Świat

Ranni policjanci i cywile, spalone bezcenne archiwa. Gorąco w Sarajewie, Zenicy, Mostarze

Świat


W Sarajewie aż 60 rannych policjantów i spalona część bezcennych dokumentów archiwów państwowych, w Zenicy ponad 50 rannych, a w Mostarze zdewastowane biura kilku partii politycznych. To tylko częściowy bilans ulicznych walk i protestów, jakie w piątek rozlały się na całą Bośnię i Hercegowinę w związku z - jak mówi część demonstrujących - tragiczną sytuacją w kraju, o którą wini się urzędników.

Protesty rozpoczęły się w czwartek w Tuzli na północy kraju i piątek przeniosły się do kilkudziesięciu innych miast Bośni i Hercegowiny, m.in. Sarajewa, Bihacza, Zenicy i Mostaru.

Sarajewo: spłonęły bezcenne archiwa

Najtrudniejsza sytuacja panowała w piątek w Sarajewie oraz Mostarze na południowym-zachodzie kraju, niedaleko granicy z Chorwacją. W stolicy zamieszki wygasły dopiero około godz. 22. W ich wyniku, jak podał stołeczny ratusz, rannych zostało 60 policjantów, w tym czterech ciężko; przebywają oni w tej chwili w szpitalu. Poza tym - stwierdziły władze miejskie - liczenie strat i podsumowywanie tego, ile kosztowały zajścia zacznie się od sobotniego poranka.

Po bardzo niespokojnym dniu, późnym wieczorem jeździły już tymczasem tramwaje, a centrum miasta wyglądało tak, "jakby nic się nie stało". Radio Sarajewo poinformowało jednak, że część ludzi najwyraźniej postanowiła zostać w domach, bo - inaczej niż ma to miejsce w każdy jeden piątkowy wieczór - centrum miasta wyglądało spokojnie.

W Sarajewie spłonęła jednak część archiwów Bośni i Hercegowiny. W wyniku pożaru, do jakiego doszło na jednym z pięter po wrzuceniu tam przez protestujących koktajli Mołotowa, ogień strawił większą część zbiorów dokumentów z czasów obecności w Bośni władz austro-węgierskich (od 1878 r. do I wojny światowej - red.), a także z okresu międzywojnia. - Dokumenty, które utraciliśmy są bezcenne - powiedział przedstawiciel Archiwów Państwowych Bośni i Hercegowiny.

Gaz łzawiący w Mostarze

Na ulicach Mostaru walka policji z protestującymi trwała tymczasem od wczesnego popołudnia do wieczora. Tam zaatakowanych zostało kilka urzędów miejskich i w większości z nich doszło co najmniej do wybicia szyb. W szczytowym momencie starć policja musiała sobie radzić z tłumem liczącym ponad tysiąc osób. W końcu, przed godz. 20 zapadła decyzja o użyciu przeciwko demonstrantom gazu łzawiącego. Dopiero wtedy udało się uspokoić sytuację w mieście. Wtedy też policja zaczęła łapać na ulicach poszczególne osoby. Nie wiadomo, ile z nich trafiło do aresztu.

W ciągu dnia w mieście zostały też zdewastowane biura kilku najważniejszych partii politycznych.

Z kolei w centrum 130-tysięcznej Zenicy, położonej na północ od Sarajewa, w starciach z policją wokół budynków administracji rządowej rannych zostało ponad 50 osób, w tym 23 policjantów.

MSZ uczula Polaków

Polacy planujący w najbliższych dniach pobyt w Bośni i Hercegowinie powinni zachować szczególną ostrożność oraz unikać udziału w zgromadzeniach publicznych - ostrzegło w piątek w związku z protestami polskie MSZ.

"W związku z eskalacją protestów społecznych - wielotysięczne manifestacje, starcia z policją, niszczenie mienia publicznego, itp. - m. in. w Tuzli i Sarajewie oraz innych aglomeracjach miejskich, Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaleca obywatelom polskim planującym w najbliższych dniach pobyt w Bośni i Hercegowinie zachowanie szczególnej ostrożności oraz unikanie udziału w zgromadzeniach publicznych" - napisano komunikacie resortu.

Bośnia: kraj urzędników

Uczestnicy gwałtownych demonstracji oskarżają lokalne władze administracyjne o nepotyzm i korupcję, które miały się przyczynić do zamknięcia lub upadku przez lata 80 proc. sprywatyzowanych zakładów.

Bośnia i Hercegowina mająca najbardziej zbiurokratyzowany aparat władzy w całej Europie, podzielona jest na dwie części - federację chorwacko-muzułmańską i Republikę Serbską - od prawie 20 lat po zakończeniu wojny w byłej Jugosławii, jest trawiona konfliktami politycznymi przekładającymi się na fatalną kondycję gospodarki. Bez pracy jest prawie 30 proc. obywateli Bośni, a wśród najmłodszych ten poziom osiąga aż 50 proc.

Paraliż prac samorządów i poszczególnych resortów wynika w dużej mierze z unijnej polityki dzielenia obowiązków sprawowania władzy pomiędzy Chorwatów, muzułmanów i Serbów. Przez to zmieniają się oni na wielu stanowiskach rotacyjnie w okresach kilkumiesięcznych lub 1- i 2-letnich, co doprowadza do ciągłego uczenia się przepisów na nowo przez rozpoczynających pracę na stanowiskach urzędników. Za każdym razem weryfikują też oni podjęte przez poprzedników decyzje, co prowadzi do wspomnianego paraliżu działań.

Dodatkowo na poziomie centralnym Bośnia i Hercegowina nie prowadzi jednolitej polityki gospodarczej i ma problemy z handlem z zagranicą, ponieważ wielką autonomię w jej ramach ma Republika Serbska konsekwentnie dążąca od lat do oderwania się od tego kraju. W wielu przypadkach autonomiczny rząd w Banja Luce nie uznaje decyzji podejmowanych w Sarajewie.

Obecny podział polityczny oraz kształt funkcjonowania urzędów w kraju to wynik europejskiej polityki od momentu podpisania porozumienia pokojowego w Dayton w 1995 r., które kończyło wojnę w Bośni.

Choć od lat mówi się o potrzebie znalezienia dla BiH wyjścia z sytuacji, w której jego mieszkańcy realnie z roku na rok biednieją, europejska opinia publiczna i politycy konsekwentnie unikają rozmów na temat przyszłości tej części Bałkanów.

Autor: adso//kdj/kwoj / Źródło: Radio Sarajewo, Dnevni Avaz, tvn24.pl

Tagi:
Raporty: