polski kontrwywiad?

W tej wojnie nie wybuchają granaty, a znajomość programów komputerowych jest ważniejsza niż budowy kałasznikowa. Służby specjalne krajów NATO i UE biją na alarm: Rosjanie szpiegują jak za zimnej wojny. Ma to oczywiście związek z konfliktem ukraińskim i napięciem na linii Moskwa-Zachód. Ale ofensywa następców KGB rozpoczęła się dużo wcześniej – zachodni przywódcy to zlekceważyli i teraz ich służby muszą nadrabiać.

Zatrzymanie przez polskie służby specjalne dwóch osób podejrzewanych o szpiegostwo na rzecz Rosji to kolejna odsłona toczącej się za kulisami wywiadowczej wojny Moskwy z Zachodem.

Rosyjskie służby te bardzo aktywne nie tylko w Polsce. Informacje o szpiegach dochodzą z Litwy czy Ukrainy, ale też z krajów uważanych za raczej przychylne Rosji: Niemiec, Węgier czy Czech.

Zimna wojna szpiegów

Służby specjalne niemal wszystkich krajów NATO i UE już od 2-3 lat alarmują, że Moskwa przypuściła szpiegowski szturm. Tym bardziej groźny, że zdecydowana większość Zachodu, z USA i Brytyjczykami na czele, przez ostatnie ćwierćwiecze wyraźnie osłabła kontrwywiadowczo na odcinku wschodnim. Co prawda kraje Europy Środkowej i Wschodniej nigdy nie zapomniały, gdzie czai się największe zagrożenie, ale mają one nieporównanie mniejszy potencjał obronny. Szpiegowskie operacje w tych relatywnie słabszych ogniwach NATO mogą więc długoterminowo okazać się niemniej skuteczne, niż klasyczne działania militarne. Na Krymie i w Donbasie Rosja zademonstrowała już, jak wiele jest możliwości prowadzenia niewypowiedzianej wojny.

Charakterystyczna dla aktywności rosyjskiej agentury w ostatnich latach jest, obok zwiększenia aktywności, znacznie agresywniejsza forma zdobywania informacji. Wiąże się z tym większe ryzyko dekonspiracji. Przez ostatnie 3,5 roku służby specjalne Moskwy straciły w USA i krajach zachodnioeuropejskich kilkunastu agentów. Przynajmniej o tylu przypadkach wiadomo. Jeśli do tego dodać nigdy nie ujawnione sprawy, gdy po cichu usuwa się „dyplomatów” na podwójnym etacie, oraz ogólnie niższą skuteczność zachodnich kontrwywiadów, to okazuje się, że skala szpiegowania przez Rosję jest naprawdę ogromna. Od 2009 roku w całym NATO i UE ujawniono co najmniej 15 przypadków działalności „nielegałów”. Czyli zakonspirowanych agentów wywiadu rosyjskiego, udających w kraju, w którym mieszkają, kogoś innego, mających fałszywą tożsamość i spreparowaną przeszłość (tzw. legendowanie).

Nawet francuskie „Le Figaro”, które trudno uznać za dziennik piszący szczególnie krytycznie o Rosji, poświęciło w październiku ub.r. problemowi rosyjskiego szpiegostwa duży artykuł. A było to przecież jeszcze przed wybuchem ukraińskiego konfliktu. „Le Figaro” podkreśliło, że pod rządami Władimira Putina aktywność agencji wywiadowczych Rosji wzrosła do poziomu niewidzianego od czasów zimnej wojny. Rosjanie są szczególnie aktywni w byłych republikach sowieckich, zwłaszcza tych myślących o członkostwie w UE i NATO. „W Gruzji oficerowie byłego KGB zostali uplasowani w strukturach bezpieczeństwa. Na Ukrainie i Białorusi penetracja ze strony rosyjskich służb wywiadowczych jest bardzo głęboka – lokalne KGB są kontrolowane przez Moskwę” - mówił gazecie anonimowy dyplomata. „Le Figaro” cytowało też anonimowego dyplomatę z Brukseli, mówiącego, że w ostatnim czasie z Brukseli po cichu usuniętych zostało kilku urzędników ze wschodniej Europy, konkretnie Węgier i Bułgarii, pracujących dla Rosji.

Rosyjska triada wywiadu

Warto pamiętać, że Rosjanie szpiegowali na dużą skalę nawet wtedy, gdy relacje Putina z Zachodem były całkiem dobre. W ujawnionej przez Wikileaks depeszy ambasady USA w Moskwie do Departmentu Stanu z listopada 2009, przed wizytą w Rosji dyrektora FBI, ambasador John Beyrle opisał kierownictwo służb specjalnych Rosji jako „najbardziej wpływowych przeciwników” ocieplenia stosunków z USA (w czasie, gdy Obama prowadził politykę resetu). Szefowie rosyjskich służb wywiadowczych, zauważał Beyrle, „mają tendencje zbliżania się do mentalności zimnej wojny, która dopatruje się w USA i jej sojusznikach intencji szkodzenia Rosji”.

Nic w tym dziwnego, skoro współczesny wywiad rosyjski w prostej linii wywodzi się ze służb sowieckich, jest spadkobiercą tradycji CzK, GPU, NKWD, I Zarządu Głównego KGB i, rzecz jasna, GRU. A szefowie agencji prowadzących działania szpiegowskie są weteranami KGB. Podobnie zresztą jak prezydent, jak szef jego administracji, jak sekretarz Rady Bezpieczeństwa, jak przewodniczący Dumy, jak wielu wielu innych członków najwyższego kręgu władzy.

Działania wywiadowcze prowadzą trzy instytucje: SWR, FSB i GRU. Dwie pierwsze to „cywilne” specsłużby, ostatnia jest wojskowa.

SWR, czyli Służba Wywiadu Zagranicznego, to bezpośrednia kontynuatorka cywilnego wywiadu sowieckiego. Po prostu po upadku ZSRR przemianowano I Zarząd Główny KGB na SWR. To najbardziej elitarna rosyjska służba wywiadowcza, a na jej czele, już od 2007 r., stoi Michaił Fradkow.

Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) teoretycznie ograniczać się powinna do zadań stricte kontrwywiadowczych, wewnętrznych. Ale od lat zwiększa się jej kompetencje działania poza granicami Rosji. Nie chodzi tylko o „płytki” wywiad, wynikający z faktu podległości FSB wojsk pogranicznych. Wiadomo, że w sferze wywiadowczych zadań Służby jest cały obszar byłego ZSRR. Nie można też wykluczyć, że FSB jest też w jakimś stopniu aktywna także dalej, choćby na terenie byłego bloku wschodniego. Dyrektorem FSB od 2008 r. jest gen. Aleksandr Bortnikow.

Wreszcie GRU, czyli Główny Zarząd Wywiadu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Po upadku ZSRR nie zmienił nawet nazwy. W czasach sowieckich uchodził za służbę sprawniejszą od cywilnej konkurencji. Koncentruje się na zdobywaniu informacji związanych z obronnością, przemysłem zbrojeniowym, ogólnie kwestiami przemysłowo-technologicznymi. A także, jak pokazuje ukraiński przykład, dywersją i zbrojną destabilizacją. Szefem GRU jest gen. Igor Sergun (od 2011).

Seks, mamona i mafia

- Jeśli masz okazję rozmawiać z Rosjaninem posługującym się płynnym angielskim, w garniturze za 3 tys. dolarów, w butach od Gucciego, mówiącym, że reprezentuje rosyjską firmę, to są tylko cztery możliwości. Może być tym, za kogo się podaje. Może być oficerem rosyjskiego wywiadu pod przykryciem biznesmena. Może być członkiem rosyjskiej mafii. Ale – i to najciekawsze - może być wszystkimi trzema jednocześnie – tak były dyrektor CIA, James Woolsey, w rozmowie z brytyjskimi mediami, ostrzega przed szpiegami ze Wschodu.

A trudniej z nimi walczyć po upadku żelaznej kurtyny, po bankructwie modelu komunistycznego, w dobie globalizacji i technologiczno-informacyjnej rewolucji. Arsenał rosyjskich szpiegów jest więc dziś bardzo zróżnicowany: od wysyłania “jaskółek” i zastawiania “miodowych pułapek”, przez instalowanie “nielegałów” i “ożywianie” śpiochów, po “klasyczną” działalność agentów pod przykryciem dyplomatów, dziennikarzy i biznesmenów.

Często stosowane jest podstawianie zachodnim politykom i urzędnikom atrakcyjnych młodych kobiet z Rosji i Europy wschodniej, na ogół w charakterze studentek-stażystek w różnych instytucjach unijnych. Zapewne interesującą lekturą byłoby sporządzenie listy sekretarek w brukselskich biurach pod kątem pochodzenia. Choć i tak najgłośniejszym przypadkiem zastosowania tzw. miodowej pułapki w ostatnich latach była afera z Katią Zatuliweter. Młoda Rosjanka romansowała z dyplomatami w Brukseli, a następnie została asystentką (i kochanką) brytyjskiego posła Mike'a Hanckocka. MSW oskarżyło Zatuliweter o szpiegostwo i próbowało doprowadzić do jej deportacji, ale sądowa batalia zakończyła się porażką rządu brytyjskiego – zabrakło mocnych dowodów.

Rosyjski wywiad chętnie korzysta też z usług rosyjskiej przestępczości zorganizowanej. Jednym z najgłośniejszych przypadków był Siemion Mogilewicz i jego rola w ustawieniu korupcyjnego schematu handlem gazem Rosji z Ukrainą. Także Wiktora Buta, czyli “handlarza śmiercią” siedzącego obecnie w amerykańskim areszcie, oskarża się o ścisłe związki z GRU. W 2011 r. hiszpański prokurator Jose Grinda Gonzales otwarcie zarzucił rosyjskim służbom „kontrolowanie rosyjskiej przestępczości zorganizowanej”, która w Hiszpanii jest szczególnie aktywna. Zaś w czasie śledztwa ws. głośnej zdrady kanadyjskiego oficera Delisle'a, zeznawał on przesłuchującym, że jego kontakty z GRU bardzo interesowało, co Zachód wie o politycznych powiązaniach rosyjskiej mafii.

Oto krótki przegląd szpiegowskiej aktywności Rosji w krajach NATO i UE:

ESTONIA

W raporcie KAPO (Kaitsepolitsei, czyli Policja Bezpieczeństwa) za rok 2013, tak jak w poprzednich, zdecydowanie najwięcej uwagi poświęcono zagrożeniu ze strony wschodniego sąsiada. Kontrwywiad estoński pisze wprost, że ambasada Rosji w Tallinie „steruje rosyjskojęzyczną populacją, korzystając z 'operacji wpływu' odziedziczonych po KGB”. Nie mniej groźnymi ogniwami łączącymi lokalnych Rosjan ze służbami w Moskwie są różne organizacje społeczne i naukowe, m.in. Rada Koordynacyjna Rodaków Rosyjskich czy założony w 2012 r. w niedalekim Pskowie Klub Izborski. Jego przewodniczący, znany ideolog rosyjskiego imperializmu Aleksandr Prochanow mówi wprost: „Nasz klub jest laboratorium, gdzie rozwijana jest ideologia państwa rosyjskiego. To instytucja, gdzie kreowana jest koncepcja przełomu; to wojskowy warsztat, gdzie powstaje ideologiczna broń, która wysłana zostanie wprost na pole bitwy”.

Strona raportu KAPO za rok 2013

Jeśli chodzi o podejście KAPO do Rosji, nie ma tu żadnego domniemania niewinności, ale przeciwnie – raczej domniemanie winy. I nie ma się co Estończykom dziwić. Na wiosnę 2007 r. manipulowana przez moskiewskie służby lokalna mniejszość rosyjska wyszła na ulice – doszło do zamieszek, a Estonia padła ofiarą największego w historii cyberataku. Niecały rok później nie tylko Estonią, ale całym NATO wstrząsnęła sprawa Hermana Simma, agenta SWR. Raport z wewnętrznego dochodzenia w Sojuszu określił Estończyka jako szpiega, który zaszkodził NATO najbardziej w historii. Zaś w 2012 r. zatrzymano Aleksieja Dressena – szpiegującego dla FSB. Zarówno Simm, jak i Dressen, byli “śpiochami”, zwerbowanymi przez KGB jeszcze przed odzyskaniem przez Estonię niepodległości, a aktywowanymi, gdy zrobili kariery i zdobyli dostęp do tajemnic.

Na początku września FSB porwała z terytorium Estonii oficera KAPO Estona Kohvera.

LITWA

Ostrzega KAPO w Estonii, ostrzega też VSD (Departament Bezpieczeństwa Państwa) na Litwie. W opublikowanym w marcu raporcie kontrwywiad wskazuje, że najbardziej agresywne są rosyjskie służby wywiadowcze. I to Moskwa kryje się w tle podsłuchowego skandalu, który wstrząsnął właśnie Wilnem. 23 czerwca rzeczniczka prasowa prezydent Litwy, Daiva Ulbinaite, została oskarżona o dokonanie przecieku tajnych danych wywiadu do mediów. Burzę wywołały informacje, że podczas śledztwa prokuratura przeszukała domy i podsłuchiwała telefony grupy dziennikarzy, aby ustalić, kto przekazał na jesieni ub.r. mediom treść raportu wywiadu mówiącego, iż Rosja przygotowywała się do skompromitowania prezydent Dalii Grybauskaite poprzez publikację fałszywych informacji na jej temat.

Rimvydas Valatka, jeden z najbardziej znanych publicystów litewskich, którego trudno podejrzewać o rusofobię i szpiegomanię, ostrzegał już rok temu, że „Litwa nie docenia naiwności, łatwowierności a nawet głupoty jej klasy politycznej. No więc rosyjscy szpiedzy z łatwością mogą manipulować nawet najważniejszymi mężami stanu poprzez ich najbliższe otoczenie”. A jest komu manipulować, bo personel ambasady Rosji w Wilnie jest większy niż połączone placówek w Rydze i Tallinie. A zgodnie z tradycją – jeszcze z czasów ZSRR – połowa obsady ambasady ma związki z SWR, GRU i FSB.

ŁOTWA

Tej wiosny swój raport nt. zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa wydało także łotewskie Biuro Ochrony Konstytucji (SAB). Tutaj także zdecydowanie na pierwszym miejscu mamy Rosję. Zaś szef kontrwywiadu Jānis Kažocinš potwierdził, że w ostatnim czasie Moskwa zwiększyła swoją aktywność, m.in. „poprzez kampanie informacyjne”.

Problemem Łotwy jest znaczna (ok. 40 proc.) mniejszość rosyjskojęzyczna, w której sporej części lojalność wobec państwa można wątpić. Szczególnie narażona na agenturalną działalność Rosjan są też środowiska biznesowe. Jako przykład SAB przytacza historię obywatela Łotwy (z pochodzenia Rosjanina), jednego z czołowych biznesmenów sektora energetycznego. Otóż gdy okazało się, że spotyka się on regularnie z pewnym rosyjskim dyplomatą, o którym SAB wiedziało, że jest agentem wywiadu, łotewskie służby ostrzegły biznesmena. I ten rzeczywiście natychmiast zerwał kontakty z Rosjaninem. Problem w tym, że – jak zauważyło SAB – od razu zaczął częściej wyjeżdżać w podróże służbowe do Rosji.

CZECHY

Czesi, obok Estończyków, mają chyba najwięcej doświadczeń z rosyjskimi szpiegami (lub najchętniej, obok Estończyków, o tym mówią). W połowie maja „Lidove noviny” alarmowały, że ukraiński kryzys jeszcze bardziej zaktywizował rosyjskich szpiegów.

