Troje dzieci strażaka zginęło w pożarze. On sam w tym czasie pojechał do fałszywego wezwania

TVN24


Dzieci Luthera Jonesa spędzały noc z soboty na niedzielę w placówce całodobowej opieki w Erie. Ich ojciec pełnił wtedy dyżur w ochotniczym oddziale straży pożarnej. Gdy w ośrodku wybuchł pożar, w płomieniach zginęło pięcioro dzieci, w tym dwie córki i syn Jonesa. On sam w tym czasie pojechał do innego wezwania, które okazało się fałszywe.

Straż pożarna w miejscowości Erie w stanie Pensylwania została powiadomiona o pożarze około godziny 1 w nocy z soboty na niedzielę czasu lokalnego.

Przedstawiciel policji poinformował, że ofiarami była piątka dzieci w wieku od ośmiu miesięcy do ośmiu lat.

Wśród ofiar troje dzieci strażaka

Wśród ofiar były dwie córki i syn Luthera Jonesa, strażaka ochotnika z pobliskiego Lawrence Park. Dzieci zostały na noc w placówce opiekuńczej, ich ojciec udał się na służbę.

Jak podkreślają media, strażak nie zdawał sobie sprawy z dramatu dziejącego się w budynku, w którym przebywały jego dzieci. Sam w tym czasie został wezwany do innego zdarzenia. Według FOX News zgłoszenie, do którego pojechał, okazało się fałszywe.

"Jesteśmy wstrząśnięci tragicznym pożarem w Erie. Dodatkowo głęboko poruszył nas fakt, że tragedia ta dotknęła jednego z naszych członków" - napisali na Facebooku koledzy z ochotniczego oddziału, w którym służył Luther Jones.

- Moje dzieci odeszły. Bolesna jest dla mnie myśl, że walczyły i cierpiały w ogniu. W każdej minucie odczuwam ten sam ból - mówiła w rozmowie z lokalną stacją telewizyjną Shevona Overton, matka córek i syna Luthera Jonesa oraz czwartego dziecka, które także zginęło w pożarze.

"Ten pożar to było po prostu szaleństwo"

Mieszkająca w sąsiedztwie Danika Scott powiedziała lokalnej prasie, że ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. - Ten pożar to było po prostu szaleństwo - powiedziała.

Jak podał szef straży pożarnej z Erie Guy Santone, cytowany przez miejscowy portal Erie News Now, w całodobowej placówce opiekuńczej w chwili wybuchu pożaru znajdowało się osiem osób. Dwóm - w wieku 15 i 12 lat - udało się wydostać przez dach. Prowadząca placówkę Elaine Harris z poparzeniami dróg oddechowych trafiła do szpitala w Pittsburghu.

Dla pięciorga dzieci ratunek przyszedł za późno. Mimo prób reanimacji wszystkie zmarły.

Guy Santone podkreślił, że pożaru można było uniknąć, gdyby w budynku znajdowało się więcej czujników dymu. Służby w zgliszczach znalazły tylko jedną sztukę.

Pożar wybuchł w mieście Erie w Pensylwanii
Google Maps

Autor: ft//rzw//kwoj / Źródło: PAP, FOX News, New York Post, erienewsnow.com