Rozpoczął się proces współpracownika Trumpa. "Nie było żadnej zmowy"

Świat


Przed rozpoczynającym się we wtorek procesem byłego szefa swojego sztabu wyborczego, Paula Manaforta, prezydent USA Donald Trump oświadczył, że nie było żadnej zmowy między jego sztabem i Rosjanami. Manafort usłyszał 12 zarzutów w prowadzonym przez specjalnego prokuratora śledztwie dotyczącym domniemanej ingerencji Rosji w wybory prezydenckie w USA.

"Zmowa nie jest przestępstwem, ale to nie ma znaczenia, ponieważ nie było żadnej zmowy (z wyłączeniem nieuczciwej Hillary [Clinton - przyp. red.] oraz Demokratów)" - napisał we wtorek na Twitterze amerykański prezydent.

12 zarzutów karnych

We wtorek w Alexandrii w stanie Wirginia rozpoczął się proces Paula Manaforta, któremu zespół dochodzeniowy specjalnego prokuratora Roberta Muellera - prowadzącego śledztwo w sprawie domniemanej ingerencji Rosji w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku - postawił 12 zarzutów karnych.

Są to między innymi spiskowanie przeciwko USA, spiskowanie w celu prania pieniędzy, brak rejestracji jako lobbysta na rzecz kraju zewnętrznego, składanie nieprawdziwych i mylących oświadczeń zgodnie z ustawą FARA (ustawa o rejestracji przedstawicieli obcych rządów - Foreign Agents Registration Act - FARA), a także siedem przypadków niezgłoszenia kont w zagranicznych bankach.

Jak zauważa Reuters, "technicznie zmowa nie jest prawnym oskarżeniem, ale Mueller może wnieść zarzuty o spisek, jeśli będzie uważał, że pracowali nad nim członkowie sztabu Trumpa z Rosjanami".

W areszcie domowym

Po aresztowaniu w październiku 2017 roku Manafort został objęty aresztem domowym. Mueller postawił mu wtedy zarzuty karne dotyczące między innymi prania pieniędzy i niezarejestrowania się w USA jako tak zwany zagraniczny agent (lobbysta na rzecz obcego państwa).

W czerwcu Mueller oskarżył Manaforta i jego współpracownika Konstantina Kilimnika, podejrzanego o powiązania z rosyjskim wywiadem, o utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości i spisek na rzecz takiego utrudniania oraz usiłowanie wpływania na zeznania potencjalnych świadków.

Były szef sztabu wyborczego Trumpa został 15 czerwca aresztowany na sali sądowej po decyzji sędzi okręgowej Amy Berman. Oskarżyciele argumentowali, że przebywając w areszcie domowym, Manafort popełnił kolejne przestępstwo, czyli usiłował utrudnić działanie wymiaru sprawiedliwości i "przez pięć tygodni prowadził stałą kampanię" mającą na celu wpłynięcie na świadków.

Według Muellera Manafort wykorzystywał zagraniczne konta bankowe, by opłacać byłych europejskich polityków przyjaznych Ukrainie, a Kilimnik zaangażowany był w kosztowną, ocenianą na wiele milionów USD kampanię lobbingową w USA na rzecz Kijowa.

Trump pod okiem prokuratora

Specjalny prokurator, który ma bardzo szerokie uprawnienia w ramach swego dochodzenia, bada też, czy sztab wyborczy Trumpa był w zmowie z rosyjskimi władzami oraz czy obecny przywódca USA już jako prezydent próbował utrudniać prowadzenie śledztwa.

Manafort twierdzi, że jest niewinny. Jednak ze śledczymi z zespołu prokuratora specjalnego współpracują między innymi były zastępca Manaforta Rick Gates oraz jego były zięć Jeffrey Yohai. Gates, były wiceszef sztabu Trumpa, przyznał się w lutym do winy. Specjalny prokurator oskarżył go między innymi o "spiskowanie przeciw USA" oraz składanie fałszywych zeznań. Gates współpracuje teraz z zespołem Mullera.

Obserwatorzy nie oczekują, że temat Rosji pojawi się podczas procesu Manaforta w Wirginii - podała agencja informacyjna Associated Press. Będzie się on skupiał na kwestii doradztwa byłego szefa sztabu wyborczego Trumpa stronie ukraińskiej i "tylko krótko poruszy jego zaangażowanie w prezydencką kampanię".

We wrześniu w Dystrykcie Kolumbii ma rozpocząć się drugi proces Manaforta.

Autor: momo//now//kwoj / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty: