Świat

Partyzant wygrywa wybory

Świat

Aktualizacja:

Dawny przywódca albańskich partyzantów,dziś lider Demokratycznej Partii Kosowa Hashim Thaci obwieścił w nocy wygraną swojej partii w sobotnich wyborach parlamentarnych. - Dziękuję wszystkim tym, którzy pomogli w osiągnięciu tego zwycięstwa - mówił na wiecu w stolicy Kosowa Prisztinie.

Po przeliczeniu 3/4 oddanych głosów oddanych w sobotnich wyborach parlamentarnych w Kosowie Demokratyczna Partia Kosowa ma blisko 12 procentową przewagę nad głównym politycznym rywalem - Demokratycznym Związku Kosowa.

To historyczny dzień dla Kosowa Hashim Thaci

Zwycięstwo prawie przesądzone

Jeśli wstępne wyniki potwierdzą się, dadzą kierowanej przez Thaciego partii spodziewane przez obserwatorów zwycięstwo, ale jednocześnie nie pozwolą na samodzielne rządzenie i zmuszą ją do poszukiwania koalicyjnych sojuszników.

Obserwatorzy z niezależnych organizacji pozarządowych zrzeszeni w koalicji "Demokracja w działaniu" podali po godzinie 2 w nocy z soboty na niedzielę, że po przeliczeniu 72,4 procent głosów opozycyjna dotąd Demokratyczna Partia Kosowa (DPK), uzyskała poparcie 34 procent wyborców. Jej główny konkurent, Demokratyczny Związek Kosowa (LDK), tradycyjnie najsilniejsze ugrupowanie polityczne prowincji, zebrało ok. 22 proc. głosów.

Na trzecim miejscu z 12 procentami poparcia znalazł się Sojusz Nowego Kosowa (AKR). Wszystkie czołowe ugrupowania opowiadają się za oderwaniem od Serbii i rychłą niepodległością, ale reprezentują tylko Albańczyków. Mniej liczna (ok. 40 tys. uprawnionych do głosowania ) społeczność serbska, na wezwanie z Belgradu, prawie bez wyjątku zbojkotowała kosowskie wybory.

Bliżej niepodległości

Sam Thaci, który w latach 1998-99 dowodził partyzancką Wyzwoleńczą Armią Kosowa (UCK), zapowiedział tuż przed wyborami, że w przypadku zwycięstwa ogłosi niepodległość od Serbii po 10 grudnia. To termin zakończenia formalnych rokowań w sprawie statusu Kosowa, będącego dotąd formalnie częścią Serbii, ale zamieszkanego głównie przez Albańczyków, stanowiących ponad 90 procent jego ludności. Jednak Belgrad zapowiada, że nie uzna nowego kraju.

Albańczycy nie wierzą już w cuda

Frekwencja w sobotnich wyborach parlamentarnych w Kosowie była rekordowo niska - poniżej 45 procent, podali po zamknięciu lokali wyborczych, przedstawiciele centralnej komisji wyborczej i tymczasowych władz prowincji administrowanej przez ONZ.

- Frekwencja wyborcza była najniższa od czasu wojny domowej w Kosowie w latach 1998-99 - poinformowali na konferencji prasowej w Prisztinie administrator z ramienia ONZ Joachim Ruecker oraz szef komisji wyborczej Mazllum Baraliu.

Wg analityków niechęć do głosowania świadczy o rozczarowaniu kosowskich Albańczyków polityką ich przywódców. Albańczycy są sfrustrowani tym, że liderzy nie zdołali dotąd doprowadzić do oderwania prowincji od Serbii, zapewnić jej rozwoju gospodarczego i stworzyć nowych miejsc pracy.

Jak oceniają obserwatorzy, wprawdzie Albańczycy są zgodni co do potrzeby niezawisłości, ale planom w sferze politycznej nie towarzyszy już wcześniejsza euforia, bo zdano sobie sprawę, że ich realizacja nie przyniesie cudu gospodarczego.

- Ludzie są w depresji - ocenia redaktor naczelny lokalnego dziennika Berat Bushala. Chodzi o sytuację gospodarczą. W wielu miejscach Kosowa nie ma wody pitnej, elektryczności, ale przede wszystkim - nie ma pracy.

Źródło: PAP, tvn24.pl