A przecież już na jesieni 2013, w swoim dorocznym raporcie kontrwywiad BIS wskazał na „wzrost aktywności rosyjskich i chińskich szpiegów”, koncentrującej się głównie na sektorze energetycznym i przemyśle. Od dawna jednym z głównych obiektów zainteresowania jest przetarg na rozbudowę elektrowni atomowej w Temelinie. Także wywiad wojskowy VZ w swoim raporcie wskazał, że to Rosjanie są najbardziej aktywni. - Kiedykolwiek uda im się udowodnić, że nie jesteśmy mocnym ogniwem UE i NATO, to jest to dla nich zwycięstwo – mówił na łamach „Lidovych novin” gen. Andor Šándor, były szef VZ.

Na początku maja czeska firma Era wygrała przetarg NATO na dostawę dwóch systemów radarowych. „GRU jest z pewnością tym zainteresowane, zwłaszcza detalami technicznymi radaru. Chce wiedzieć, gdzie sprzęt zostanie rozmieszczony w NATO, jaki obszar będzie obejmował, i kto nim będzie zarządzał” – mówił, cytowany przez „Lidove noviny”, Karel Randák, były szef kontrwywiadu. BIS podkreśla, że metody stosowane przez Rosjan wciąż są udoskonalane, choć wciąż opierają się głównie na starych wypróbowanych formach. Oficerowie wywiadu pojawiają się na różnych publicznych i biznesowych wydarzeniach, próbują odnowić stare kontakty i nawiązać nowe (zwerbować współpracowników). Rosjanom pomaga przychylne do nich nastawienie czeskich środowisk biznesowych. - Gdzie bucior sowieckiego żołnierza zawiódł, tam petrorublowi się udaje – komentuje krótko Karel Pacner, autor książek o tematyce szpiegowskiej i historii współczesnej.

WĘGRY

Ta informacja dla wielu wcale nie była zaskoczeniem. Węgierski eurodeputowany z ramienia skrajnie nacjonalistycznego Jobbik, Bela Kovacs, został oskarżony o współpracę z rosyjskim wywiadem. Dlaczego to nie powinno być zaskoczeniem? Już wcześniej węgierskie media wskazywały na mnóstwo podejrzanych powiązań polityka z Rosją.

To Kovacs jest „szarą eminencją” Jobbiku i faktycznym autorem zwrotu węgierskich nacjonalistów ku Moskwie (słynna podróż lidera Jobbiku Gabora Vony do Moskwy w 2008). Sprawa Kovacsa jest doskonałym przykładem środkowoeuropejskiego biznesmena-polityka, prawdopodobnie zwerbowanego jeszcze przez KGB, a teraz prowadzonego przez „nowe” służby z Łubianki. Kovacs to absolwent słynnego MGIMO (Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych), aż do 2003 r. menedżer w międzynarodowych firmach w Rosji i Japonii. Wydaje się, że może być kluczową postacią w procesie finansowania innych, nie tylko węgierskich, skrajnych nacjonalistów w UE przez Moskwę. Od 2010 r. jest bowiem i skarbnikiem Sojuszu Europejskich Ruchów Narodowych (AENM).

NIEMCY

Pod koniec kwietnia w „Welt am Sonntag” pojawił się wywiad bez precedensu - z szefem Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji Hansem-Georgiem Maassenem. - Żaden inny kraj nie traktuje działalności szpiegowskiej w Niemczech tak poważnie jak Rosja - powiedział Maassen. W raporcie kontrwywiad alarmował że liczba rosyjskich szpiegów w Niemczech jest „silna i ponad proporcjonalna w skali europejskiej”. Na tym nie koniec. Szef BfV znów wystąpił publicznie, 11 czerwca. Poinformował, że służby obserwują w związku z kryzysem na Ukrainie wzmożoną działalność wywiadu Rosji w Niemczech. Agenci zbierają informacje i wpływają na opinię publiczną. Koncentrują się na analizie możliwych konsekwencji politycznych, wojskowych i gospodarczych konfliktu o Ukrainę. - Rosyjskie służby interesują się przede wszystkim niemieckimi i unijnymi oraz NATO-wskimi ocenami rosyjskiej polityki wobec Ukrainy, a także ewentualnymi kontrdziałaniami Zachodu - powiedział szef BfV.

Agenci SWR werbują współpracowników wśród polityków, fundacji i ministerstw. Przedstawiając się jako szeregowi pracownicy ambasady, agenci nawiązują kontakty z osobami mającymi dostęp do informacji o NATO, Bundeswehrze, UE czy też polityce energetycznej. Po wyborach do Bundestagu (jesień 2013) rosyjskie służby zabiegają szczególnie o względy nowych deputowanych, którzy po raz pierwszy zasiedli w parlamencie, ich asystentów i współpracowników. Według niemieckiego kontrwywiadu w skali roku dochodzi do około 100 prób werbunku. Rozmówcy rosyjskich wywiadowców nie dostają z reguły pieniędzy. Rosjanie płacą natomiast za lunch, a czasami wręczają prezenty. Co trzeci pracownik ambasady rosyjskiej w Berlinie prowadzi także “inne czynności, znacznie wykraczające poza deklarowane obszary zainteresowań”.

BELGIA

Kontrwywiad belgijski ma pełne ręce roboty. Bruksela wszak to nie tylko siedziba władz państwa, ale też ogromna masa głównych instytucji NATO i UE. Nic dziwnego, że Belgowie alarmują, że liczba rosyjskich szpiegów znacznie przekroczyła stan z czasów zimnej wojny. Prawdziwą burzę wywołał wywiad szefa VSSE Alaina Winantsa dla EUObserver. Kierujący kontrwywiadem Winants przyznał, że Bruksela pozostaje „placem zabaw dla szpiegów, przede wszystkim z Rosji i Chin, choć nie tylko”. Nie chciał podać liczb, ale potwierdził, że mowa nie o dziesiątkach, a o setkach szpiegów.

SZWECJA

Rosja zintensyfikowała działalność wywiadowczą w Szwecji – alarmuje tamtejsza służba bezpieczeństwa Säkerhetspolisen (SÄPO) w dorocznym sprawozdaniu ze swojej działalności. Zdaniem głównego analityka kontrwywiadu SÄPO Wilhelma Ungego, o tym, że Rosja zintensyfikowała swoje zainteresowanie Szwecją, świadczą: symulacje ataków lotniczych na szwedzkie cele, żywsze działania rosyjskiego wywiadu na terenie Szwecji (w tym próby rekrutowania szpiegów) oraz zakup dużej liczby szwedzkich map.

WIELKA BRYTANIA

Rosyjskie służby zawsze uważały Wielką Brytanię za “tylne drzwi do USA”. Podobnie jak w przypadku Ameryki, liczba rosyjskich szpiegów działających na Wyspach sięga poziomu zimnowojennego. Wielu z nich działa w Londynie. Część z nich zajmuje się klasyczną działalnością szpiegowską, której celem są władze brytyjskie. Inna grupa oficerów wywiadu zajmuje się zbieraniem informacji komercyjnych i przemysłowych mających pomóc rosyjskim firmom rywalizującym z Brytyjczykami. Coraz więcej oficerów SWR koncentruje się na infiltracji rosnącej społeczności emigracji rosyjskiej.

Zaniepokojone brytyjskie służby opracowały niezwykle obszerny, specjalny raport (dla komisji parlamentarnej monitorującej pracę służb) na temat rosyjskich operacji w Londynie. Zwrócono tu szczególną uwagę na aspekt ekonomiczny – legalizowanie środków pieniężnych, ale także na plasowanie spółek prowadzących działalność na rzecz wywiadu rosyjskiego. Problem w tym, że MI5 nie jest w stanie skutecznie obserwować zarówno personelu ambasady Rosji jak i rosyjskich emigrantów. Po 11 września 2001 priorytetem jest walka z islamskim terroryzmem, na klasyczny kontrwywiad przeznacza się zaledwie 4 proc. budżetu służby. A o powtórce Operacji Foot (1971) można tylko pomarzyć. Nie radzący sobie z rosnącą liczbą szpiegów-dyplomatów Brytyjczycy wydalili za jednym zamachem 105 oficerów KGB i GRU.

