Świat

Turcja informowała USA o nalotach w Syrii. "Ostrzegli nas, że zamierzają to zrobić"

Świat


Stany Zjednoczone wezwały Turcję - swego sojusznika w NATO - do "zachowania umiaru" i ograniczenia operacji militarnych w północno-zachodniej Syrii, gdzie siły tureckie atakują popieraną przez USA milicję kurdyjską. Działania potępiło ministerstwo spraw zagranicznych Iranu, ostrzegając, że operacja może być na rękę "grupom terrorystycznym".

W niedzielę Turcja przeprowadziła nalot na 45 celów w kontrolowanym przez Kurdów rejonie Afrin. Samoloty zbombardowały kryjówki bojowników kurdyjskich oraz składy broni i amunicji należące do kurdyjskiej milicji YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony). Ofensywa, której nadano kryptonim "Gałązka oliwna", ma na celu ochronę granic Turcji, "zneutralizowanie" kurdyjskich bojowników w tej enklawie i uwolnienie tamtejszej ludności od "ucisku i opresji" - informowało w sobotę tureckie siły zbrojne.

USA wiedziały

Szef Pentagonu James Mattis przyznał, że Stany Zjednoczone były informowane o ataku. - Zanim wystartowały ich samoloty ostrzegli nas, że zamierzają to zrobić, w konsultacji z nami. A teraz pracujemy nad tym, co dalej - cytowała Mattisa agencja Reuters.

Amerykański minister obrony zapewnił, że operacje tureckie w Syrii nie stwarzają obecnie ryzyka dla sił USA. Jednocześnie wezwano Turcję do "zachowania umiaru" i ograniczenia operacji militarnych w północno-zachodniej Syrii.

Oświadczenie w tej sprawie wydała rzeczniczka Departamentu Stanu Heather Nauert. "Wzywamy Turcję do zachowania umiaru i zapewnienia, że jej operacje militarne będą ograniczone w skali i czasie" - podkreśliła. Wezwała też stronę turecką do unikania ofiar wśród ludności cywilnej. Zapewniła zarazem, że Waszyngton rozumie słuszne obawy Ankary o bezpieczeństwo. Także Mattis mówił o "uzasadnionych obawach Turcji o bezpieczeństwo". Jednocześnie podkreślił jednak, że Kurdowie i inni wspierani przez USA bojownicy w Syrii "udowodnili swą skuteczność" w walce z dżihadystami z Państwa Islamskiego (IS).

Iran przestrzega

Turecką ofensywę przeciwko Kurdom potępił Iran. Tamtejsze ministerstwo spraw zagranicznych ostrzegło, że operacja może być na rękę "grupom terrorystycznym". "Iran ma nadzieję, że ta operacja zakończy się niezwłocznie" - oświadczył rzecznik ministerstwa Bahram Kasemi, przestrzegając przed pogłębianiem kryzysu na pograniczu syryjsko-tureckim. "Przeciągający się kryzys w Afrinie może być zachętą (...) dla grup terrorystycznych w północnej Syrii" - dodano.

Protestowali na ulicach

Turecka policja zatrzymała w niedzielę w Stambule co najmniej 12 osób protestujących przeciwko operacji w Afrin. W Ankarze funkcjonariusze musieli użyć gazu pieprzowego, by rozpędzić demonstrantów. Nie podano ile osób uczestniczyło w manifestacjach.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan ostrzegł wcześniej w niedzielę, że protestujący przeciwko operacji w Afrinie "zapłacą wysoką cenę". - Zniszczymy wszystkich, kto sprzeciwi się naszej narodowej walce - mówił. Musicie wiedzieć, że jeśli wyjdziecie na ulice, będą wam towarzyszyć nasze siły bezpieczeństwa - dodał.

Chce rozbić BSF

Rząd w Ankarze postrzega kurdyjską milicję YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony) jako syryjskie ramię zdelegalizowanej w Turcji Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), która zarówno przez tureckie, jak i amerykańskie władze uważana jest za ugrupowanie terrorystyczne. Jednak YPG kieruje arabsko-kurdyjską koalicją o nazwie Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), która była dotychczas głównym sojusznikiem koalicji pod wodzą USA w wojnie z dżihadystami z Państwa Islamskiego (IS) w Syrii. Turecka operacja przeciwko Kurdom w północno-zachodniej Syrii rozpoczęła się wkrótce po tym, kiedy Erdogan wezwał NATO do przeciwstawienia się planowanemu przez USA utworzeniu w Syrii Sił Bezpieczeństwa Granicznego (BSF) dowodzonych przez Kurdów.

"Odeprzemy tę agresję"

Erdogan zarzucił Stanom Zjednoczonym tworzenie "armii terroru" w Syrii wzdłuż granicy z Turcją i zapowiedział rozbicie wspieranych przez USA Sił Bezpieczeństwa Granicznego.

Kurdyjska milicja YPG powiadomiła, że wyniku nalotów zginęło sześciu cywilów i trzech bojowników. Trzynaście osób zostało rannych. Ogłoszono, że ataki nie pozostawiają jej innego wyboru niż walka. Odeprzemy tę agresję, tak jak odparliśmy inne takie napaści na nasze wsie i miasta- poinfornowano.

Autor: TG/AG / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: