Świat

Pakistańskie pogranicze w ogniu

Świat

Aktualizacja:

Co najmniej 45 pakistańskich żołnierzy i 150 islamskich bojowników zginęło w trwających od niedzieli walkach na pograniczu pakistańsko-afgańskim. Kilkudziesięciu żołnierzy uważa się za zaginionych.

Nasilone walki na pograniczu zaczęły się w lipcu, gdy przywódcy protalibskich klanów z Północnego Waziristanu zerwali rozejm zawarty we wrześniu roku 2006 z pakistańskim rządem. Bezpośrednią przyczyną erupcji przemocy był szturm armii pakistańskiej na Czerwony Meczet w Islamabadzie.

Pakistańskie siły bezpieczeństwa i armia kilkukrotnie odrzucały wysuwane przez islamistów propozycję rozejmu, zapowiadając kontynuację "operacji karnej" do czasu przywrócenia pokoju w tym pogranicznym rejonie. W sąsiednim Południowym Waziristanie od końca sierpnia rebelianci przetrzymują około 225 żołnierzy sił rządowych.

Waziristan, zamieszkany głównie przez plemiona Pasztunów, od początku istnienia państwa pakistańskiego zgłaszał pretensje do samodzielności. Sytuacja zaostrzyła się po przejęciu władzy w Afganistanie przez reżim fanatycznych Talibów, którzy zawsze mogli liczyć na gościnność pakistańskiego pogranicza. Kulminacyjny punkt konfliktu nastąpił jednak dopiero po amerykańskiej interwencji w Afganistanie.

Od 2003 r., kiedy Islamabad zobowiązał się wspierać Amerykanów w "wojnie z terroryzmem" i naraził się tym samym muzułmańskim plemionom, rozpoczęły się regularne walki. W lutym 2006 r. miejscowy separatyści ogłosili nawet niepodległość, ale szybko zrezygnowali z państwowych aspiracji, gdy Islamabad zdecydował się we wrześniu tego samego roku wycofać wojsko z regionu. W zamian Pasztunowie potwierdzili swoją podległość wobec rządu i zadeklarowali nieangażowanie się w konflikt afgański. Kruchy rozejm został zerwany w lipcu tego roku.

Antypasztuńskie kampanie nie cieszą się poparciem pakistańskiego społeczeństwa, któremu nie podoba się bratobójcza walka wewnątrz świata muzułmańskiego. Narzeka też armia, na słabe morale swoich podkomendnych, którzy nieraz poddają się Pasztunom całymi oddziałami.

Źródło: BBC, PAP