Świat

"Operacja Mechaniczna Pomarańcza". Od kiedy Putin planował podbój Krymu?

Świat


Władimir Putin mówi, że do czasu wydarzeń na Majdanie nawet nie myślał o zajęciu Krymu. Trudno w to uwierzyć, podobnie jak w to, że działania operacyjne ruszyły dopiero po 23 lutego 2014. Od czasu oddania przez Nikitę Chruszczowa Krymu Ukrainie sowieckiej, żaden chcący się liczyć rosyjski polityk nie mógł nie popierać roszczeń do półwyspu. Choćby nieoficjalnie. Putin też myślał i planował aneksję. Czekał tylko na dobrą okazję.

Nikt nie spodziewał się aneksji Krymu. Ani Ukraińcy, i ci od Janukowycza, i ci z Majdanu, ani Zachód, ani inne republiki postsowieckie z Białorusią i Kazachstanem na czele.

Wszak podczas kilkunastu lat swoich rządów Władimir Putin wielokrotnie publicznie gwarantował nienaruszalność terytorium Ukrainy. Choćby 30 sierpnia 2008, gdy w jednym z telewizyjnych wywiadów - pytany przez dziennikarza - zapewnił, że nie ma mowy o jakichkolwiek zakusach Rosji na Krym.

Blefował zresztą niemal do końca - 4 marca 2014, gdy Rosjanie panowali już faktycznie nad półwyspem - powiedział dziennikarzom, że opcja anektowania Krymu "nie jest rozważana".

Krymskie kłamstwo Putina

Kreml zawsze ma kilka planów w różnych sprawach, które mogą leżeć latami. Ale gdy pojawiają się określone okoliczności, Putin każe wprowadzić jeden z planów w życie. Andriej Sołdatow

Z rosyjskiego filmu dokumentalnego o aneksji Krymu wynika, że decyzja zapadła we wczesnych godzinach porannych 23 lutego. Co prawda Putin wspomina, że powiedział iż "jesteśmy zmuszeni zacząć pracę nad przywróceniem Krymu do Rosji", co sugeruje, że nie było takich planów wcześniej, ale wiele wskazuje na to, że plany były gotowe, a Putin dał tylko sygnał do ich uruchomienia.

Niezależny ekspert ds. służb specjalnych Andriej Sołdatow mówił "The Moscow Times" w marcu 2014: - Kreml zawsze ma kilka planów w różnych sprawach, które mogą leżeć latami. Ale gdy pojawiają się określone okoliczności, Putin każe wprowadzić jeden z planów w życie. Więc operacja krymska mogła być przygotowana dawno temu, tylko decyzja została podjęta bardzo szybko.

Pomijając kwestie planów, sama operacja też zaczęła się wcześniej, niż mówi Putin. Medale za wkład w "przywrócenie Krymu Rosji"przyznawane były za okres od 20 lutego do 18 marca 2014. Zresztą już w pierwszej połowie lutego na Krymie dwa razy gościł Władisław Surkow, architekt polityki rosyjskiej wobec kryzysu ukraińskiego.

Jeszcze wcześniej, bo tuż po tym, jak zaczęły się pierwsze demonstracje w Kijowie, przewodniczący krymskiego parlamentu Władimir Konstantinow zaczął nadzwyczaj często jeździć do Moskwy. Po jednej z takich podróży kazał prawnikom parlamentu zebrać wszelką dokumentację dotyczącą przyłączenia Krymu do Ukrainy w 1954 r. Od tamtej pory zaczął otwarcie mówić o zbliżeniu do Rosji i dystansować się od Janukowycza. 30 stycznia w Moskwie w wywiadzie dla rosyjskiej telewizji mówił o "neonazistowskim wirusie rozszerzającym się na cały kraj". 20 lutego spotkał się z liderami Dumy i prosił o ochronę Moskwy dla Krymu. Otwarcie opowiedział się przeciwko władzom w Kijowie, a po stronie secesji i dołączenia do Rosji 27 lutego.

"Ta wojna to nie przypadek"

Ta wojna to nie przypadek; to nie coś takiego, co się zdarza nagle, bo pan Putin "został wciągnięty" na Ukrainę, jak niektórzy mówią, czy "został zmuszony do wzięcia Krymu". Nie. Ta wojna została starannie zaplanowana i przygotowana przez wiele lat. Andriej Iłłarionow

- Rosjanie postrzegali władzę Janukowycza jako marionetkowy reżim, który spełniał wszystkie ich oczekiwania, ale i tak zaczęli z wyprzedzeniem przygotowania do okupacji Krymu – tak mówił w czerwcu 2014 r. Ołeksandr Turczynow, p.o. prezydenta po upadku Janukowycza. Wspominał, że poprzednia władza ignorowała m.in. raporty wywiadu o tym, że w drugiej połowie 2013 r. liczba lotów rosyjskich samolotów wojskowych w pobliżu granicy Ukrainy podwoiła się.

Były minister obrony Ukrainy Mychajło Kowal mówił z kolei, że "rosyjski Sztab Generalny zaczął przygotowania do operacji krymskiej i donbaskiej co najmniej osiem lat temu".

Także Andriej Iłłarionow przekonywał, że "ta wojna to nie przypadek; to nie coś takiego, co się zdarza nagle, bo pan Putin 'został wciągnięty' na Ukrainę, jak niektórzy mówią, czy 'został zmuszony do wzięcia Krymu'. Nie. Ta wojna została starannie zaplanowana i przygotowana przez wiele lat". Według byłego doradcy Putina (w latach 2000-2005), plany gotowości bojowej do pełnej agresji na Ukrainę zaczęły powstawać w 2003 r., a plan militarnego rozwiązania "kwestii ukraińskiej" został przyjęty pod koniec 2004 roku, gdy ówczesny prezydent Ukrainy Leonid Kuczma odmówił zdławienia siłą "pomarańczowej rewolucji" i w efekcie wybory wygrał Wiktor Juszczenko.

Operacja Mechaniczna Pomarańcza

Od tamtej pory rosyjskie koncepcje strategiczne, jeśli chodzi o prowadzenie wojny z Ukrainą ewoluowały, coraz bardziej przyjmując kształt, którego realizację widać od roku.

Na przykład w kwietniu 2008 jedno z rosyjskich pism opublikowało artykuł o proponowanym scenariuszu kampanii wojennej ("Operacja Mechaniczna Pomarańcza"), w którym przewiduje się możliwość użycia broni atomowej przeciwko ukraińskim wojskom. Na rosyjskim rynku wychodziły też inne książki opisujące przyszłą wojnę z Kijowem, m.in.: "Pole bitewne Ukraina: Złamany tryzub", "Wojny rusko-ukraińskie", "Wojna 2010: Front Ukraiński, Czerwone Gwiazdy nad Majdanem" itd.

Wszystkie te scenariusze łączyło kilka wspólnych elementów: w Kijowie władzę przejmują "faszyści", wybucha wojna domowa, Moskwa wyciąga "pomocną dłoń" do prorosyjskich rebeliantów walczących o tzw. Noworosję. Co ciekawe, część autorów tych opracowań pochodzi z Donbasu, a np. Fiedor Bieriezin, autor książki "Wojna 2010: Front Ukraiński, Czerwone Gwiazdy nad Majdanem" był potem "wiceministrem obrony" tzw. Donieckiej Republiki Ludowej - od czerwca do listopada 2014.

Podczas gdy tęgie mózgi w Moskwie rozrysowywały scenariusze militarnego zmiażdżenia "Małorosji" (jak protekcjonalnie mawiają w Rosji o Ukrainie), a generałowie szykowali plany, równie ważne przygotowania do aneksji toczyły się na samym Krymie.

Piąta kolumna

Przejmując stery rządu, Władimir Aksjonow miał za sobą ok. 2-3 tys. bojówkarzy i aktywistów kilku radykalnych prorosyjskich organizacji. Jego partia Rosyjska Jedność miała tylko 3 deputowanych w Radzie Najwyższej. Ale ważniejsza była "reprezentacja" na ulicy.

Choćby Związek Krymskich Kozaków "Krymski Front" (KKS). Kozacy tylko z nazwy – głównie emerytowani sowieccy i rosyjscy wojskowi. Bo Kozaków na Krymie historycznie rzecz biorąc, nie było. No chyba że w charakterze tatarskiego jasyru. Jeszcze w 2006 r. amerykańska ambasada w Kijowie, w depeszy ujawnionej w Wikileaks, wskazywała właśnie na krymskich Kozaków jako na najbardziej niebezpieczną prorosyjską organizację na półwyspie. Do kozackiego związku należało wielu pracowników agencji ochrony, ale też funkcjonariuszy SBU i milicji.

Największą promoskiewską organizacją pozarządową od lat była Rosyjska Społeczność Krymu (ROK). Szefowie ROK, z Siergiejem Cekowem na czele, nigdy nie zaprzeczali, że są finansowani przez państwo rosyjskie – za pośrednictwem organizacji Rosyjski Świat, wzorowanej w pewnej mierze na British Council, ale będącej de facto ekspozyturą rosyjskiego wywiadu.

Pod osłoną finansową ROK skupia się większość rosyjskich organizacji (m.in. Kozacy) i partii, z tą najsilniejszą na czele, czyli Rosyjską Jednością.

Bardzo aktywne i najbardziej radykalne były jednak organizacje młodzieżowe. Proryw (Przełom) powstał w Naddniestrzu. O jego krymskiej komórce stało się głośno w styczniu 2006, gdy aktywiści zorganizowali symboliczne przejście graniczne między Krymem a resztą Ukrainy. Pierwszy szef krymskiego Prorywu został wydalony z Ukrainy w czerwcu 2006, a organizacja ucichła. Ale pod koniec tego samego roku na Krymie pojawił się Euroazjatycki Związek Młodzieży – wyznający ideologię sformułowaną przez Aleksandra Dugina, obecny nie tylko we wszystkich republikach postsowieckich, ale mający też sympatyków choćby w Polsce. Z pomniejszych separatystycznych organizacji należy jeszcze wymienić Ludowy Ruch Wyzwolenia i Związek Taurydy (taką nazwę nosił w czasach carskich okręg administracyjny obejmujący Krym).

Do tego trzeba dodać oficerów służb specjalnych i wojskowych z Floty Czarnomorskiej, przebranych w cywilne ubrania. Od lat ukraiński kontrwywiad alarmował, że podczas protestów mieszkańców Krymu przeciwko wspólnym ćwiczeniom z udziałem NATO lub przeciwko wizyt okrętów NATO, prowodyrami i w dużej części uczestnikami byli przebrani rosyjscy żołnierze.

Separatyzm

Rosyjska propaganda zawsze podkreślała rzekomą naturalną przynależność Krymu do Rosji. Pomijając nawet kwestie historyczne - wszak Rosjanie postawili tam nogę dopiero pod koniec XVIII w. - i etniczne - wszak rdzenna ludność to Tatarzy - ważne jest, by pamiętać nawet o historii najnowszej. Bo ta też nie jest taka jednoznaczna.

Blisko 70 proc. krymskich Rosjan to goście – oni sami lub ich rodzice i dziadkowie przybyli na półwysep dopiero po 1944 r. Przyjeżdżali z Rosji i najmocniej rusyfikowanej wschodniej Ukrainy. Zajmowali domy opuszczone przez wysiedlonych przez Stalina Tatarów. Z Ukrainą czuli niewielką więź.

Od 1990 r. poczynając, stanęli w obliczu powracającej, dynamicznej, dobrze politycznie zorganizowanej i wykształconej społeczności Tatarów. Do konfliktów "o ziemię" doszły rosnące tendencje irredentystyczne wśród lokalnych rosyjskich elit.

Prorosyjskie siły na Krymie, działając za pieniądze i rozkazy z Moskwy, systematycznie próbują podsycać społeczne napięcia na Krymie. Czynią to, cynicznie rozdmuchując etniczny rosyjski szowinizm przeciwko krymskim Tatarom i etnicznym Ukraińcom, manipulując kwestiami takimi jak status języka rosyjskiego, NATO i rzekome zagrożenie tatarskie dla "Słowian". Chodzi im o destabilizację Krymu, osłabienie Ukrainy i zatrzymanie ruchu Ukrainy na zachód, ku instytucjom takim, jak NATO i UE. ambasada USA w Kijowie, 2006

Leonid Kuczma rozprawił się z narastającym buntem, po prostu likwidując stanowisko prezydenta Autonomii i drastycznie ograniczając autonomię. Po likwidacji separatystycznego zagrożenia (1994-1995) oraz rozgromieniu potężnych struktur kryminalnych (1997-1998), Krym aż do "pomarańczowej rewolucji" cieszył się stosunkowym spokojem, opartym na kompromisie lokalnych rosyjskich elit, Tatarów oraz władz w Kijowie.

Sytuacja zmieniła się po wygranej "pomarańczowej rewolucji". Reakcja krymskich Rosjan na wydarzenia z końca 2004 r. była przedsmakiem tego, co się wydarzyło dekadę później.

W depeszy z 7 grudnia 2006, pod tytułem "Rosyjski czynnik na Krymie – miękkie podbrzusze Ukrainy?", ambasada USA w Kijowie pisała, że "prorosyjskie siły na Krymie, działając za pieniądze i rozkazy z Moskwy, systematycznie próbują podsycać społeczne napięcia na Krymie. Czynią to, cynicznie rozdmuchując etniczny rosyjski szowinizm przeciwko krymskim Tatarom i etnicznym Ukraińcom, manipulując kwestiami takimi jak status języka rosyjskiego, NATO i rzekome zagrożenie tatarskie dla 'Słowian'. Chodzi im o destabilizację Krymu, osłabienie Ukrainy i zatrzymanie ruchu Ukrainy na zachód, ku instytucjom takim, jak NATO i UE".

Kijów vs. Moskwa

Rosja utrwalała swoje wpływy poprzez aktywność Floty Czarnomorskiej i jej wywiadu, regularne wizyty rosyjskich polityków, aktywność medialną oraz pomoc finansową i organizacyjną, m.in. za pośrednictwem takich fundacji jak Fundacja Moskwa-Krym czy Fundacja Moskwa-Sewastopol.

Za prezydentury Juszczenki podjęto próby walki z rosyjskimi wpływami. W październiku 2006 wydał on dekret, w którym jeden z paragrafów mówił, że SBU i wywiad mają dwa miesiące na zanalizowanie "skuteczności wywiadowczych, kontrwywiadowczych i operacyjnych środków w celu identyfikacji, prewencji i powstrzymania wywiadowczych i innych wywrotowych działań na Krymie podejmowanych przez obce służby specjalne, państwowe i pozarządowe organizacje".

Przykładem skuteczności zaostrzenia kursu była sprawa Frontu Ludowego Sewastopol-Krym-Rosja. Został założony w 2005 r. przez 12 rosyjskich organizacji. W swoim logo umieścił flagi Rosji i floty rosyjskiej skrzyżowane na sylwetce symferopolskiego pomnika na cześć aneksji Krymu przez Rosję w 1783. Zaś lider Frontu, Walerij Podjaczy zasłynął m.in. z pomysłu, żeby Ukraina oddała półwysep Rosji w zamian za umorzenie długów. W końcu SBU uznała Front za zagrożenie dla integralności terytorialnej państwa – w styczniu 2009 został zdelegalizowany, a jego lider zbiegł do Rosji.

Ale rok później prezydentem został Janukowycz. Jego rządy to zielone światło dla prorosyjskich aktywistów na Krymie, którzy działać mogli właściwie bezkarnie. Na półwysep wróciła FSB, wywiad rosyjski przestał być w ogóle nękany przez Ukraińców (umowa z maja 2010 r.). Partia Janukowycza rządziła półwyspem w koalicji z miejscowymi Rosjanami, a lokalna SBU i milicja zostały całkowicie opanowane przez wrogów zachodniego kursu Ukrainy.

Zaś przedłużona przez Janukowycza umowa dzierżawy baz krymskich Flocie Czarnomorskiej oznaczała, że Rosja może mieć na półwyspie nawet aż 26 tys. żołnierzy. Jednak po wieloletniej pełzającej aneksji Krymu, nie trzeba było nawet używać pełni tego militarnego potencjału, aby szybko zająć półwysep.

[object Object]
Jacek Czaputowicz o szczycie czwórki normandzkiej w Paryżutvn24
wideo 2/23

Autor: Grzegorz Kuczyński / Źródło: tvn24.pl, The Moscow Times, Jamestown Foundation

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości