Niewolnicy w "raju". Cztery tysiące ludzi zginą, by mundial rozegrano na pustyni?

Świat

Zaha Hadid ArchitectsStadion Al Wakrah w Katarze

Co zrobić, by na pustyniach Kataru w 2022 r. rozegrać mundial na klimatyzowanych stadionach, a turystów przyjąć w bajecznych hotelach? Zatrudnić kilka milionów ludzi i niezbyt przejmować się tym, że kilka tysięcy z nich zginie. FIFA po trzech latach zorientowała się, że w Katarze coś dzieje się nie tak, gdy problem jej pokazano. Czy teraz zacznie działać?

O tej sprawie mówi się od kilku miesięcy. Dziennikarze brytyjskiego „Guardiana” dotarli późną jesienią ub. roku do niepokojących raportów urzędników, pracujących w ambasadach Indii i Nepalu. Ci zaczęli zbierać informacje o bardzo częstych przypadkach zgonów swoich obywateli przebywających w Katarze, w ramach kontraktów budowlanych.

Okazało się, że miesięcznie giną ich setki. Urzędnicy zaczęli o tym raportować do swoich stolic i w końcu, za sprawą Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych (ITUC) - największej organizacji skupiającej krajowe instytucje tego typu na świecie – udało się naświetlić problem, którego przez lata nikt na Zachodzie nie widział albo go ignorował.

Być więźniem w Katarze

Katar jest jednym z kilku państw świata, które można opuścić dopiero mając wizę wyjazdową. To teoretycznie może uczynić z każdej wizytującej go osoby „więźnia”. Do takiej sytuacji może dojść np., jeśli firma, która nas zatrudnia jest zarejestrowana w Katarze. Wtedy to nasz pracodawca decyduje czy pozwoli nam na opuszczenie kraju i powrót do domu. Często zwleka, przetrzymując paszport, który wcześniej powierzyliśmy pośrednikowi.

W ten sposób w samym Katarze od prawie trzech lat pracowało nawet półtora miliona ludzi, którzy przybyli na kontrakty z najbiedniejszych miejsc Azji, by zarobić na siebie i swoje rodziny. Human Rights Watch nazywa ten system pracy „bliskim feudalnego”.

FIFA musi walczyć o honor i ludzkie życia?

Perspektywa, jaką władze Kataru zaprezentowały jednak szefostwu FIFA pokazując mundial przyszłości, skutecznie zaparła dech w piersiach włodarzy federacji. Klimatyzowane stadiony, setki hoteli i niewiarygodne projekty infrastrukturalne. Życie w luksusie, pośród księżycowego krajobrazu arabskiego kraju, dostępne dla tysięcy turystów z całego świata.

Projekt, który dał Katarowi zwycięstwo w głosowaniu nad zorganizowaniem mundialu w grudniu 2010 r. przytłaczał rozmachem. Dlatego dzisiaj, po ujawnianych w ostatnich latach skandalach korupcyjnych, FIFA musi działać, by zachować choć resztki szacunku w oczach Zachodu i uratować od tragicznego losu tylu ludzi, ilu się da.

O tym, jak wygląda prawo pracy w Katarze międzynarodowe organizacje broniące praw pracowniczych czy szerzej – praw człowieka, oczywiście wiedzą i mówią. Problem tym, że w chwili, w której FIFA przyznawała prawo do organizacji mundialu w 2022 r., prawie nikt tych ostrzeżeń nie słuchał.

W rezultacie na pustyni, na której tylko zimą temperatura spada do 25-30 stopni C, a latem przekracza nawet 50 st. C, od 2011 r. pracują w niewolniczych warunkach rzesze nisko wykwalifikowanych robotników, którzy liczyli, że znajdą się w Eldorado. Żyją w małych „hotelach”, z reguły - po prostu kontenerach, w których na raz śpi kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób. Pracując na środku pustyni nie mają dostępu do bieżącej wody, nie są też pod stałą opieką lekarską, a „kieszonkowe” jakie dostają od swoich bezpośrednich szefów starcza im ledwie na jedzenie.

W Katarze jest 1,5 mln robotników z Azji. Podróżują za chlebem. Władze tego bogatego państwa, jak i innych państw Półwyspu Arabskiego (poza Arabią Saudyjską - niezbyt ludnych) utrzymują się przede wszystkim z najemnej pracy mieszkańców dalekiej Azji. Katarskie firmy mają we wszystkich krajach basenu Oceanu Indyjskiego swoich pośredników, a ci wynajmują na miejscu kolejnych pośredników, którym płacą za efektywne zbieranie siły roboczej. „Pośrednicy pośredników” często działają na pograniczu prawa. W modelu opartym na łapówkarstwie tymi, którzy płacą pośrednikom nie są jednak wyłącznie Katarczycy, zainteresowani zorganizowaniem jak największego ludzkiego potencjału dla swoich projektów, ale - przede wszystkim - robotnicy i ich rodziny.

Śmierć „z przyczyn naturalnych”

Gdy w styczniu tego roku Amnesty International wspólnie z ITUC przekazały swoje raporty dziennikarzom „Guardiana”, ci byli w szoku. Tylko w 2013 r. w Katarze na budowach obiektów związanych z mundialem zginęło bowiem ponad 400 Nepalczyków i ponad 300 obywateli Indii. Liczby nie były jednak kompletne, bo odnosiły się przede wszystkim do upadków z rusztowań i innych śmiertelnych wypadków na placach budów. Wkrótce urzędnicy ze Sri Lanki, Pakistanu, Filipin, Bangladeszu i Iranu również zaczęli wysyłać zapytania do władz katarskich o swoich obywateli. Okazało się, że wielu z nich zmarło w szpitalach „z przyczyn naturalnych”. Jak dowiedli dziennikarze „Guardiana” – naturalne przyczyny ich śmierci miały jednak związek z katastrofalnymi warunkami, w jakich do dziś się tam pracuje.

Najczęściej robotnicy umierają z wycieńczenia. Na budowach spadają z rusztowań, dlatego że tracą przytomność po godzinach spędzonych w piekącym słońcu, bez wody i przerw w pracy. U wielu nie wytrzymuje serce. Inni dostają wylewu lub udaru. Nie wiadomo jednak na przykład, ile osób zostaje okaleczonych w wyniku odniesionych w czasie pracy obrażeń.

Gra idzie o tysiące żyć. Średnio - jedno dziennie

W sumie do marca 2014 r. zginęło 567 obywateli Indii, 430 Nepalczyków, a liczba robotników wszystkich narodowości, którzy stracili w Katarze życie od początku 2012 r. przekroczyła już 1,3 tys.

ITUC twierdzi, że jeżeli nic się nie zmieni, to przed zakończeniem przygotowań do mundialu na obiektach tworzonych do przeprowadzenia tego spektaklu zginą cztery tysiące ludzi.

Tymczasem, jak się okazuje, nawet po ujawnieniu skandalu przez „Guardiana” ich los specjalnie się nie poprawił. Ambasada Indii w Dausze podała, że w pierwszym kwartale tego roku zginęło 89 obywateli tego kraju. To jedna osoba dziennie. Do mistrzostw świata pozostało jeszcze osiem lat.

Serce brata przestało bić - siostry zaginęły

"The Observer" opisał w styczniu 2014 r. historię jednego ze zmarłych na budowie w Katarze pracownika przybyłego z Nepalu. Ten znalazł się na liście z „kontraktem” dzięki pożyczce, jaką jego ojciec zaciągnął w kraju u przedstawiciela firmy werbującej pracowników na Bliski Wschód. Pośrednik wytłumaczył ojcu, że zatrudni syna, wspaniałomyślnie zrezygnuje z pobrania od rodziny opłaty i tę syn najpierw „odpracuje” na budowie w Katarze, a dopiero potem zacznie na siebie zarabiać. Pracodawca musi mieć jednak pewność, że jego inwestycja w pracownika się zwróci, dlatego stawia jeden warunek: jeżeli synowi coś się stanie, spłata długu przejdzie na rodzinę. Dlatego proponuje kolejny aneks do umowy: jeżeli syn nie będzie w stanie odpracować zaciągniętej pożyczki, niech spróbują to zrobić jego młodsze, nastoletnie siostry. Te wyjadą ewentualnie, by pracować jako kelnerki w hotelach i restauracjach dzięki czemu ich rodzice nie będą musieli się nigdy martwić o ich zatrudnienie.

Scenariusz kontraktu tak niebezpiecznie prosty i zapewne na Zachodzie wzbudzający ogromną podejrzliwość – jak stwierdza „The Observer” – nie jest przypadkiem odosobnionym, przez co historia katorżniczej pracy tysięcy ludzi zamienia się też często w tragedie całych rodzin.

Bohater tej opowieści, niespełna 30-letni mężczyzna, pod koniec 2013 r. umarł w jednym ze szpitali w Doha z powodu zapalenia płuc, połączonego z problemami z sercem. Rodzina w Nepalu dostała wiadomość tylko o tym. Pośrednik wynajęty przez innego pośrednika przedstawił bliskim mężczyzny wyniki jego badań, z których nie wynikło nic, ponad stwierdzenie, że jego serce przestało bić. Wtedy ojciec, niezdolny do spłacenia pożyczki, musiał wypełnić drugą część kontraktu. Posłał swoje córki do pracy w hotelu w jednym z krajów arabskich. Nie ma z nimi kontaktu.

Jak pisze „The Observer” – nastolatki z reguły stają się w tych przypadkach żywym towarem i trafiają do domów publicznych, często w Indiach, które biznesmeni z krajów arabskich bardzo lubią odwiedzać.

Skończy się na deklaracjach?

W miniony piątek w „Guardianie” pojawił się artykuł, w którym zacytowani zostali zarówno przedstawiciele FIFA jak i władz katarskich. Federacja przedstawiła – przemawiając wobec gremium złożonego z członków międzynarodowych organizacji praw człowieka – kroki, jakie podjęła w celu przekonania Kataru o potrzebie zmiany prawa pracy i zapewnieniu godziwych warunków zatrudnienia osobom działającym dla dobra sportu, jakim jest piłka nożna.

Władze Kataru zobowiązały się do przeprowadzenia „dogłębnego śledztwa” w sprawie nadużyć wobec najemnych pracowników.

Tylko ile potrwa dogłębne śledztwo?

Autor: Adam Sobolewski//kdj / Źródło: tvn24.pl, "Guardian", "The Observer"

Tagi:
Raporty: