Powódź pochłonęła życie ponad 400 osób, a kilkaset wciąż jest poszukiwanych. Nepalski Czerwony Krzyż poinformował o zniszczeniu całych wiosek, nieprzejezdnych drogach i mostach, o odciętych od świata społecznościach. Dodał również, że pełna skala katastrofy pozostaje nieznana.
Katarzyna Smutniak od ponad dwudziestu lat odbywa podróże do Nepalu. Kraj ten odwiedziła po raz pierwszy w 2003 roku razem ze swoim partnerem Pietrem Taricone. Po jego tragicznej śmierci w 2010 roku utworzyła fundację jego imienia. W 2016 roku fundacja wybudowała szkołę w północnym dystrykcie Nepalu - Mustang, w wiosce Ghami.
W piątkowym wywiadzie dla dziennika "Il Messaggero" Smutniak odniosła się do dramatycznej powodzi, jaka nawiedziła Nepal w ostatnich dniach wskutek potężnego osuwiska lodu i skał w Himalajach.
Aktorka opowiedziała, że skontaktowała się telefonicznie z personelem założonej przez jej fundację placówki i tam nikt nie ucierpiał w wyniku kataklizmu. Podkreśliła, że "szkoła znajduje się na obszarze, którego powodzie nie dotknęły". - Jest na Wyżynie Tybetańskiej na wysokości 3500 metrów n.p.m., góry oddzielają nas od terenów dotkniętych przez powódź - wyjaśniła.
Kasia Smutniak o zmianach w Nepalu
Aktorka stwierdziła, że "w ciągu 20 lat, gdy odwiedza Nepal, zauważyła tam ogromne zmiany". Zapytana o to, jak wyjaśnią dzieciom ze szkoły to, co się obecnie dzieje, podkreśliła, że "zmiany klimatu są już widoczne dla wszystkich: dla dzieci w Nepalu, ale także dla naszych, które widzą skutki wyraźnej zmiany temperatur tego lata, sięgających 40 stopni".
- Nasza szkoła znajduje się na obszarze pustynnym, a domy zbudowane są tam przy użyciu błota. Mają duże dziury w dachu, przez które dym wydostaje się na zewnątrz. Na tej pustyni deszcz pada jednak coraz częściej. Domy dosłownie się rozmywają. Są problemy z konstrukcją naszej szkoły z powodu nieprzewidywalnego wzrostu opadów - tłumaczyła.
Smutniak podkreśliła, że w przeszłości odwiedzała tereny zniszczone przez powódź. Jak stwierdziła, "żyją tam ludzie, którzy mają niewiele lub nie mają nic". - Poznałam ludzi, mających nadzwyczajną zdolność do jednoczenia sił w sytuacji kryzysowej. Poza tym są przyzwyczajeni do tego, że nikt im nie pomaga - podsumowała.
Zapytana o to, co sprawiło, że pokochała Nepal, odpowiedziała: "Byliśmy pod wrażeniem kultury, życzliwości ludzi, piękna. Zostawiliśmy tam nasze serca". Dodała, że wielu Włochów jest przejętych sytuacją osób dotkniętych powodzią i pytają, jak mogą pomóc, co mogą zrobić. - To bardzo wzruszające. Ponieważ jednak nie jesteśmy na miejscu, udzielimy pomocy, gdy tylko zakończy się pilna sytuacja kryzysowa - wyjaśniła dziennikowi.