"Media, które szerzą dyskryminację rasową i złośliwie oczerniają Chiny, muszą za to zapłacić"

TVN24 | Świat

Autor:
asty, mart/kg
Źródło:
PAP

"Wall Street Journal" musi odpowiadać za to, co zamieszcza i co robi - oświadczył w czwartek rzecznik chińskiego MSZ Geng Shuang, nazajutrz po decyzji Pekinu o cofnięciu akredytacji prasowych trojgu korespondentów "WSJ". Amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo w wydanym w środę oświadczeniu potępił tę decyzję.

Media, które szerzą dyskryminację rasową i złośliwie oczerniają Chiny, muszą za to zapłacić - oświadczył w czwartek rzecznik chińskiego MSZ Geng Shuang.

Na codziennym briefingu prasowym Geng powiedział, że Chiny nie są zainteresowane podziałem pracy w "WSJ" w odpowiedzi na pytanie, dlaczego działa przeciwko dziennikarzom, którzy nie byli zaangażowani w publikację opinii w "WSJ", którą chiński rząd uznał za obraźliwą.

- Jest tylko jedno "Wall Street Journal", które musi odpowiadać za to, co zamieszcza i co robi - ocenił Geng.

Krytyka ze strony korespondentów i sekretarza stanu

W środę wydalenie dziennikarzy "Wall Street Journal" z Chin potępił Klub Korespondentów Zagranicznych w Chinach (FCCC). Wyraził "głębokie zaniepokojenie i stanowcze potępienie" w związku z decyzją o unieważnieniu wiz korespondentom "WSJ".

"Działanie podjęte przeciwko korespondentom dziennika jest ze strony chińskich władz ekstremalną i oczywistą próbą zastraszenia zagranicznej organizacji prasowej poprzez karanie jej pracujących w Chinach korespondentów" - napisał FCCC.

Klub zaznaczył, że jednoczesne wycofanie akredytacji trojgu korespondentów jest "bezprecedensową formą odwetu" na zagranicznych dziennikarzach w ChRL. Według informacji FCCC wydalenie w ten sposób zagranicznego dziennikarza nie zdarzyło się w Chinach od 1998 roku.

Zachowanie chińskich władz ocenił też sekretarz stanu USA Mike Pompeo. - Dojrzałe, odpowiedzialne państwa rozumieją, że wolne media podają fakty i wyrażają opinie. Właściwą reakcją jest przedstawianie kontrargumentów, a nie ograniczanie wolności słowa – oświadczył.

Dziennikarze wydaleni z Chin

Rzecznik chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Geng Shuang twierdził, że decyzja o wycofaniu akredytacji miała związek z opublikowanym przez amerykański dziennik komentarzem pt. "Chiny to prawdziwy chory człowiek Azji", dotyczącym epidemii koronawirusa i napisanym przez autora niebędącego w ChRL.

FCCC zaznaczył, że żadne z trojga wydalonych dziennikarzy nie brało udziału w tworzeniu artykułu, który wskazano jako powód.

"WSJ" poinformował, że zastępca szefa pekińskiego biura gazety Josh Chin oraz reporterzy Chao Deng i Philip Wen zostali poproszeni o opuszczenie Chin w ciągu pięciu dni. Chin i Deng są obywatelami USA, a Wen jest obywatelem Australii.

Komentarz pt. "Chiny są prawdziwym chorym człowiekiem Azji" ukazał się w "WSJ" 3 lutego. Jego autor, wykładowca stosunków międzynarodowych na uczelni Bard College w Nowym Jorku Walter Russel Mead, ocenił, że epidemia koronawirusa przypomniała "światu, który przywykł do kontemplacji nieubłaganego wzrostu Chin", że "nic, nawet potęga Pekinu, nie może być uznawana za pewnik".

Chiny wydaliły z kraju dziennikarzy "Wall Street Journal"
Jennifer Feuchter/Flickr CC BY 2.0

asty, mart/kg

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: WU HONG/PAP/EPA

Raporty: