Świat

Operacja Krasnyj Łucz. Separatyści boją się odcięcia

Świat


Ukraińskie siły przechodzą znów do ofensywy w Donbasie. Jeśli uda im się manewr pod Krasnym Łuczem, rozetną siły separatystów na trzy części. W nocy – choć wielu tego się spodziewało – nie doszło do rosyjskiej interwencji. Wiceszef administracji prezydenta Ukrainy mówi jednak o próbie jej rozpoczęcia.

ANALIZY SYTUACJI NA FRONCIE

Noc znów upłynęła pod znakiem ostrzału artyleryjskiego pozycji ukraińskich w kilku punktach. Według sztabu operacji antyterrorystycznej (ATO), pociski spadły w rejonach m.in. Niżnego oraz wsi Wierchnietoreckoje i Riasnoje. Tradycyjnie już z Gradów ostrzelano lotnisko w Ługańsku. Jak informują władze miejskie Doniecka, noc minęła tam stosunkowo spokojnie. Od czasu do czasu słychać było pojedyncze wystrzały i eksplozje. Ale wcześnie rano rozpoczął się ciężki ostrzał artyleryjski – głównie w kierunku dzielnicy Kijowskiej.

W sobotę oczekiwać można kontynuacji natarcia ukraińskiego na Krasnyj Łucz. Sytuacja wokół Doniecka i Gorłówki znacząco się ostatnio nie zmieniła. Podobnie jak w przypadku "występu pierwomajskiego" - obsadzonego przez silne oddziały rebeliantów (część zgrupowania „Mongoła”) terenu wbijającego się klinem w pozycje ukraińskie na północ od autostrady M04. Im dalej na wschód, tym położenie separatystów jest lepsze – przede wszystkim dzięki podwojeniu długości odcinka granicy, którym stykają się z Rosją.

Sytuacja na fronciemediarnbo.org

"Humanitarna prowokacja"?

Władze w Kijowie czekały na tę noc z ogromnym napięciem. Wiele wskazywało na to, że właśnie dziś mogło dojść do rosyjskiej interwencji. Mogły to sugerować m.in. pilne zebranie Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej poświęcone "katastrofie humanitarnej" na wschodniej Ukrainie oraz burzliwe posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, na którym znów doszło do bardzo ostrego starcia ambasadora Rosji z dyplomatami z Zachodu.

Jeszcze późnym wieczorem w piątek w jednej z telewizji szef SBU Wałentyn Naliwajczenko ostrzegał, że Rosja nie porzuciła planu inwazji, "co widzimy po lokalizacji wojsk oraz sądząc po tym, jak bardzo intensywnie przesuwane są wozy bojowe i czołgi".

Krótko po północy zastępca szefa administracji prezydenta Ukrainy Wałeryj Czałyj poinformował, że właśnie doszło do próby sprowokowania konfliktu przez Rosję. Do granicy miał się zbliżać ogromny konwój ochraniany przez wojsko. Czałyj twierdzi, że kolumna chciała wjechać do Donbasu pod pretekstem niesienia pomocy humanitarnej. Rosjanie twierdzili, że wszystko jest uzgodnione z Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem. Ale MCK zaprzeczył. Wówczas Kijów miał uruchomić „gorącą linię” z „zachodnimi partnerami” i szefem MSZ Rosji. Wreszcie "udało się otrzymać zapewnienie Ławrowa, że konwój nie przejdzie granicy".

Tych informacji nie potwierdza oczywiście strona rosyjska. Być może w ciągu dnia Kijów poda na ten temat więcej szczegółów (np., w którym punkcie miało dojść do próby wejścia na terytorium Ukrainy "humanitarnego konwoju" Rosjan). Jeśli jednak doniesienia Czałyja są prawdziwe, potwierdzałoby to wcześniejsze przypuszczenia analityków, iż operacja rosyjska zacznie się do wprowadzania "pomocy humanitarnej" przez te odcinki granicy, które kontrolują separatyści. A, gdyby potem zginął, choć jeden żołnierz, Kreml zacząłby inwazję na pełną skalę.

Tymczasem niepokojące informacje napłynęły z położonych tuż przy granicy miast. Ukraińscy aktywiści alarmują, że w Krasnodonie, Mołodogwardyjsku i paru innych miastach pojawił się zasięg rosyjskich operatorów telefonii komórkowej Megafon i Tele2.

Operacja Krasnyj Łucz

Niezależnie do obaw przed rosyjską interwencją, siły ATO wyraźnie zakończyły "strategiczną pauzę". W piątek ukraińskie wojska przeszły do działań zaczepnych na dużą skalę.

