Witalij ma 17 lat i jest Ukraińcem. Został aresztowany dwa lata temu, kiedy z grupą rówieśników podpalił należące do ukraińskich kolei pomieszczenia ze sprzętem służącym do komunikacji i sterowania sygnalizacją w obwodzie Czernichowskim.
Podpalenie za 80 złotych
W 2024 roku region był pod silnym rosyjskim ostrzałem. Poznany w sieci mężczyzna obiecał mu pieniądze za podpalenie. Dowodem na wykonanie zlecenia miał być film nagrany telefonem komórkowym.
- Początkowo obiecali 200 dolarów (około 730 złotych - red.) za zlecenie, ale potem wycofali się z tego i dostałem tylko 1000 Hrywien (około 80 złotych - red.) - powiedział nastolatek oskarżony o zdradę państwa.
Grozi mu 10 lat więzienia. Już spędził kilkanaście miesięcy w areszcie. Na proces czeka na wolności po tym, jak jego rodzinie udało się uzbierać na kaucję (w przeliczeniu - około 20 tysięcy złotych).
Jego matka tłumaczy, że Witalij, kiedy dokonał przestępstwa, miał tylko 15 lat. - On nie wiedział, co robi, ani jakie będą tego konsekwencje. Nic nie rozumiał. Jego przyjaciele też nie rozumieli, co robią - mówi Natalia.
Od napaści Rosji na Ukrainę w 2022 roku ponad 1100 obywateli Ukrainy zostało oskarżonych o zdradę własnego państwa: podpalenie, sabotaż lub akt terroru dokonany na rosyjskie zlecenie. Ponad 200 przypadków dotyczy nieletnich.
Już w ubiegłym roku raport biura wysokiego komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw praw człowieka wskazał, że Rosja masowo wykorzystuje ukraińskie dzieci do szpiegowania i przeprowadzania aktów sabotażu wymierzonych w ich własne państwo i armię.
"Wszystkie pochodzą z ukraińskich rodzin"
Hennadij Jaczny jest nauczycielem fizyki, który regularnie odwiedza i uczy aresztowanych nieletnich. Mówi, że nie jest w stanie ich jednoznacznie potępić. - Patrzę na nich jak na dzieci, które chcą się czegoś nauczyć. Nie postrzegam ich jako przestępców. To uczniowie, po prostu uczniowie - opisuje.
Państwo ukraińskie ma dylemat, czy nieletnich można sądzić za zdradę, zwłaszcza gdy są obiektem manipulacji ze strony rosyjskich służb. Młodzi Ukraińcy są często jednocześnie sprawcą i ofiarą.
- Wydało nam się dziwne, że dzieci zdecydowały się współpracować z wrogiem. To bardzo dziwne. Wszystkie pochodzą z ukraińskich rodzin. Wygląda na to, że postanowiły zarobić trochę pieniędzy, ale to dzieci i musimy je wspierać - podkreśla dyrektorka szkoły w Czernichowie Antonina Charczenko.
- Widzę, że oni zdają sobie sprawę, że popełnili błąd. Są w pełni świadomi tego, ale z braku doświadczenia życiowego ulegli namowom dorosłych - zauważył Hennadij Jaczny.
Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) prowadzi kampanie edukacyjne - przestrzega przed "złowieniem" przez rosyjskie służby i poważnymi konsekwencjami. Pod hasłem "nie marnuj sobie życia" podpisuje się Witalij.
- Zdecydowanie odradzam angażowanie się w tego typu znajomości, ufanie obcym i ich sztuczkom. Jeśli oferują ci pieniądze, nie ma czegoś takiego, jak łatwe pieniądze - mówi dziś Witalij.
Dokumentujący losy nastolatka dziennikarze agencji Reutera dali rosyjskiej Federalnej Służbie Bezpieczeństwa szansę odniesienia się do zarzutów o masowe manipulowanie nieletnimi. Oficjalne pismo pozostało bez odpowiedzi.