KANADA

22 kwietnia Rosja postanowiła wydalić z kraju 1. sekretarza ambasady Kanady w Moskwie. To był „odwet” za wydanie 2 tygodnie wcześniej nakazu opuszczenia Kanady rosyjskiemu attache wojskowego. Kanadyjskie media informowały 8 kwietnia, że władze w Ottawie „po cichu” zmusiły do opuszczenia kraju rosyjskiego attache wojskowego, płk. Jurija Bezlera. Ale Kanada wciąż jeszcze nie otrząsnęła się z szoku z 2012 r. Aresztowano wówczas oficera elitarnej jednostki marynarki wojennej, który przekazywał tajne informacje Rosjanom.

USA

W ciągu ostatnich czterech lat samo tylko FBI schwytało ponad 20 szpiegów. Mimo że wcześniej Obama zarzucił duże projekty kontrwywiadowcze zainicjowane za czasów Clintona i rozwinięte za Busha. Niemal zupełnie zaniechano aresztowań i procesów szpiegów. Ten brak zainteresowania najwyraźniej było widać w 2010 r., gdy zatrzymano 10 agentów SWR. Zamiast przeprowadzić gruntowne śledztwo dotyczące wszystkich operacji rosyjskiego wywiadu w Ameryce, administracja Obamy szybko wypuściła szpiegów do Rosji.

Najbardziej atrakcyjnym celem są jednak uczelnie amerykańskie, a rosyjscy szpiedzy udający studentów i naukowców usiłują tam werbować informatorów oraz kraść rządowe tajemnice i nowe technologie. Od 2008 roku działa – założona przez MSZ – państwowa agencja mająca bronić interesów rosyjskich zwłaszcza w byłym ZSRR – a konkretnie zajmuje się współpracą z „rodakami żyjącymi za granicą” (Rossotrudniczestwo). W październiku 2013 FBI przepytywało obywateli USA, którzy przyjęli stypendia na pobyt w Rosji z biura Rossotrudniczestwa w Waszyngtonie w ramach śledztwa dotyczącego potencjalnej aktywności szpiegowskiej agencji. FBI otworzyło śledztwo ws. Jurija Zajcewa, szefa rządowego programu wymiany kulturalnej w Waszyngtonie, oskarżanego o próby rekrutacji młodych Amerykanów. Bostoński oddział FBI wysłało ostrzeżenia do amerykańskich firm sektora hi-tech korzystających z pieniędzy z Rosji oraz do MIT (Massachusetts Institute of Technology), partnera projektu „rosyjskiej Doliny Krzemowej”, czyli Skołkowa.

Czas gra na korzyść Zachodu

Po zakończeniu zimnej wojny sekcje „wschodnie” w zachodnich służbach specjalnych zostały wręcz zdziesiątkowane. Druga fala zmian osłabiająca kierunek rosyjski miała miejsce po zamachach 11 września. Najwyższy priorytet nadano wojnie z islamskim międzynarodowym terroryzmem. Znów w dużej mierze kosztem komórek zajmujących się Rosją. Dużo bardziej pożądani stali się ludzie ze znajomością języka urdu, niż weterani znający język Dostojewskiego i Puszkina. Bardziej poszukiwana stała się wiedza nt. plemiennych obyczajów w Pakistanie niż o specyfice czołgów made in Russia.

Same środowiska wywiadowcze ostrzegały przed nasileniem aktywności Rosji już od kilku lat. W 2010 r. brytyjski MI5 wydał komunikat, mówiący, że „zagrożenie ze strony rosyjskiego szpiegostwa pozostaje znaczące i przypomina podobne z czasów zimnej wojny”. Nie było jednak politycznej woli, aby wzmocnić osłonę kontrwywiadowczą. Teraz ona jest. Służby zachodnie na gwałt szukają analityków znających rosyjski. W kilku dużych europejskich agencjach wywiadowczych gwałtownie powiększane są ostatnio komórki organizacyjne zajmujące się “kierunkiem wschodnim”. Zachodnie służby muszą nadrabiać 20-letnie zaniedbania i odzyskać choć część pola utraconego po zakończeniu zimnej wojny.

Autor: Grzegorz Kuczyński / Źródło: tvn24.pl

Tagi:
Raporty: