Prokuratura zbada śmierć Polaka w Vancouver

Aktualizacja:
Polak umiera po użyciu paralizatora przez kanadyjską policję
Polak umiera po użyciu paralizatora przez kanadyjską policję
CBC News/zdjęcia amatorskie
Polak umiera po użyciu paralizatora przez kanadyjską policjęCBC News/zdjęcia amatorskie

Prokuratura Okręgowa w Gliwicach wszczęła śledztwo w sprawie Polaka, który zmarł na międzynarodowym lotnisku w Vancouver po użyciu przez policję elektrycznego paralizatora.

Postępowanie jest prowadzone pod kątem przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy i nieumyślnego spowodowania śmierci Polaka - powiedział w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Michał Szułczyński.

Rzecznik prokuratury powiedział, że postępowanie zostało wszczęte z urzędu, na podstawie informacji przekazanych przez polskich dyplomatów Prokuraturze Krajowej. Stamtąd sprawa trafiła do Gliwic, w których mieszkał Dziekański.

Postępowanie jest prowadzone pod kątem przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy i nieumyślnego spowodowania śmierci Polaka Rzecznik prokuratury w Gliwicach

Szułczyński poinformował, że prokuratura rozpoczęła już pierwsze czynności - nie chciał jednak zdradzić jakie.

Prokuratura zmierza do sądzenia policjantów w Polsce?

Polskie prawo pozwala na ściganie obywateli obcych krajów za przestępstwa popełnione na szkodę Polaków za granicą.

Jeżeli np. policjanci zostaliby skazani w Kanadzie, mogliby później teoretycznie stanąć przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Warunkiem byłaby zgoda Kanady na przekazanie ich stronie polskiej.

Prokurator Szułczyński zaznaczył, że Polska ma bardzo szeroką umowę o pomocy prawnej z Kanadą. Nie chciał jednak odpowiedzieć, czy gliwiccy prokuratorzy będą się starać o ekstradycję kanadyjskich funkcjonariuszy, uznał to pytanie za przedwczesne. Według polskiego kodeksu karnego, za nieumyślne spowodowanie śmierci grozi do pięciu lat więzienia.

Chciał zamieszkać w Kanadzie

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Michał Szułczyński
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Michał SzułczyńskiTVN24

Robert Dziekański, który przyleciał do Vancouver 13 października z Frankfurtu z zamiarem osiedlenia się na stałe w Kanadzie, ponad 10 godzin oczekiwał na swoją matkę, która nie mogła się z nim skontaktować bowiem Dziekański przebywał w tzw. strefie bezpieczeństwa. Nie uzyskał tam, podobnie jak matka, żadnej pomocy ze strony władz.

Zmarł w rezultacie scysji z policjantami, którzy użyli paralizatora. Opublikowane nagranie wideo całego incydentu nie potwierdziło twierdzeń policji, że Polak dostał ataku szału.

W tej sprawie śledztwo wszczęła też już prokuratura w Kanadzie.

Zmiana procedur

W związku z tragedią Kanadyjczycy zapowiedzieli rychłą zmianę procedur działania na lotnisku w Vancouver, na którym zmarł Polak. Podobne zmiany czekają inne kanadyjskie lotniska.

Zwiększona ma być liczba funkcjonariuszy znających inne języki niż angielski i francuski oraz skrócony czas oczekiwania na profesjonalnych tłumaczy.

Lotniska zostaną wyposażone w dodatkowe kamery, a odprawy paszportowe i celne mają być usprawnione i przyspieszone.


Źródło: TVN24, PAP

Źródło zdjęcia głównego: CBC News/zdjęcia amatorskie