Największe natarcie ruszyło na Krasnyj Łucz – kluczowe miasto położone między głównymi siłami "Donieckiej Republiki Ludowej" a "Ługańską Republiką Ludową". Zgrupowanie ukraińskie pod Amwrosiwką, wzmocnione zahartowanymi w boju żołnierzami, którzy wyszli z "kotła dołżanskiego", zaskoczyło przeciwnika: ominęło Sniżne, atakując położony między nim a Krasnym Łuczem Miusinsk. Walki o to miasteczko na drodze H21, biegnącej z Krasnego Łucza, dalej przez Sniżne, Torez, Szachtarsk, do Doniecka, toczyły się cały dzień. Zajęcie Miusinska bardzo ograniczyłoby dostawy broni i ludzi z obwodu ługańskiego do Doniecka, a zarazem otwierałoby siłom ATO drogę na Krasnyj Łucz od południowego zachodu.

Jednocześnie Ukraińcy posuwają się w kierunku Krasnego Łucza z północnego zachodu, drogą M03 od Debalcewa, przez Faszczewkę. Od południa, od Amwrosiwki idzie też natarcie bocznymi drogami na Torez i Sniżne. Uniemożliwia to rebeliantom wykonanie kontruderzenia na skrzydło sił ATO w rejonie Saur-Mogiły od strony Torezu właśnie. Walki toczą się już na południowych rogatkach Sniżnego.

Dowództwo rebelii musi brać też pod uwagę scenariusz, że ukraińskie zgrupowanie w rejonie Łutugino, zamiast kontynuować próby natarcia na Ługańsk od południowego zachodu, ruszy w przeciwną stronę drogą H21 ku miastu Krasnyj Łucz. Stacjonujący tam rebelianci zostaliby, wtedy wzięci nawet nie w dwa, a w trzy ognie: także z południowego zachodu (Miusinsk) i północnego zachodu (Faszczewka). Dlaczego panowanie nad Krasnym Łuczem jest tak ważne?

Krasnyj Łucz i Debalcewo – będąc kluczowymi węzłami komunikacyjnymi w całym Donbasie – są niczym dwa rygle do „Noworosji”. Tędy też biegną „drogi życia” łączące rebeliantów w Doniecku z ługańskimi towarzyszami broni. Ukraińcy mają już Debalcewo. Teraz zapewne powalczą o południowy rygiel. Jego opanowanie będzie równoznaczne z rozcięciem obszaru kontrolowanego przez separatystów na trzy części: kocioł Donieck-Gorłówka, kocioł Stachanow-Ałczewsk oraz reszta Ługańskiej RL z Ługańskiem, Krasnodonem, Swierdłowskiem.

Jak mogą temu zapobiec rebelianci? Posiłki z Doniecka niewiele zmienią, a tylko osłabią obronę miasta. Pozostaje ewentualnie uderzenie zgrupowania „Mongoła” od północnego wschodu (o czym więcej w dalszej części analizy) oraz – chyba bardziej realne – natarcie sił koncentrowanych w rejonie Rowienki-Swierdłowsk, nie niepokojonych przez siły ATO po likwidacji „kotła dołżanskiego”. Rebelianci z tego kierunku mogą – przez Antracyt – uderzyć w prawą flankę sił ukraińskich idących na Krasnyj Łucz przez Miusinsk. Dlatego teraz siły ATO umacniają się na Saur-Mogile. To mogłoby być zabezpieczeniem ofensywy na Krasnyj Łucz od południa.

Donieck boi się odcięcia

Rebelianci zdają sobie sprawę z wagi Krasnego Łucza. Natarcie ukraińskie zmusza dowództwo „Donieckiej Republiki Ludowej” do przerzucania tam ciągle dodatkowych sił. Panowanie nad H21 – teraz właściwie jedyną drogą dostaw pomocy z Rosji do Doniecka – jest krytyczne dla obrony tego miasta. Szefowie DRL zrobią więc wszystko, aby utrzymać tam pozycje. O czym świadczy choćby przemieszczanie kolumn sprzętu wojskowego z Doniecka do Charcyska. - W czwartek o godz. 17.45 w okolicach miasta Krasnyj Łucz odnotowano rozstawianie 15 systemów rakietowych Grad – mówił też na piątkowym briefingu rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony (RBNO) Andrij Łysenko.

Tymczasem nie do końca jest jasne, kto dowodzi „wojskami” DRL. Pojawiły się pogłoski, że nowy „premier” Zacharczenko odsuwa Girkina (Striełkowa) od kierowania walką. Gdyby te doniesienia się potwierdziły, oznaczałoby to, że Zacharczenko wziął rewanż za wydarzenia sprzed miesiąca, gdy Girkin wraz ze swym ludźmi, po oddaniu Słowiańska i Kramatorska, wkroczył do Doniecka, pozbawiając tu wojskowej władzy tandem Zacharczenko-Chodakowski. Ten drugi to były szef donieckiej Alfy SBU, dowódca batalionu Wostok. Obaj mają nie najgorsze relacje z Achmetowem. I są bardziej „strawni” dla Moskwy niż Girkin (Striełkow), idol wszystkich rosyjskich nacjonalistów, pozwalający sobie publicznie krytykować samego Putina.

KTO RZĄDZI W "NOWOROSJI" - czytaj więcej

Być może wyjaśniło się, skąd ciągłe doniesienia o starciach w Doniecku i wybuchach, choć główne siły ATO pozostają wciąż dość daleko od miasta. Przenikają do niego za to podobno grupy dywersyjne, które znienacka atakują rebeliantów.

Wieczorem w piątek rozgorzały walki pod Krasnym Partizanem, na południowy zachód od Gorłówki. Ukraińcy zaczęli wkraczać do wiosek leżących na skraju miasta. Siłom ATO udało się zająć Pantelejmonowkę, co odcina Gorłówkę od Makiejewki, rodzinnej miejscowości Janukowycza, wciąż zajmowanej przez rebeliantów. Ale połączenie bastionu „Biesa” (Igora Bezlera) z Donieckiem nadal funkcjonuje.

„Klin pierwomajski”

Dużo lepiej wygląda militarna sytuacja oddziałów „Ługańskiej Republiki Ludowej”.

Zgrupowanie rebeliantów w trójkącie Pierwomajsk-Stachanow-Kirowsk jest nie do ruszenia. Od północnego wschodu osłania je rzeka Siwerskij Doniec, od północy mocno okopali się w Kirowsku. A od zachodu skutecznie powstrzymują siły ATO kontratakami na Popasną. Na południu – w rejonie Ałczewska na autostradzie M04 - stacjonuje zaś trzon sił „Mongoła”.

Interpretacja walk w tym rejonie jest dobrym przykładem różnic nawet w przekazie strony ukraińskiej. Podczas gdy jedne źródła twierdzą, że to Ukraińcy atakują Pierwomajsk, a rebelianci skutecznie się bronią, kontratakując na Popasną, to inne źródła mówią, że jest odwrotnie, że to rebelianci atakują i są odrzucani od Popasnej.

Pewne jest jedno - całe to zgrupowanie separatystów może jeszcze długo się bronić. Lub – co spędza sen z powiek oficerom sztabu ATO - uderzać na Debalcewo oraz w tyły oddziałów ukraińskich idących przez Faszczewkę na Krasnyj Łucz.

Za plecami Rosja

Najmniej zmieniło się w ciągu ostatniej doby w rejonie Ługańska. Siły ATO posuwają sie powoli wzdłuż prawego brzegu rzeki Siwerskij Doniec, oskrzydlając miasto od północnego wschodu. Zgrupowanie w Łutugino (kierunek południowy zachód) wciąż jednak stoi. A przez Suchodolsk i Krasnodon idą do Ługańska jedna za drugą nieduże kolumny wozów bojowych i czołgów z Rosji. Wydaje się jednak, że „prezydent” ŁRL Bołotow już szykuje wariant awaryjny na wypadek utraty Ługańska. Większość posiłków z Rosji trafia do zgrupowania w Ałczewsku i Rowienkach – na południe od Ługańska. Poprzedniej nocy z Ługańska do Krasnodonu przewieziono wyrzutnię rakietową Buk – donoszą ukraińskie media, powołując się na lokalnych aktywistów społecznych. Z tych samych źródeł wiadomo też, że z Rosji przez Swierdłowsk do Krasnodonu przeszły dwie kolumny pancerne. W sumie sześć czołgów, osiem wozów opancerzonych, trzy ciężarówki. Do tego 13 ciężarówek z najemnikami.

Ukraińcy, po wydobyciu w czwartek z „kotła dołżanskiego” około tysiąca żołnierzy (gł. z 79. Brygady Powietrznodesantowej), wycofali się z zajmowanego od kilku tygodni i bronionego dużym kosztem (bitwa pod Marinowką 18 lipca) pasa terytorium wzdłuż południowej granicy obwodu ługańskiego z Rosją. Opuścili nawet Diakowo, zajmując pozycje w rejonie Niżnego Nagolczika i Esaułowki (w kierunku północno-zachodnim, na Antracyt i dalej Krasnyj Łucz).

W tym tygodniu więc ostatecznie, po niemal miesiącu, dokończył żywota „bastion dołżanski” (południowo-wschodni fragment obwodu ługańskiego) - po porażce pod Krasnopartizanskiem (poniedziałek) i bitwie u stóp kurhanu Saur-Mogiła (czwartek). Co najgorsze dla Kijowa, oznacza to niemal dwukrotne wydłużenie granicy „Ługańskiej Republiki Ludowej” z Rosją. I zabezpieczenie prowadzących z Rosji dwóch autostrad M03 i M04, biegnących odpowiednio, do Ługańska i Krasnego Łucza.

Jacek Czaputowicz o szczycie czwórki normandzkiej w Paryżutvn24
wideo 2/23

Autor: Grzegorz Kuczyński / Źródło: tvn24.pl

Tagi:
Raporty: