"Funkcjonariusz chwycił chłopaka i zrzucił go z mostu". Nagranie z protestów oburzyło Chilijczyków

TVN24 | Świat

Autor:
momo//rzw
Źródło:
Reuters, Guardian

W Chile trwają protesty przeciwko nierównościom społecznym oraz brutalności policji. W piątek biorący udział w demonstracji nastolatek został zepchnięty z mostu przez funkcjonariusza. Chłopak trafił do szpitala, jest w stanie stabilnym. Nagranie ze zdarzenia obiegło Chile, wzbudzając powszechne oburzenie. 

Do zdarzenia doszło podczas piątkowej demonstracji przeciwko prezydentowi Sebastianowi Pinerze, społecznym nierównościom oraz brutalności policji. Ludzie zebrali się na placu Italia w centrum Santiago. Karabinierzy użyli wobec około 100 manifestantów gazu łzawiącego oraz armatek wodnych. W trakcie starć z policją na pobliskim moście 16-letni uczestnik demonstracji spadł do rzeki Mapocho. Nim na miejsce przyjechała ekipa ratunkowa, na pomoc rzucili się uczestnicy manifestacji. Chłopak trafił do szpitala. Jak donosi brytyjski dziennik "Guardian", jego stan jest stabilny.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE >>>

"Funkcjonariusz chwycił chłopaka i zrzucił go z mostu"

Media społecznościowe obiegło nagranie, na którym widać, jak jeden z funkcjonariuszy wypycha młodego człowieka przez barierki. Inne ujęcia ukazują nieprzytomnego chłopaka leżącego w płytkiej wodzie, twarzą w dół. Wideo wzbudziło powszechne oburzenie w Chile i wywołało falę krytyki pod adresem policji.

- Kiedy inni demonstranci zaczęli uciekać zobaczyliśmy, jak funkcjonariusz chwycił chłopaka i zrzucił go z mostu - relacjonował świadek zdarzenia, cytowany przez "Guardiana". - Udało nam się sprowadzić dwie osoby z naszej grupy, by mu pomóc. Po ustabilizowaniu jego stanu strażacy zdołali wyciągnąć go z rzeki i zabrać do szpitala - dodał mężczyzna. 

Chilijski rzecznik praw dziecka poinformował w piątek na Twitterze, że planuje złożyć skargę przeciwko policji za "próbę zabójstwa". Prokuratura przekazała, że zamierza zająć się sprawą.

Oświadczenie w sprawie zdarzenia na moście wydał w sobotę rząd Chile. Poinformował, że zarządził w tej sprawie śledztwo, a na czas jego trwania funkcjonariusz biorący udział w incydencie zostanie odsunięty od obowiązków. "Rząd odrzuca i potępia wszelkie przejawy przemocy, niezależnie od ich pochodzenia i motywacji" - podkreślono w oświadczeniu.

"Niefortunny wypadek"

Policja broni się, przekonując, że zdarzenie na moście w Santiago było wypadkiem. W przemówieniu telewizyjnym rzecznik chilijskich karabinierów generał Enrique Monras stwierdził, że nastolatek "stracił równowagę i upadł" w trakcie próby zatrzymania. Nie wykluczył jednak pociągnięcia do odpowiedzialności funkcjonariuszy biorących udział w akcji przeciwko demonstrantom. Jak dodał, policja ma własne nagrania wideo, które są dowodem na jej niewinność. Nie powiedział jednak, co przedstawiają.

W sobotę na Twitterze policji podpułkownik Rodrigo Soto zaprzeczył, by funkcjonariusze złapali nastolatka za nogi lub że został zepchnięty z mostu przez policyjną armatkę wodną, "jak wymyślają świadkowie w mediach społecznościowych". "Ten niefortunny wypadek miał miejsce w trakcie zatrzymywania ludzi, którzy wywołali zamieszki" - dodał policjant. 

Protesty w Chile

Jak podaje Reuters, w piątek w Santiago protestowało około stu osób. W sobotę Chilijczycy znowu wyszli na ulice stolicy, tym razem liczniej, podburzeni piątkowymi wydarzeniami.

Tegoroczne demonstracje w Chile nie są tak duże jak przed rokiem, kiedy protestowano przeciwko podwyżkom cen biletów komunikacji miejskiej. Jak pisze agencja Reutera, rocznica protestów z 2019 roku, podczas których zginęło 31 osób, a tysiące zostało rannych i zatrzymanych, może ponownie wyzwolić falę społecznych niepokojów. Analitycy uważają, że manifestacje, które ustały w związku z pandemią COVID-19 mogą teraz wybuchnąć z nową mocą.

Pod koniec października ma odbyć się referendum nad nową konstytucją. Obecna ustawa zasadnicza pochodzi jeszcze z czasów chilijskiego dyktatora Augusto Pinocheta.

Autor:momo//rzw

Źródło: Reuters, Guardian