Protesty w Budapeszcie. "Orban dyktatorem, który ściąga Węgry w kierunku Moskwy"

TVN24


Kilka tysięcy ludzi przeszło ulicami Budapesztu w proteście przeciw rządom centroprawicowego premiera Węgier Viktora Orbana, zarzucając mu wyeliminowanie z życia publicznego podstawowych demokratycznych wartości.

Marsz w Budapeszcie zorganizowały dwie grupy na Facebooku, które w przeszłości zwoływały marsze przeciw planom wprowadzenia podatku od internetu i przeciw nacjonalizacji prywatnych funduszy emerytalnych. Przyłączyły się do nich lewicowe i liberalne partie opozycyjne.

"Na rzecz nowej republiki węgierskiej"

Organizatorzy namawiali do udziału w marszu, zwołanego pod hasłem "Na rzecz nowej republiki węgierskiej", w imię "wolności, obywatelskiej równości, równości w ponoszeniu ciężarów i niepodległości" - symboli republiki, które ich zdaniem zostały wyrugowane z życia publicznego przez Orbana i jego partię Fidesz. Na demonstracji, która według organizatorów zgromadziła 5-10 tys. ludzi, przemawiał m.in. Zoltan Kesz, popierany przez lewicę niezależny polityk, który w niedawnych wyborach uzupełniających do parlamentu pokonał kandydata Fideszu. Nazwał on Orbana dyktatorem, który "od początku" ściągał Węgry w kierunku Moskwy.

Demonstranci chcą zmian

Inicjatorzy niedzielnego protestu zapowiedzieli, że wystosują petycje w sprawie 19 inicjatyw referendalnych, które mają na celu "demontaż systemu" i rządu Orbana. Chodzi m.in. o walkę z korupcją i zmiany w gospodarce i oświacie, a także odtajnienie dokumentów dotyczących kluczowych inwestycji państwowych oraz o darmowe przejazdy autostradami i obwodnicami. Demonstracja odbyła się w dniu święta narodowego, upamiętniającego rewolucję węgierską z lat 1848-1849 przeciw absolutnym rządom Habsburgów. Podczas tego powstania Węgrzy domagali się m.in. wolności prasy i zniesienia cenzury, swobód obywatelskich i równouprawnienia wyznań religijnych, niezależnego od Wiednia rządu oraz wycofania z kraju obcych wojsk.

Autor: geb//rzw / Źródło: PAP