Świat

Oficjele na walizkach. Gdzie jest prezydent?

Świat


Mija już miesiąc, odkąd reżim Baszara Asada w Syrii boryka się z masowymi protestami niezadowolonych z rządów obywateli. Ostatnie dni zaowocowały plotkami i doniesieniami, które ożywiają nadzieję przeciwników Asada na jego rychły koniec.

Najnowsza plotka mówi o prominentnych oficjelach reżimu, którzy w panice wysyłają swoje rodziny do krajów Zatoki Perskiej razem z dobytkiem swojego życia.

Inna wieść, która rozniosła się po Syrii jeszcze w środę, mówiła o tym, że prezydent Asad sam wybiera się do Arabii Saudyjskiej. Według dziennika "Okaz", miałby tam rozmawiać z królem o rozwiązaniu politycznego impasu w kraju, licząc na poparcie monarchy, którego wpływ na miejscowych sunnitów jest według komentatorów nie do przecenienia.

Prezydent ucieka?

Doniesienie o wyjeździe Assada, niepotwierdzone przez Syryjczyków ani Saudyjczyków, dla wielu oznaczało również potwierdzenie przypuszczeń o ucieczce prezydenta. Mało to jednak prawdopodobne, by akurat u Saudów Assad szukał schronienia. Jako alawita - sekta w ramach islamu szyickiego - nie czułby się dobrze w sunnickim królestwie.

Jeśli już gdzieś Assad szukałby azylu, byłby to raczej Iran, z którym Syria od dziesięcioleci utrzymuje serdeczne stosunki, balansując na krawędzi statusu satelity Teheranu.

"Libańskie prowokacje"

Plotki używają też władze, by przynajmniej w części okiełznać społeczne niepokoje. Syryjskie władze oświadczyły np., że w walkę przeciwko reżimowi zaangażowali się libańscy sunnici wierni przeciwnikowi Damaszku byłemu premierowi Libanu Saadowi Haririemu. Bandy uzbrojonych ludzi Haririego miałyby terroryzować pograniczne miejscowości. Sam Libańczyk odpowiada, że nie ma broni, by uzbroić swoich ludzi na użytek polityki wewnętrznej, a co dopiero wysyłać ich na zagraniczne ekspedycje.

Niechętni pod ścianę

Bardziej prawdopodobne są doniesienia o fermencie wewnątrz syryjskiej armii. Jak podaje izraelski serwis Debka, w szeregach wojska zdarzyły się już przypadki egzekucji żołnierzy i oficerów, którzy odmawiają strzelania do swoich rodaków.

Rozstrzeliwań ma dokonywać Szabbiha, liczący kilka tysięcy ludzi gang wiernych Asadowi młodych alawitów. Ich zadanie polega nie tylko na pacyfikowaniu buntu w szeregach armii, ale też na przeprowadzaniu prowokacji, które winę za rozlew krwi mają zrzucić na barki opozycji.

W relacjach oficjalnych członkowie gangów przedstawiani są jako "niezidentyfikowani sprawcy" strzelający z tłumów protestujących w kierunku żołnierzy i sił bezpieczeństwa. Najnowsze doniesienia oficjalnej agencji SANA mówią o takim "snajperze", który zabił żołnierza w mieście Banias. Protesty uliczne w Syrii przeciwko dyktaturze prezydenta Asada, pozostającego u władzy od 2000 roku, i jego partii Baas rozpoczęły się 15 marca.Dotychczas w starciach demonstrantów z siłami bezpieczeństwa zginęło ponad 170 osób.

Źródło: tvn24.pl

Pozostałe wiadomości