Świat

Praca dla Brytyjczyków, łatwiejsze deportacje. Twarda retoryka brytyjskich ministrów

Świat


- Postaram się zapewnić, że przyjeżdżający tu ludzie będą wypełniać braki na rynku pracy, a nie zabierać posady Brytyjczykom - stwierdziła szefowa MSW Wielkiej Brytanii Amber Rudd. Podczas trzeciego dnia kongresu rządzącej Wielką Brytanią partii torysów kolejni ministrowie zajmowali zdecydowane stanowiska przeciw imigrantom.

Szefowa MSW zadeklarowała, że jej celem jest ograniczenie napływu imigrantów "do kilkudziesięciu tysięcy ludzi rocznie", podczas gdy obecnie jest to kilkaset tysięcy. Według niej jest to konieczne, bowiem Brytyjczycy "wysłali jasny przekaz" głosując za wyjściem z UE w referendum.

Odzyskiwanie Wielkiej Brytanii dla Brytyjczyków

Rudd mówiła, że chce zapewnić, iż przybysze nie będą zabierać pracy rdzennym obywatelom Wielkiej Brytanii. - Chcę, żebyśmy jeszcze raz spojrzeli na to, czy nas system imigracyjny zapewnia odpowiednie zachęty dla biznesu, aby ten inwestował w brytyjskich pracowników - stwierdziła. Zapowiedziała też, że uderzy w firmy zatrudniające nielegalnych imigrantów oraz we właścicieli nieruchomości, którzy wynajmują je osobom bez odpowiednich dokumentów.

Szefowa brytyjskiego MSW stwierdziła również, że w przyszłości tylko absolwenci takich uczelni jak Cambridge i Oxford będą mogli zostać w Wielkiej Brytanii i pracować. Zapowiedziała dodatkowo, że chce ułatwić proces deportacji przestępców pochodzących z państw UE. - Będziemy też pierwszymi, którzy będą ich deportować po powtórnym popełnieniu drobnych przestępstw - stwierdziła.

W podobnym tonie mówił David Davis, minister odpowiedzialny za negocjacje w sprawie wyjścia z UE. Zadeklarował, że jego zadaniem jest między innymi "odzyskać kontrolę" nad imigracją. Wspomniał też o pomyśle wydawania zezwoleń na przyjazdy w zależności od wykształcenia i umiejętności osób starających się o osiedlenie. Zasugerował też organizowanie testów dla obcokrajowców chcących osiedlić się w Wielkiej Brytanii.

Do chóru ataków na imigrantów przyłączył się nawet Jeremy Hunt, minister zdrowia. Zadeklarował, że publiczna służba zdrowia będzie dążyła do zredukowania liczby zagranicznych pracowników. - Obecnie co czwarty lekarz jest obcokrajowcem. Jeśli chodzi o tych pochodzących z UE, to chcemy, żeby mogli zostać po wyjściu ze wspólnoty - stwierdził, co może sugerować, że lekarze z innych państw mogą mieć jakieś problemy. Hunt zapowiedział przy tym, że ma zostać znacznie zwiększona liczba Brytyjczyków uczących się medycyny. Celem ma być szkolenie 1,5 tysiąca dodatkowych lekarzy-Brytyjczyków rocznie.

Kurs na rozwód z UE

Wystąpienia ministrów były kluczowym punktem trzeciego dnia obrad kongresu brytyjskiej Partii Konserwatywnej. Zapoczątkowała go w niedzielę premier Theresa May, która od razu zapowiedziała, że negocjacje w sprawie Brexitu ruszą z miejsca w przyszłym roku. W swoim wystąpieniu zaprezentowała zdecydowaną i twardą postawę, rozwiewając wszelkie ewentualne nadzieje na to, że rząd będzie starał się opóźnić wyjście z UE lub jakoś unikać realizacji tego zamiaru. Szybko zareagowały na to rynki finansowe. Brytyjski funt gwałtownie stracił na wartości, nawet bardziej niż bezpośrednio po ogłoszeniu wyników referendum.

Jednym z nielicznych torysów studzących antyeuropejską i antyimigrancką retorykę był Daniel Hannan, czyli poseł od lat popierający pomysł wyjścia z UE. Zapewnił, że jego partia nie ma mandatu od obywateli, aby całkowicie zrywać ze Wspólnotą. - To raczej mandat do stopniowego odzyskiwania władzy i utrzymywania relacji militarnych oraz handlowych. Wydaje mi się, że uda się zadowolić większość ludzi - stwierdził.

Autor: mk/adso / Źródło: euobserver.com

Tagi:
Raporty: