Świat

"Politycy to handlarze dywanów". Zmasowany atak na projekt budżetu UE

Świat

Aktualizacja:

Szefowie frakcji politycznych w Parlamencie Europejskim ostro skrytykowali uzgodniony przez przywódców UE budżet na lata 2014-2020, nazywając ich m.in. "handlarzami dywanów". Większość ugrupowań zapowiedziała odrzucenie dokumentu w tym kształcie. - Jeśli chcemy, żeby Europa umarła z głodu, to mamy dobry budżet - stwierdził szef socjalistów, Hannes Swoboda.

W poniedziałek w PE w Brukseli odbyła się debata z szefem Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem oraz przewodniczącym Komisji Europejskiej Jose Barroso nt. budżetu UE na lata 2014-2020. Uzgodniony przez przywódców na szczycie UE 7-8 lutego budżet wymaga zgody PE.

Tymczasem zaraz po szczycie szefowie czterech z siedmiu frakcji w PE, w tym największej frakcji chadeków (EPL), zapowiedzieli, że nie mogą zaakceptować budżetu w przyjętej formie, bo nie wzmacnia on unijnej gospodarki.

Szef Rady Europejskiej Herman van Rompuy przekonywał co prawda w poniedziałek, że budżet UE w wysokości 960 mld euro w wydatkach i 908,4 mld euro we wpływach z budżetów narodowych "broni się" i powstała dziura budżetowa nie jest powodem do zmartwień, ale prawie nikt nie dał temu wiary w PE.

Politycy UE to "handlarze dywanów"

Podczas poniedziałkowej debaty przewodniczący chadeków Joseph Daul nazwał miniony szczyt UE "spotkaniem handlarzy dywanów". Podkreślił, że wynegocjowany przez przywódców budżet jest najniższy w historii UE. - Budżet w tym stanie jest nie do przyjęcia - powtórzył.

Wymienił postulaty swojej frakcji, m.in. "rzeczywistą elastyczność" budżetu, czyli możliwość przesuwania niewykorzystanych środków z roku na rok oraz między liniami budżetowymi, a także własne źródła dochodu unijnego budżetu. Takim źródłem mogłyby być m.in. dochody z podatku od transakcji finansowych (FTT), który może wdrożyć 11 państw UE.

Ponadto Daul postulował tzw. revision clause, czyli klauzulę, która pozwoli PE za dwa lub trzy lata ponownie przejrzeć budżet. Chodzi o to, by mógł być on zwiększony, gdy minie kryzys.

Chcemy umrzeć z głodu? Uda nam się

Zdaniem szefa socjalistów w PE Hannesa Swobody zaproponowany budżet UE nie uwzględnia kryzysu społecznego i wysokiego bezrobocia. Swoboda wytknął m.in. znaczne okrojenie Europejskiego Funduszu Dostosowania do Globalizacji, czyli funduszu, z którego wspierani są masowo zwalniani pracownicy. - Jeśli chcemy, żeby Europa umarła z głodu, to mamy dobry budżet - ironizował. Zapewnił, że w takim kształcie jego frakcja odrzuci budżet. Dodał, że aby go przyjąć, "potrzebne są merytoryczne negocjacje".

Z kolei w opinii szefa europejskich liberałów Guya Verhofstadta proponowany przez przywódców budżet został "przeklejony" z obecnej perspektywy finansowej, z niewielkimi zmianami. Verhofstadt krytykował też zakładany deficyt budżetu wyrażony w różnicy między tzw. zobowiązaniami a rzeczywistymi płatnościami z budżetu. Jego zdaniem różnica ta powinna być mniejsza od tej, którą na lata 2014-2020 założyli przywódcy (960 mld euro versus 908 mld euro), albo żadna. - To są ramy finansowe, na które PE nie może się zgodzić. Jest tylko jedna droga - negocjacje - powiedział.

Do krytyki budżetu przyłączyli się Zieloni w PE. Isabelle Durant z tej frakcji podkreśliła, że "można żyć bez wieloletniego budżetu", bo mogą być stosowane roczne budżety (tzw. prowizorium budżetowe). Europosłanka zaproponowała też odroczenie uzgodnienia budżetu o dwa lata i wówczas opracowanie 5-letniego budżetu. Zieloni domagają się m.in. zmniejszenia deficytu budżetu oraz środków własnych budżetu pochodzących z podatku VAT i FTT.

Francuskie krowy nie są najważniejsze

Z umiarkowaną aprobatą mówił o budżecie UE szef konserwatystów w PE Brytyjczyk Martin Callanan. Uznał, że jest on "daleki od ideału", ale stanowi "pragmatyczny" kompromis między płatnikami netto a tymi, którzy korzystają z unijnej kasy. Skrytykował jednak priorytety budżetu. - Nie powinno być jednej strategii - na rzecz francuskich krów - mówił Callanan. Przyznał też, że przyjęty budżet jest budżetem deficytowym.

Z niepokojem do wypowiedzi eurodeputowanych o możliwości rocznych budżetów zamiast budżetu wieloletniego odnosili się Van Rompuy i Barroso, argumentując, że do realizacji wieloletnich inwestycji potrzebny jest wieloletni budżet. W kwestii deficytu Van Rompuy podkreślał, że różnica między zobowiązaniami a płatnościami jest na zbliżonym poziomie w obecnym budżecie. Obawy PE w tej kwestii podzielił natomiast Barroso.

- Podzielam obawy przedstawione przez większość liderów grup. Powstaje podstawowe pytanie, co zrobimy dalej z budżetem (...). Bez odpowiedniej elastyczności wspólne ramy finansowe nie mogą funkcjonować prawidłowo. KE uważa, że różnica ponad 51 mld euro w następnych ramach finansowych może być przyjęta tylko jeżeli będziemy rozważali wprowadzenie maksymalnej elastyczności - mówił Barroso.

Europarlamentarzyści muszą zgodzić się na budżet UE, jeżeli ma on wejść w życie. Bez niego uzgodnienia szczytu z Brukseli nie będą niczego warte.

Autor: mk, adso/jaś,gak / Źródło: Guardian, tvn24.pl, PAP

Tagi:
Raporty: