Świat

Koki nie żuł, sierp i młot go nie obraziły, a proszony o selfie czuje się "jak pradziadek"

Świat


Papież Franciszek wrócił do Rzymu z tygodniowej podróży po Ameryce Południowej. Wizyta w Ekwadorze, Boliwii i Paragwaju pokazała priorytety jego pontyfikatu: troskę o ubogich i naturę, sprzeciw wobec globalnego modelu gospodarki. Mimo zmęczenia na pokładzie samolotu w drodze powrotnej Franciszka nie opuszczał dobry humor.

Watykaniści zauważają, że jasny komunikat zawierała już trasa tej najdłuższej z dotychczasowych pielgrzymek Franciszka. Wybrał kraje nie najważniejsze na kontynencie, ale położone na jego peryferiach, zmagające się z trudnościami ekonomicznymi i społecznymi, znękane latami ubóstwa, dyktatur czy wojen domowych.

Nawiązania do posługi w Buenos Aires

Program wizyty, spotkania, homilie i wystąpienia papieża nawiązywały niemal na każdym kroku do jego poprzedniej posługi, gdy był arcybiskupem Buenos Aires. Papież z Argentyny podczas podróży po macierzystym kontynencie robił to, do czego przyzwyczaił wiernych podczas pracy duszpasterskiej w Buenos Aires: odwiedzał biednych, chorych i zepchniętych na margines, spotykał się z tymi, którzy walczą z wykluczeniem.

Podróż obfitowała także w nawiązania do niedawno ogłoszonej ekologicznej encykliki „Laudato si”, w której papież zawarł postulaty ochrony środowiska i ratowania przed człowiekiem zdewastowanej, ograbionej z zasobów Ziemi.

Papież nie dał się sprowokować

Zdecydowanie najmocniejszy przekaz popłynął z Boliwii, rządzonej przez populistę Evo Moralesa, uważanego wręcz za trybuna ludowego. W mieście Santa Cruz de la Sierra doszło w czwartek do najciekawszego wydarzenia podróży, spotkania z przedstawicielami ruchów społecznych. Do nich Franciszek wygłosił najdłuższe przemówienie od początku swego pontyfikatu. Czytał je 55 minut.

Papież, jak zauważono, został postawiony w bardzo trudnej sytuacji. Przemawiał po ostrym wystąpieniu Moralesa, obfitującym w hasła wymierzone przeciwko imperializmowi i kapitalizmowi.

Franciszek nie dał się sprowokować. Wiernie niemal co do słowa odczytał przygotowany wcześniej tekst.

- Potrzebujemy i chcemy zmian - mówił i podkreślił, że obecny globalny system gospodarczy „już się nie sprawdza”. Przekonywał, że „globalizacja nadziei” musi zastąpić „globalizację wykluczenia i obojętności”.

"Subtelna dyktatura" kapitalizmu

Franciszek zauważył, że kiedy w pobliżu Watykanu starsza osoba umrze z zimna, wiadomość o tym nie trafia do mediów, bo - jak dodał - „to nie jest informacja”. „Ale kiedy giełda zanotuje spadek o 2 punkty, wtedy jest to ogólnoświatowy skandal”.

Wyraził opinię, że kiedy kapitał staje się bożkiem i kieruje wyborami ludzi, a zachłanność kontroluje cały system społeczno-ekonomiczny, wtedy „niszczy społeczeństwo, skazuje człowieka i czyni go niewolnikiem”.

- To jest subtelna dyktatura - ostrzegł.

Pojednanie z Kubą i grecki kryzys

Papież, który planuje we wrześniu złożyć wizytę w Stanach Zjednoczonych i na Kubie, umniejszał swoją rolę w przywróceniu dialogu pomiędzy tymi państwami, za co dziękowali mu Barack Obama i Raul Castro.

Ocenił, że zrobił „tylko małe rzeczy” na rzecz ułatwienia zbliżenia, pytany zaś, czy Kuba nie straci w wyniku otwarcia na USA części swojej tożsamości podkreślił, że obie strony mogą coś stracić, ale jednocześnie „zyskają pokój, przyjaźń i współpracę”.

Papież Franciszek powiedział dziennikarzom, że ma nadzieję na rozwiązanie kryzysu finansowego w Grecji. Na pokładzie samolotu w drodze z Ameryki Południowej do Rzymu mówił, że trzeba czuwać, by taka sytuacja nie powtórzyła się w innych krajach.

Kontrowersyjny prezent

Franciszek powiedział dziennikarzom, że nie poczuł się urażony prezentem od boliwijskiego prezydenta Evo Moralesa, który podarował mu figurkę ukrzyżowanego Jezusa z doczepionymi sierpem i młotem, symbolem komunizmu.

Ocenił, że figurka, która powstała według projektu obrońcy praw górników ponad 30 lat temu, jest „sztuką protestu” i znakiem swoich czasów. Papież przyznał, że zabrał ją ze sobą do Watykanu. Modlił się także w miejscu, gdzie znaleziono zwłoki wspomnianego działacza, zmasakrowanego w 1980 roku przez prawicowe bojówki.

Papież w dobrym humorze

Papież, choć zmęczony, wydawał się być w dobrym humorze i dużo żartował podczas lotu powrotnego do Rzymu.

Pytany, jak w wieku 78 lat znalazł tyle energii i poradził sobie z trudami pobytu na dużej wysokości (La Paz w Boliwii położone jest na wysokości 3600 m n.p.m.), Franciszek zażartował: "Jaki narkotyk brałem? Taki był prawdziwy sens tego pytania. Napar mate mi pomaga, ale nie spróbowałem liści koki, żeby była pełna jasność!".

Zaprzeczył w ten sposób informacjom podawanym przez boliwijskie władze, jakoby sam poprosił o dostarczenie mu liści koki. - Sam papież prosił nas, byśmy przygotowali dla niego liście do żucia - mówił w czwartek Marko Machicao, minister kultury Boliwii, podkreślając, że urzędnicy "wybrali według nich najlepsze, z regionu Jungas".

Liście koki są powszechnie używane w Andach do łagodzenia negatywnych efektów przebywania na dużej wysokości.

Papież i liście koki
Papież i liście kokitvn24

Franciszek żartował również, że „czuł się jak pradziadek”, gdy młodzi ludzie prosili go o zrobienie z nim zdjęcia, tzw. selfie. - To inna kultura, ale szanuję to - dodał już na poważnie.

Autor: mm//rzw / Źródło: reuters, pap

Tagi:
Raporty: