Francja ws. irańskiego atomu "się nie ugnie"


- Jeśli nie będzie wyraźnego oświadczenia Iranu, że wyrzeka się broni atomowej, nie będzie porozumienia – oznajmił Francois Hollande w wywiadzie dla radia France Inter. Prezydent Francji podkreślił, że Paryż "nie ugnie się w tym punkcie": – Będziemy absolutnie stanowczy.

Dwa razy w ubiegłym roku Iranowi i tzw. grupie 5+1 (USA, Rosja, Chiny, Francja, Wielka Brytania i Niemcy) nie udało się zawrzeć ostatecznego porozumienia w sprawie kontrowersyjnego programu nuklearnego Teheranu.

Wyznaczony pierwotnie na lipiec 2014 roku ostateczny termin zawarcia porozumienia został przesunięty na 24 listopada. W dniu upływającego terminu strony przedłużyły obowiązywanie tymczasowego porozumienia z roku 2013 i rokowania w sprawie ostatecznego porozumienia przedłużono do lipca 2015 roku. Celem negocjacji prowadzonych z Iranem przez sześć mocarstw jest uzyskanie gwarancji, że strona irańska nie będzie dążyć do budowy broni jądrowej. Teheran zaprzecza, by pod przykrywką programu cywilnego pracował nad bronią jądrową, czego obawia się Zachód.

"Zły glina" z Paryża

Najnowsze oświadczenie Hollande’a nie dziwi. Bo jeśli ktoś w dotychczasowych negocjacjach z Iranem odgrywa rolę "złego gliny", to jest to Paryż.

Francuzi od początku rozmów w ubiegłym roku postrzegani byli jako przeciwwaga dla głodnych porozumienia Amerykanów. To szef francuskiej dyplomacji zagroził powodzeniu tymczasowego porozumienia w Genewie w listopadzie 2013 r., gdy oznajmił, że nie zaakceptuje „gry w durnia”, jaką jego zdaniem stały się negocjacje. To Laurent Fabius, wbrew wcześniejszej i późniejszej praktyce, ujawnił publicznie, jakie punkty rozmów sprawiają największe problemy w rozmowie z Irańczykami (chodziło o wzbogacanie uranu i elektrownię w Araku).

Żeby uniknąć podobnej sytuacji w tym roku, sekretarz stanu USA John Kerry, zanim udał się na negocjacje do Wiednia, zawitał do Paryża (Londyn też odwiedził), by spotkać się z Fabiusem.

Skąd taka postawa? Pierwszym powodem są interesy ekonomiczne Paryża, któremu z merkantylnych powodów bliżej do krajów arabskich Zatoki Perskiej niż do Iranu. Francuzi robią bowiem większe pieniądze z Arabami bojącymi się wzmocnienia roli Iranu. Drugi powód może być ambicjonalny. Jako że w praktyce jedyne sukcesy administracja prezydenta Francois Hollande’a odnosi na polu zagranicznym, Francuzi i tym razem chcieli pokazać, że są znaczącym graczem, z którym liczą się nawet Stany Zjednoczone.

Najnowsza wypowiedź Hollande’a wyczerpuje obydwa te powody.

Autor: mtom\kwoj / Źródło: France Inter, PAP, tvn24.pl

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości