Świat

Polacy ratują dziennikarzy. MSZ liczy "na rychły efekt"

Świat

Aktualizacja:

Ambasador RP w Damaszku, współpracując m.in. z dyplomatami USA i W. Brytanii, podejmuje działania, by wywieźć z Syrii ciało Amerykanki Marie Colvin i ewakuować innych zachodnich dziennikarzy - napisał w poniedziałek na Twitterze rzecznik MSZ Marcin Bosacki, dodając jednocześnie, że Polska liczy na "rychły efekt" tych starań. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski dodał, że "świadomie na siebie to ryzyko przyjęliśmy", bo Polskę stać na takie działania. Wcześniej zaangażowanie w "rzeczoną sprawę" MSZ potwierdziło w oświadczeniu przesłanym tvn24.pl.

Szef polskiej dyplomacji stwierdził też, że pomaganie dziennikarzom to "niesienie pomocy obywatelom zaprzyjaźnionego kraju", które wiąże się "z ryzykiem dla naszych dyplomatów".

Sikorski: Świadomie przyjęliśmy to ryzyko
Sikorski: Świadomie przyjęliśmy to ryzykoTVN24

O zaangażowaniu polskiej dyplomacji w działania na rzecz wydostania z obleganego Hims dwóch rannych zachodnich dziennikarzy i ciał dwóch kolejnych napisała agencja AFP, powołując się na anonimowe źródła. W oświadczeniu przesłanym tvn24.pl polskie MSZ potwierdziło, że "ambasada RP jest zaangażowana w rzeczoną sprawę".

Uwolnienie bliskie realizacji?

Jak podkreślił minister Sikorski, na razie udaje się to zadanie wypełniać, choć o konkretnych działaniach nie wolno mówić, bo muszą one pozostać "osłonięte welonem dyskrecji". Rzecznik MSZ stwierdził z kolei na Twitterze, że "choć sytuacja jest skomplikowana, liczymy na rychły efekt tych starań".

Niesienie pomocy obywatelom zaprzyjaźnionego kraju wiąże się z ryzykiem dla naszych dyplomatów. (...) Świadomie na siebie to ryzyko przyjęliśmy. Sikorski - ryzyko dla USA w Syrii

Radosław Sikorski stwierdził też, że współdziałanie z amerykańskimi dyplomatami na całym Bliskim Wschodzie, które to zadanie spoczywa teraz na pracownikach polskiej ambasady w Damaszku wobec wycofania się USA z Syrii, to ciężkie, ale ważne zadanie. - Polska m.in. dlatego reprezentuje Stany Zjednoczone, że ma dobre relacje z oboma stronami konfliktu. To trudna funkcja - tłumaczył minister.

Śmierć dziennikarzy

W ubiegłym tygodniu pociski sił rządowych uderzyły w dom, w którym mieszkali reporterzy. W wyniku ostrzału śmierć poniosła Marie Colvin i francuski fotoreporter Remi Ochlik, laureat nagrody World Press Photo za cykl zdjęć z Libii.

Dwoje innych reporterów, w tym francuska dziennikarka Edith Bouvier, zaapelowało z kolei na wideo umieszczonym w internecie o przerwanie ognia i umożliwienie im ewakuacji z ostrzeliwanego Hims.

Referendum "mało wiarygodne"

Tymczasem w niedzielnym referendum w Syrii aż 89,4 proc. głosujących opowiedziało się za wprowadzeniem w życie nowej konstytucji. Frekwencja wyniosła 57,4 proc.

Zachód i syryjska opozycja uznały referendum, rozpisane przez prezydenta Baszara el-Asada, za fikcję. Opozycja od tygodni wzywała do bojkotu głosowania. ONZ uznało je w konsekwencji w poniedziałek za "mało wiarygodne", a USA nazwały referendum "cynicznym".

- Chociaż nowa konstytucja i koniec monopolu partii BAAS na władzę mogłyby być częścią rozwiązania politycznego, referendum musi być przeprowadzone bez przemocy i bez zastraszania - powiedział rzecznik ONZ, Eduardo del Buey, dodając: - W kontekście wszechobecnej przemocy i masowego łamania praw człowieka jest mało prawdopodobne, by referendum było wiarygodne - dodał.

Zmiany niczego nie zmienią?

Chociaż nowa konstytucja i koniec monopolu partii BAAS na władzę mogłyby być częścią rozwiązania politycznego, referendum musi być przeprowadzone bez przemocy i bez zastraszania. W kontekście wszechobecnej przemocy i masowego łamania praw człowieka jest mało prawdopodobne, by referendum było wiarygodne. rzecznik ONZ Eduardo del Buey

Według zapowiedzi prezydenta Baszara el-Asada, który od miesięcy krwawo rozprawia się z opozycją, reforma konstytucyjna po referendum będzie polegała na rezygnacji rządzącej partii BAAS z pozycji jedynego w praktyce ugrupowania w kraju, utworzeniu rządu koalicyjnego, w skład którego weszliby "przedstawiciele wszystkich sił" oraz przeprowadzeniu do lata wyborów parlamentarnych. Szerokie prerogatywy prezydenta mają jednak zostać utrzymane.

Opozycja twierdzi, że nowa konstytucja, która ograniczy liczbę prezydenckich kadencji do dwóch, nie obejmie najprawdopodobniej tym zapisem wieloletnich rządów Asada.

Rodzina Asadów jest u władzy od 1971 r., kiedy urząd prezydenta objął ojciec obecnego szefa państwa, gen. Hafez el-Asad. W trwającym już prawie rok rewolucyjnym zrywie według różnych międzynarodowych organizacji humanitarnych i źródeł w samej Syrii, w konflikcie zginęło ponad 7 tys. osób.

Źródło: PAP, TVN24, tvn24.pl