Świat

Po masakrze zwolennicy broni "miękną"

Świat


Strzelanina w szkole w Newtown, w której życie straciło między innymi 20 małych dzieci, złamała część najtwardszych zwolenników łatwego dostępu do broni. - Musimy usiąść do rozmowy i wypracować rozsądne rozwiązanie - powiedział senator Joe Manchin, do tej pory zadeklarowany zwolennik lobby producentów broni.

Głównym uzbrojeniem wykorzystanym przez sprawcę masakry w szkole Sandy Hook był karabin AR-15. To lekko zmodyfikowana cywilna wersja popularnych wojskowych karabinów M-16. Jest to broń o wielkiej sile ognia jak na potrzeby cywili. Wykorzystanie tego rodzaju uzbrojenia pozwoliło mordercy zabić 20 małych dzieci i szóstkę dorosłych w ciągu kilku minut. Wywołało to falę głosów, że oddawanie de facto karabinów wojskowych w ręce cywilów, bez większej kontroli, nie jest właściwe. Wygaszone moratorium Zazwyczaj apele o zmianę prawa dotyczącego sprzedaży broni szybko więzną amerykańskim politykom w gardłach, bowiem lobby zwolenników łatwego dostępu do uzbrojenia i jego producentów jest potężne. Kluczową rolę odgrywa w nim organizacja National Rifle Association (NRA), od lat aktywnie i skutecznie lobbująca w Waszyngtonie na rzecz dostępu do broni. Tym razem skala tragedii w Newtown spowodowała jednak pęknięcia w zazwyczaj monolitycznym lobby broniącym łatwego dostępu do uzbrojenia. - Trzeba się zająć tą sprawą. Wzywam moich kolegów z NRA, którego jestem dumnym członkiem, aby usiąść do rozmowy i spróbować osiągnąć rozsądne rozwiązanie tego problemu - powiedział demokratyczny senator Joe Manchin, członek NRA, zapalony myśliwy i jednocześnie posiadacz ratingu "A", wydawanego przez NRA osobom najlepiej dbającym o jej interesy. Senator, że istniejąca obecnie łatwa dostępność karabinów pokroju AR-15 "nie ma sensu". Do 2004 roku obowiązywało specjalne moratorium na sprzedaż tego rodzaju broni, ale pod naciskiem NRA republikanie i administracja Georga W. Busha pozwolili mu wygasnąć. Chwila daje możliwości Manchin zaznaczył, że kwestia dostępu do broni jest w USA tematem trudnym społecznie i dotyczy kultury narodowej. - Niezależnie od tego, musimy wyłożyć na stół wszystkie możliwe rozwiązania - stwierdził senator. Demokrata przyznał, że do końca roku Kongres będzie zajęty rozwiązaniem problemu z uchwaleniem ustawy budżetowej, ale na początku 2013 roku powinien zająć się kwestią broni. - To musi się przenieść poza sferę dialogu. Musimy zacząć działać - stwierdził Manchin. - Obecnie jest szansa na wykorzystanie chwili i uczynienie czegoś dobrego - wtórował Manchinowi inny senator Partii Demokratycznej, Richard Blumenthal z Connecticut, gdzie leży Newtown. "Nic nie będzie takie samo" "Złamał się" też Joe Scarborough, były republikański członek Izby Reprezentantów, a obecnie jeden z najpopularniejszych konserwatywnych komentatorów politycznych. Jest też jednym z zaangażowanych zwolenników NRA. - Każdy obywatel USA musi sobie zdawać sprawę, że od teraz nic nie będzie takie samo - stwierdził na antenie telewizji MSNBC Scarborough. - Politycy nie mogą już dłużej bronić status quo. W zamian muszą być zobowiązani bronić naszych dzieci - powiedział komentator. Zagadkowy Obama Pytaniem otwartym pozostaje stanowisko Baracka Obamy. Prezydent konsekwentnie podczas swojej poprzedniej i obecnej prezydentury unika tematu dostępności broni, prawdopodobnie obawiając się utraty popularności ze strony "miłośników" uzbrojenia. Podczas swojego niedzielnego przemówienia w Newtown Obama też skrupulatnie pomijał kwestię broni. Nie użył nawet tego słowa. Mówił jedynie ogólnie o podjęciu działań, mających na celu zapobieżenie podobnym masakrom.

Prywatnie ma być jednak zwolennikiem ograniczenia dostępu do broni.

Autor: mk/tr / Źródło: Reuters, tvn24.pl

Raporty: