Świat

Przewrót w Egipcie cieszy arabskich monarchów

Świat

Przewrót w Egipcie oznacza polityczną wygraną dla bliskowschodnich monarchiiReuters
wideo 2/21

Przewrót w Egipcie oznacza polityczną wygraną dla bliskowschodnich monarchii, które widziały zagrożenie w rządzącym tam dotąd Bractwie Muzułmańskim - ocenia Jonathan Eyal z ośrodka badawczego RUSI (Royal United Services Institute).

Ekspert argumentuje, że bliskowschodnie monarchie, zwłaszcza Arabia Saudyjska i Jordania, odnosiły się do islamistycznego prezydenta Mohammeda Mursiego równie podejrzliwie, jak do rządzącego Egiptem w latach 1952-70 Gamala Abdela Nasera, który obalił króla Faruka I, a w polityce zagranicznej lansował idee arabskiej jedności i arabskiego socjalizmu. - W latach 50. i 60. Jordania i szejkanaty Zatoki Perskiej polegały na brytyjskim parasolu bezpieczeństwa, którego teraz nie ma. Stąd zachodziła obawa, że w odróżnieniu od naserowskiego "przebudzenia", które zmiotło trzy monarchie (w Egipcie, Iraku i Jemenie), Bractwo może pójść dalej, samo pojęcie monarchii na Bliskim Wschodzie czyniąc równie archaicznym, co Brontosaurus Rex - wyjaśnia Eyal.

Z radykałami

Jedyną bliskowschodnią monarchią, która nie okazała radości z przewrotu w Egipcie jest Katar, który pomagał finansowo Bractwu Muzułmańskiemu jeszcze zanim Mursi doszedł do władzy, a następnie wspierał jego rząd widząc w tym sposób na zwiększenie swoich politycznych wpływów w regionie. Zdaniem Eyala Katar obrał politykę wspierania radykalnych sił dążących do politycznej zmiany na Bliskim Wschodzie przy równoczesnym wykluczeniu reform politycznych u siebie i na dłuższą metę, mimo porażek tej polityki w Libii, Syrii i Egipcie, taka kalkulacja może mu się długofalowo opłacić. Mniejsze pole do manewru ma palestyńskie ugrupowanie Hamas: nie ma niczego do zaoferowania nowym władzom w Egipcie i jest blisko kojarzone z Bractwem Muzułmańskim. Egipskie władze wojskowe przystąpiły już do demontażu tuneli między Egiptem a Strefą Gazy, ponieważ nie chcą, by Hamas wciągnął je w konflikt z Izraelem i oskarżają to ugrupowanie o dostarczanie broni Bractwu Muzułmańskiemu i Beduinom na Synaju.

Radykalizacja

Z obawy przed destabilizacją Egiptu odsunięcia Mursiego żałuje Izrael pamiętając, iż dotychczasowy prezydent nie zgodził się na uchylenie egipsko-izraelskiego układu pokojowego i generalnie tłumił antyizraelską retorykę Bractwa. Izrael obawia się, że w razie powstania politycznej próżni radykalne ugrupowania islamskie mogą wznowić ataki na państwo żydowskie z terenu Strefy Gazy lub Synaju. Reakcja Iranu jest w ocenie Eyala dwuznaczna. Kraj ten poparł społeczny ruch, który w 2011 roku obalił prezydenta Hosniego Mubaraka, w czym widział przejaw inspirowanego swoim przykładem nowego islamskiego przebudzenia, a po ubiegłorocznym wyborczym zwycięstwie Mursiego zabiegał o poprawę stosunków z Egiptem. Obecnie Teheran zajmuje postawę wyczekującą. Wprawdzie stracił w Mursim partnera, ale z drugiej strony liczy, że wewnętrzne problemy Egiptu odwrócą uwagę od Syrii i wzmocnią szansę przetrwania tamtejszego reżimu prezydenta Baszara el-Asada.

Sprawy wewnętrzne

Zdaniem Eyala najważniejsze pytanie sprowadza się do tego, czy i w jakim zakresie państwa ościenne zaangażują się w sprawy wewnętrzne Egiptu, by pchnąć je w pożądanym przez siebie kierunku. Według niego zaangażowanie Kataru nie wchodzi w grę. Izrael czeka na rozwój wydarzeń, wobec Hamasu i Iranu nie ma jasności, a Arabia Saudyjska, która wcześniej kusiła Mursiego pieniędzmi, by skłonić Bractwo Muzułmańskie do umiaru, ma obecnie szansę wywiązania się ze swych obietnic i wesprzeć finansowo nowy rząd w Kairze - konkluduje Eyal.

Autor: mn//gak / Źródło: PAP

Raporty: