TVN24 | Świat

"Kazali podnieść ręce i rozstawić nogi. Jak ktoś krzyczał, że boli, to śmiali się i mówili, że mogą poprawić"

TVN24 | Świat

Autor:
Sylwia
Piestrzyńska
Źródło:
TVN24

Zbliża się druga miesięcznica oszukanych wyborów, ale Białorusini nie poddają się. Obywatele ciągle protestują przeciwko despocie, który nie chce oddać władzy. W niedzielę w stolicy, według niektórych doniesień, było ich nawet 100 tysięcy. Niestety, tak jak nie słabnie opór zwykłych ludzi, tak nie słabnie agresja służb. Materiał magazynu "Polska i Świat".

Białoruska milicja nie oszczędza nawet dzieci. 13-letnia dziewczyna, która stała z ojcem na ulicy w Grodnie, została potraktowana gazem łzawiącym i trafiła do aresztu. Milicja tłumaczyła, że to był przypadek, bo celem był ojciec.

W niedzielę Białorusini znów wyszli na ulice. W Mińsku około 100 tysięcy osób. Protestujący żądali uwolnienia więźniów politycznych. Przeszli przed areszt śledczy Akrescina, gdzie przebywa wielu zatrzymanych i gdzie pobity na śmierć miał zostać Denis Zuzniecow. Oficjalnie spadł z łóżka.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE

Mieszkaniec Mińska Stanisław też był w tym areszcie. Bito go przez kilka godzin, a na koniec wylano na niego farbę. - Wszystkich nas bili pałkami. To nie był jeden czy dwóch funkcjonariuszy. Było ich wielu. To nie było spotkanie z milicjantami. To byli bandyci – uważa Stanisław.

Młoda dziewczyna nie brała udziału w protestach, ale została zatrzymana, bo rozdawała bandaże rannym ludziom. Boi się pokazać twarz. W areszcie biła ją kobieta w mundurze. - Biła nas po głowie, kolanach, po szyi. Nic złego nie zrobiłam. Jest we mnie wielka złość. Wcześniej nie chodziłam na protesty, a teraz jestem na każdym. Nie chcę jechać do Polski, bo jesteśmy młodzi i na granicy wzięliby do wojska mojego chłopaka – mówi.

Protestujący gromadzą się w Mińsku
Protestujący gromadzą się w Mińsku TUT.by

"Jak ktoś krzyczał, że boli, to śmiali się i mówili, że mogą poprawić"

Schronienia szuka w Polsce coraz więcej Białorusinów. Między innymi Paweł, który został ranny tuż po wyborach. W szpitalu leżał trzy tygodnie. - Poszliśmy tylko na wybory, a oni do nas strzelali. Do tej pory się gotuję na samą myśl – podkreśla. - Miałem obite nerki. Pełno krwiaków. Byłem nieprzytomny – dodaje.

Powodem zatrzymania i pobicia może być wszystko. - Podeszło do mnie czterech milicjantów, bo zobaczyli na telefonie białoruski herb Pogoni. Nie chciałem im podać hasła, więc zabrali mnie do więźniarki, rozebrali do naga, pobili i połamali mi palce – opowiada Artur.

Protest kobiet w Mińsku trwa pomimo zatrzymań
Protest kobiet w Mińsku trwa pomimo zatrzymań TUT.by

- Nas postawili w szeregu, kazali podnieść ręce i rozstawić nogi i zaczęli bić. Jeden za drugim. Jak ktoś krzyczał, że boli, to śmiali się i mówili, że mogą poprawić i bili dalej – mówi Władysław.

Wielu Białorusinów przyjeżdża do Polski bezpośrednio na leczenie. Potem mają zapewnioną rehabilitację. Z takiej pomocy skorzystało już około 50 osób. - Większość chce przeczekać tę sytuację w Polsce, druga grupa to są osoby, które nie mogą wrócić na Białoruś, bo czeka ich tam więzienie – informuje prezes Domu Białoruskiego Aleś Zarembiuk. - Jest też spora grupa młodych ludzi, którzy zdecydowali się w Polsce studiować, a później zdecydują, czy wrócić na Białoruś, jeśli rewolucja zwycięży – dodaje.

Autor:Sylwia Piestrzyńska

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: TUT.by

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości