Pierwsza sobota nowego roku. Dla niemałej części świata nadal trwa długi posylwestrowy weekend. Poranny spokój przerywają jednak doniesienia z Ameryki Południowej, a na czołówkach światowych mediów zaczynają pojawiać się informacje o "wybuchach w Caracas". Nie jest jasne, co się dzieje. Szereg niewyraźnych nagrań z wenezuelskiej stolicy wskazuje na atak, widać eksplozje i wojskowe śmigłowce.
Niedługo potem amerykański prezydent pisze w mediach społecznościowych o "schwytaniu" Nicolasa Maduro i jego żony.
Odległość z Bratysławy do Caracas to niemal dziewięć tysięcy kilometrów w linii prostej. Bezpośrednich połączeń brak. Podróż samolotem zajmuje około 20 godzin. Złośliwi twierdzą, że tyle też wynosi czas oczekiwania na reakcję słowackiego premiera w sytuacjach, które mogą mieć bezpośrednie konsekwencje dla jego kraju. W przypadku Wenezueli jednak już po kilku godzinach opublikował wpis. Odniósł się do sytuacji i... skrytykował Stany Zjednoczone.