Polacy we włoskim obozie pracy: "baliśmy się o swoje zdrowie"

Świat

Aktualizacja:
W takich warunkach mieszkali Polacy

Wilgoć, smród, brud. Baliśmy się o swoje zdrowie, bo nie wiadomo, co grzyb na ścianach może spowodować - tak o warunkach, w jakich mieszkał na Sycylii opowiada jeden z Polaków, którzy zostali oszukani przez nieuczciwego pracodawcę. Przez obóz pracy mogło przewinąć się nawet 200 osób.

Gdzie dokładnie mieszkali Polacy na Sycylii? - To był dom w szczerym polu, do najbliższych zabudowań było kilkaset metrów, do sklepu było osiem kilometrów. W Polsce to byłby budynek gospodarczy - opowiada na gorąco w rozmowie z tvn24.pl jeden z wykorzystywanych pracowników.

Wilgoć, smród, brud. Baliśmy się o swoje zdrowie bo nie wiadomo co grzyb na ścianach może spowodować Polak pracujący na Sycylii

Zgodnie z tym, co mówi, ciężko było się doprosić o podstawowe środki do życia. - Dwa, trzy dni musieliśmy prosić, żeby zatankować zbiornik z wodą - opowiada mężczyzna.

Pracodawca nie wywiązywał się też z umowy. - Rotacja pracowników była bardzo duża. (Ludzie - red.) wyjeżdżali, bo albo nie mogli wytrzymać tego niepłacenia, albo - jak ktoś powiedział za dużo - miał polecenie: pakuj się, jedziesz do domu - opowiadał w emocjach wykorzystywany pracownik.

W końcu miarka się przebrała. Jak relacjonował nasz rozmówca, kiedy kolejny dzień wypłata nie przychodziła, zagrozili, że nie pójdą do pracy. - Powiedzieliśmy nadbrygadziście, że jeżeli nie rozliczy się z nami w poniedziałek, nie pojedziemy do pracy - mówił nam Polak. Wtedy odcięto im prąd i wodę. Nie było na co czekać - Polacy zwrócili się do konsulatu o pomoc.

W sumie przewinęło się tam blisko 200 osób. Mechanizm był prosty: mówiło się, że (Polak) będzie miał pracę po czym przez dwa tygodnie był sprawdzany czy się nadaje. Po dwóch tygodniach znów nie dostawał pieniędzy. W rezultacie Polacy zaczęli się buntować, bo byli głodni - po prostu kończyły im się pieniądze. Często przebywali znacznie dłużej bo nie mieli pieniędzy na powrót Gerard Pokruszyński

Polak Polakowi wilkiem

Nasz rozmówca potwierdził, że zarówno szefem jak i brygadzistą w firmie byli Polacy, a pracowali tam ludzie z różnych części kraju - przyciągnięci reklamą w ogólnopolskiej gazecie.

Nawet 200 osób oszukanych

Nasi rozmówcy, to nie jedyni oszukani. - W sumie ocenia się że przewinęło się tam około 200 osób - ocenia Pokruszyński. Opowiada też o całym mechanizmie werbowania Polaków. - Mechanizm był prosty: mówiło się, że (Polak - red.) będzie miał pracę po czym przez dwa tygodnie był sprawdzany, czy się nadaje. Po dwóch tygodniach znów nie dostawał pieniędzy. W rezultacie Polacy zaczęli się buntować, bo byli głodni - po prostu kończyły im się pieniądze. Często przebywali znacznie dłużej, bo nie mieli pieniędzy na powrót - mówi konsul.

- W tej chwili sytuacja jest dobra, bo są już pod moją opieką. Zapewnimy im opiekę do wyjazdu - mówił w rozmowie z tvn24.pl konsul Gerard Pokruszyński.

Jak powiedział nam polski dyplomata, jeszcze w ubiegłym tygodniu na feralnej budowie przebywało 11 Polaków. - Wczoraj dwie osoby uciekły, dzisiaj tych czterech (zostało uratowanych - red.) - mówi konsul. I dodaje, że to jedyne cztery osoby, którym zapłacono jakiekolwiek pieniądze.

Źródło: tvn24.pl