"Niezależnie od tego, jaki mają wizerunek moralny". Mińsk krytykowany za brak reakcji

TVN24

Aktualizacja:

W białoruskich mediach pojawiły się krytyczne komentarze pod adresem białoruskich władz w związku z brakiem reakcji na zatrzymanie w Rosji i przetrzymywanie w areszcie obywatelki Białorusi – Nastii Rybki, bohaterki skandalu z udziałem oligarchy i polityka.

"Niezależnie od tego, jaki wizerunek moralny mają zatrzymani w Moskwie Waszukiewicz i Kiryłau, są oni obywatelami Białorusi. Jednak ani ambasada naszego kraju w Rosji, ani MSZ w Mińsku nie wystąpiło z oświadczeniem w sprawie nielegalnego zatrzymania" – czytamy w komentarzu Walerego Ruselika na portalu belsat.eu.

"Ambasada Białorusi w Rosji nie otrzymała oficjalnego zawiadomienia o zatrzymaniu w Moskwie obywateli Białorusi, Anastazji Waszukiewicz (Rybki), Alaksandra Kiryłaua (Alexa Lesleya) i Andreja Żeszki" – podawało Radio Swaboda w poniedziałek, powołując się na anonimowe źródło, przypominając, że według praktyki dyplomatycznej informacja taka powinna zostać przekazana do ambasady w ciągu 72 godzin. Ostatecznie informacja została przekazana do białoruskiej placówki w poniedziałek wieczorem, praktycznie w ostatniej chwili przewidywanej przez przepisy. Portal tut.by poinformował, że "w najbliższym czasie" z zatrzymanymi mają się spotkać pracownicy konsulatu.

Zatrzymani w Rosji

Rybka i Kiryłau - jej "trener", organizator seksszkoleń oraz siedem innych osób - zostali zatrzymani w Tajlandii za nielegalną działalność, polegającą na świadczeniu usług seksualnych. Po dziewięciu miesiącach w areszcie rozpoczęła się ich deportacja na Białoruś, jednak w piątek zostali oni zatrzymani w strefie tranzytowej lotniska Szeremietiewo w Moskwie i przebywają w areszcie w związku ze sprawą karną, dotyczącą organizacji prostytucji. We wtorek sąd ma zadecydować o zastosowaniu wobec nich środka zapobiegawczego.

Problem z Deripaską

Wcześniej Rybka stała się bohaterką skandalu politycznego w Rosji. Jako pracownica agencji towarzyskiej miała być świadkiem rozmów biznesmena Olega Deripaski i byłego wicepremiera Rosji Siergieja Prichodźki, które miały dotyczyć ingerencji w wybory w USA.

Głos w sprawie zabrał m.in. na Facebooku opozycyjny polityk Andrej Sannikau. "Nawet nie znając szczegółów wysłania jej właśnie do Moskwy, można z całą pewnością powiedzieć, że było to zamówienie polityczne. (…) Nie ma to nic wspólnego z deportacją" – napisał, krytykując za brak reakcji nie tylko MSZ w Mińsku, ale także środowiska obrońców praw człowieka. Walancin Stefanowicz z Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiasna" powiedział Radiu Swaboda, że aktywiści nie posiadają dokładnej informacji w sprawie Rybki i jej partnera. Dodał jednak, że według prawa obywatel Białorusi, który dokonał przestępstwa na terenie Rosji, może tam być zatrzymany i osądzony. W Rosji przeciwko Rybce i Lesleyowi pozew złożył Deripaska. Oligarcha oskarżył ich o rozpowszechnianie bez zgody informacji o jego życiu prywatnym. Według opozycjonisty Aleksieja Nawalnego to właśnie on miał stać za aresztowaniem kobiety w Tajlandii.

Nawalny zarzucił wicepremierowi korupcyjne relacje z Deripaską
Youtube

Autor: mtom / Źródło: PAP