"Sueddeutsche Zeitung" przypomina, że J. D. Vance wygłosił w zeszłym roku na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa ostre przemówienie, którego nikt się nie spodziewał i które "zachwiało wszystkim". Wiceprezydent USA zarzucał rządom państw europejskich, że boją się swoich obywateli i stosują cenzurę oraz represje wobec nielubianych opinii i politycznej opozycji. Twierdził, że USA nie zależy na obronie takiej Europy.
"To było jak rozwód", ale też "pierwszy z wielu afrontów" - ocenia teraz niemiecki dziennik.
Jak dodaje, w przeciwieństwie do Vance'a Marco Rubio jest "tradycyjnym republikaninem" - bardzo konserwatywnym i uważanym za jastrzębia w polityce zagranicznej, ale nie ideologiem ani ikoną ruchu MAGA [Make America Great Again - red.].
Na wieść, że to sekretarz stanu będzie szefem amerykańskiej delegacji na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, Europa zareagowała ulgą, bo oto prezydent Donald "Trump wysyła tego rozsądnego", ale też niepokojem, czy niższa ranga wysłannika nie oznacza, że USA nie interesują się Europą - podkreśla gazeta.
Jak inaczej miałby się zachować Rubio?
Miłe wrażenie po przemówieniu Rubio i odmalowanej przez niego wizji wspólnoty historycznej, kulturowej i religijnej USA i Europy - pozytywnie zaskakujące europejskie kraje przez kontrast z konfrontacyjnym wystąpieniem Vance'a - szybko ustąpiło jednak miejsca konstatacji, że zasadnicze przesłanie, choć przekazane łagodniej niż wcześniej zrobił to Vance, zasadniczo również odzwierciedla agendę Trumpa. Według dziennika było zbyt miłe, by mogło być prawdziwe.
"Jak inaczej [Rubio - red.] miałby się zachować? Na orbicie Trumpa decyzje podejmuje tylko Trump i Rubio przyswoił to sobie od razu. (...) Na początku kadencji być może uchodził za dobrego policjanta w rządzie (...), za możliwy czynnik korygujący. Ale od tego czasu narosły wątpliwości, czy rzeczywiście jest w stanie i chce wpływać w ten sposób na egomaniaka Trumpa, który z wielką radością gra złego policjanta" - pisze "SZ".
"A przecież można inaczej. Bez kulturowych wojenek, którymi Amerykanie wyprowadzają Europę z równowagi" - przekonuje gazeta.
Wystąpienie wiceszefa Pentagonu jako przykład
Jako przykład możliwego nowego podejścia podaje wystąpienie wiceszefa Pentagonu Elbridge'a Colby'ego w czwartek, na dzień przed początkiem MSC. Według dziennika przesłanie Colby'ego do Europy można streścić następująco: "Ameryce (...) zależy właściwie na jednym: nie ponosić już nadmiernych kosztów za bezpieczeństwo Europy. Sami zajmijcie się własną obroną konwencjonalną, (...) a my będziemy nadal trzymać nad wami parasol nuklearny i w razie potrzeby przyjdziemy wam z pomocą. Na artykuł 5. NATO [mówiący o zobowiązaniu sojuszników do kolektywnej obrony - red.] możecie się zdać bez ograniczeń".
Poparcie dla tak "klarownego i zrozumiałego podziału zadań w polityce bezpieczeństwa między USA i Europą" od miesięcy słychać także w rządzie Niemiec. Gdyby podobnie jak Colby wypowiedzieli się Trump lub Vance, "między Europą i Ameryką wszystko byłoby dobrze", ale oni "mówią coś zgoła innego" - konstatuje "Sueddeutsche Zeitung".
Opracowała Justyna Sochacka/akr
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/RONALD WITTEK Dostawca: PAP/EPA.