Świat

Nie żyje 23 zakładników i 32 porywaczy. "Nie mogło być negocjacji"

Świat

Aktualizacja:
ReutersNa tych zdjęciach widać uwolnionych zakładników

23 zakładników i 32 terrorystów - to, jak podają algierskie władze, ostateczny bilans oblężenia kompleksu gazowego In Amenas. W sobotnim szturmie, jak podała algierska agencja prasowa, zabito wszystkich 11 islamistów, którzy wcześniej zabili jednak siedmiu przetrzymywanych zakładników. Po opanowaniu kompleksu, wojsko zajęło się usuwaniem min i ładunków wybuchowych pozostawionych przez napastników.

Do ostatecznego szturmu doszło w sobotę około południa. Według oficjalnej państwowej agencji prasowej, 11 terrorystów zostało zabitych. Wcześniej mieli zabić siedmiu zakładników, czyli wszystkich, których jeszcze przetrzymywali. Nie wiadomo, czy śmierć zakładników była przyczyną, czy skutkiem ataku wojska.

- Zakładnicy zostali zabici, zamordowani w tchórzliwy sposób - powiedział po akcji algierskich specsłużb prezydent Francji Francois Hollande. Dodał, że podejście Algierii do kryzysu z zakładnikami było najbardziej odpowiednie, ponieważ negocjacje nie są możliwe z takimi ludźmi, jak ci, którzy tam zaatakowali. - Nie dysponujemy jeszcze wszystkimi szczegółami, ale kiedy tak wielu ludzi zostaje zakładnikami zdeterminowanych terrorystów, gotowych zabić tych zakładników - a tak właśnie było - podejście Algierii, tak jak ja to widzę, jest najsłuszniejsze, ponieważ nie mogło być negocjacji - powiedział Hollande.

Po szturmie algierscy saperzy zabrali się za usuwanie pozostawionych przez terorystów min i ładunków wybuchowych rozmieszczonych w różnych miejscach zakładów.

Koniec oblężenia

Oblężenie w In Amenas trwało od środy. Z powodu praktycznie całkowitej blokady informacyjnej ustanowionej przez rząd Algierii, nie było i nadal nie ma jasnych informacji o tym, jak rozwijała się tam sytuacja.

Wszystko wskazuje na to, że w środę terrorystom udało się opanować całe zakłady i pojmać setki zakładników. W czwartek doszło do pierwszego ataku wojska, w wyniku którego zabito część islamistów i uwolniono kilkaset osób. Pozostali przy życiu terroryści zamknęli się w jednym z budynków na terenie zakładu z grupą zakładników.

Przez wiele godzin nie było wiarygodnych informacji na temat ostatecznej liczby ofiar wśród zakładników. Jej ustalenie nie było łatwe, bowiem część obcokrajowców samodzielnie uciekała porywaczom korzystając z chaosu, a część była uwalniana przez wojsko.

Władze Wielkiej Brytanii poinformowały po ostatecznym ataku wojska, że nadal nic nie wiedzą o losie "mniej niż dziesięciu" swoich obywateli. APS nie podała narodowości zabitych. Według gazety "El Watan" islamiści zabili w sobotę trzech Belgów, dwóch Amerykanów, Brytyjczyka i Japończyka. "El Watan" informuje też, że zginęli wszyscy porywacze. Premier Rumunii Victor Ponta powiedział w sobotę, że zginął jeden rumuński zakładnik, a czterech zdołało uciec.

Amerykański zakładnik zabity

Tych zagranicznych zakładników, którzy zostali ranni, wywieziono z kraju w piątek wieczorem na pokładzie amerykańskiego samolotu transportowego C-130 Hercules.

Informując o ewakuacji, rzeczniczka Departamentu Stanu Victoria Nuland potwierdziła też śmierć w oblężeniu amerykańskiego obywatela, Fredericka Buttaccio.

Urzędniczka przekazała w imieniu rządu USA "najgłębsze kondolencje" rodzinie i przyjaciołom ofiary. Dodała, że "respektując prawo do prywatności rodziny" wstrzyma się od dalszych komentarzy. Amerykańska agencja prasowa Associated Press podkreśla, że nie wiadomo, w jakich okolicznościach Amerykanin poniósł śmierć, ani czy był jedynym obywatelem USA zabitym podczas akcji algierskich sił bezpieczeństwa przeciwko terrorystom islamskim.

Ile ofiar?

Agencja Associated Press odnotowuje, że według źródeł algierskich w napaści na kompleks gazowy uczestniczyło łącznie ok. 30 islamistów i że 18 "unieszkodliwiono" jeszcze zanim siły specjalne przystąpiły w sobotę do szturmu.

Jak podała agencja Reutera, w sobotę na terenach zakładów znaleziono 15 zwęglonych zwłok, ale ustalenie ich tożsamości i przyczyny śmierci będzie wymagać dokładnych badań. Algierski minister komunikacji Mohammed Said mówił w sobotę rano w radiu, że w rękach terrorystów powiązanych z Al-Kaidą znajdowało się jeszcze 30 zakładników. Oficjalna algierska agencja prasowa APS poinformowała później, że w rezultacie podjętej przez armię algierską ofensywy przeciwko islamistom uwolniono 573 Algierczyków i "około" 100 z 132 cudzoziemskich pracowników rafinerii gazu.

Pierwsze oficjalne dane algierskie na temat ofiar śmiertelnych mówiłu o 19 zakładnikach i 29 islamistach, ale przez cały czas trwania kryzysu z Algierii napływały na ten temat rozbieżne informacje.

Ostatecznie, w sobotę wieczorem, Algierczycy poinformowali o ostatecznym - jak przekonywali - bilansie ofiar. W In Amenas zginęło, podało algierskie MSW, 23 zakładników i 32 porywaczy. MSW dodało, że podczas operacji uwolniono 685 Algierczyków i 107 obcokrajowców.

Wolność za uwolnienie bojowników

W piątek szefowie dyplomacji USA i Japonii, Hillary Clinton i Fumio Kishida, zaapelowali do władz algierskich o dołożenie wszelkich starań aby życie przetrzymywanych jeszcze zakładników "nie znalazło się w niebezpieczeństwie". Clinton rozmawiała na ten temat w piątek z premierem Algierii Abdelmalekiem Sellalem.

Sekretarz obrony USA Leon Pannetta spotkał się w piątek w Londynie z premierem Wielkiej Brytanii Davidem Cameronem w celu omówienia sytuacji. Panetta powiedział później, że terroryści islamscy, którzy przetrzymują zakładników, "powinni wiedzieć, że nie znajdą schronienia ani Algierii, ani w całej Afryce Północnej". Według mauretańskiej agencji ANI, porywacze chcieli wymienić zakładników amerykańskich na dwóch bojowników islamistycznych więzionych w USA z powodu oskarżeń o terroryzm. Chcieli, by wolność odzyskał pakistański naukowiec Aafia Siddiqui, więziony za próbę ataku na żołnierzy amerykańskich w Afganistanie w 2008 r. oraz Egipcjanin Omar Abdel-Rahman, skazany w USA na dożywocie za udział w spisku, którego celem miały być obiekty w Nowym Jorku. Porywacze chcieli też negocjacji na temat przerwania francuskiej interwencji zbrojnej w Mali. Operacja sił zbrojnych Francji przeciwko islamistom na północy Mali rozpoczęła się 11 stycznia. Wojska francuskie wspierają armię malijską.

Prezydent Francji Francois Hollande dodał w sobotę, że wojsko zostanie tak długo, jak będzie potrzeba do "wyplenienia terroryzmu w regionie".

Kto zaatakował?

Jeden z mauretańskich portali internetowych poinformował, powołując się na członka grupy o nazwie Zamaskowana Brygada, która zaatakowała algierski kompleks gazowy, że akcja była przygotowywana przez dwa miesiące i że Algierię wybrano jako cel, ponieważ oczekiwano, iż kraj ten poprze międzynarodowe starania o wyeliminowanie ekstremistów, którzy przejęli kontrolę nad północnym Mali. Mauretańskie media poinformowały, że na czele Zamaskowanej Brygady stał "weteran z Nigru" Abdul Rahman al-Nigeri, związany z przywódcą tej grupy Mochtarem Belmochtarem, weteranem walk w Afganistanie w latach 80., mającym obecnie bliskie kontakty z Al-Kaidą Islamskiego Maghrebu. Reuters pisze, że - jak się wydaje - Belmochtar nie uczestniczył osobiście w ataku na In Amenas. Zamaskowana Brygada ostrzegła Algierczyków, by "trzymali się z dala od instalacji zagranicznych firm, ponieważ uderzy tam, gdzie jest to najmniej oczekiwane" - informowała w czwartek mauretańska agencja prasowa ANI, powołując się na rzecznika ugrupowania. Według Reutera ANI ma bliskie kontakty z grupą, na której czele stoi Mochtar Belmochtar

Autor: nsz,mk/tr,mtom / Źródło: Reuters, PAP,

Źródło zdjęcia głównego: Reuters

Raporty: